Efekt był mierny

Rozmowa z Mariuszem Śrutwą, rekordzistą w liczbie występów dla Ruchu Chorzów

Dawid Szulczek zbyt często łapał się w Chorzowie za głowę. Fot. Press Focus

Jak pan ocenia decyzję o zwolnieniu Dawida Szulczka?

– Oglądałem wszystkie trzy spotkania. Mecz ze Śląskiem był w wykonaniu Ruchu momentami najlepszy w tym sezonie. Zwłaszcza końcówka pierwszej połowy. Natomiast rzeczywiście, chyba skumulowało się to wszystko, co działo się nie tylko w tym sezonie, ale również wiosną. Cierpliwość działaczy została wyczerpana, stąd ta reakcja.

A co pan sądzi o momencie zwolnienia? Już po trzech kolejkach, gdy trener przepracował cały okres przygotowawczy. Może należało poczekać albo pożegnać się... już po zakończeniu zeszłego sezonu?

Nie jest to pierwszy trener zwolniony w I lidze (śmiech, w poniedziałek z Miedzią Legnica pożegnał się Wojciech Łobodziński – przyp. red.). To świadczy o ogromnej determinacji, by w Ruchu osiągnąć wynik. Działacze doszli do wniosku, że nie ma co dłużej czekać i trzeba szybko interweniować. Jak wiemy, skład jest zupełnie zmieniony w porównaniu z wiosną. Był układany pod dyktando trenera, więc stąd pewnie ta reakcja. Z tego, co wiem, w środku drużyny też nie było do końca dobrze, jeśli chodzi o relacje na linii trener – zawodnicy. Myślę więc, że decyzja zapadła między innymi także z tego powodu.

Latem postanowiono zostawić trenera, dokonano wielu zmian w składzie, a gra zespołu w większości aspektów ciągle wygląda tak samo jak na wiosnę, czyli słabo. Rodzi się tu pytanie, czy zarządzający klubem nie popełnili błędów w analizie i ocenie sytuacji.

Trener miał duży kredyt zaufania, dlatego ustalono, że należy dokonać roszad w zespole. Te zostały wykonane. Jednak tak, jak pan powiedział, trzeba się z tym zgodzić, że efekt był mierny. Wizja gry i zaangażowanie, pomysł na grę były nie takie, jak być powinny. Stąd szybka i radykalna decyzja.

Ma pan jakieś spostrzeżenia, dlaczego tak się stało? Gdy rok temu Dawid Szulczek przychodził do Ruchu, wydawało się, że to idealne rozwiązanie. Nie dość, że „niebieski”, to jeszcze z renomą po pracy w ekstraklasie. Dostał nawet lepszy zespół w skali ligi, niż miał w Poznaniu. Tyle że nie wypaliło.

Wcześniej można się było usprawiedliwiać, że ja potrzebuję kogoś innego, że nie wykonywałem roszad, a teraz rzeczywiście zmian było bardzo dużo. Pytanie, czy było to rozciągnięte na dłuższy okres. Twierdzę, że tej drużynie potrzebnych jest jeszcze dwóch-trzech piłkarzy z potencjałem. Oczywiście, teraz w zespole są ludzie, którzy gdzieś kiedyś w jakimś zakresie zaistnieli, natomiast czy to są osoby, które są w stanie pociągnąć tak utytułowany zespół, z takimi aspiracjami, wymaganiami, ciężarem i presją kibicowską? Tego nie jestem pewien. Jeśli to było zaplanowane i kolejnym krokiem będzie szukanie tych, którzy dodadzą jakości, to okej. Natomiast jeśli to wszystko, co Ruch miał przygotowane do zrealizowania celu w postaci awansu, to... mało. Nadal uważam, że mimo wszystko brakuje jakości. Przydałaby się wymiana nie tylko ilościowa, ale jakościowa.

Na jakiej pozycji usytuowałby pan Ruch w pierwszoligowym zestawieniu? Jakie są możliwości?

Gdy ostatnio Ruch awansował do ekstraklasy, to na papierze też nie był najlepszą drużyną. Nawet gdybyśmy popatrzyli na aspekty czysto piłkarskie, to były lepsze zespoły. Ruch miał jednak charakter, siłę, pomysł na grę, był bardzo dobrze przygotowany pod względem motorycznym. Jeśli teraz miałoby to iść w tę stronę, to tak – jest to pomysł, by odnieść sukces. Natomiast jak widać po pierwszych trzech meczach, to w tę stronę nie poszło. Nie było pomysłu, jedności, Ruch nie miał na tyle przygotowanych cech motorycznych i fizycznych, aby dominować przeciwnika przez cały mecz. W wygranym spotkaniu z Łęczną sił na pressing i zaangażowanie starczyło na 15 minut. Powstało pytanie, czy to wszystko jest na świeżo po okresie przygotowawczym i dopiero przyjdzie z czasem, gdy zejdą obciążenia poobozowe, czy zawodnicy są po prostu źle przygotowani. Przyjdzie ktoś inny i okaże się, czy po dwóch-trzech tygodniach usłyszymy, że „musimy wziąć się do pracy i przygotować motorycznie”. Ruch na pewno personalnie nie jest drużyną, od której zaczyna się wymienianie kandydatów do awansu.

Wszystko wskazuje na to, że nowym trenerem zostanie Waldemar Fornalik.

To osoba, która ma umiejętności i charyzmę. Wie, co to jest Ruch Chorzów i jakie są tu wymagania, presja. Widać je było w ostatnim meczu, gdy 3 tysiące kibiców pojechało do Wrocławia. To piękne, kiedy się wygrywa i potem podchodzi pod sektor, by przyjąć gratulacje. Ale kiedy nie idzie tak dobrze, to nie wszyscy będą w stanie znieść taką presję. Doświadczony trener byłby wskazany.

Rozmawiał Piotr Tubacki