E jak emocje, D jak drużyna
2:1 w jesiennym starciu w Tychach, 1:0 w zimowym sparingu – beniaminek w ostatnich miesiącach radził sobie z Tyszanami. Sobotni mecz stwarza okazję na pierwsze wiosenne zwycięstwo ligowe.
Tak jesienną wygraną w Tychach fetowali poloniści: z lewej Kacper Michalski, z prawej – Tomasz Gajda. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus
POLONIA BYTOM
Cztery porażki, jeden remis – oto tegoroczny dorobek polonistów w Betclic 1. Lidze. Mizerny, więc drużyna z pozycji wicemistrza jesieni zjechała już w tabeli na miejsce jedenaste i tylko wyjątkowej słabości boiskowej czterech innych ekip zawdzięcza fakt, że ma bezpieczną przewagę nad strefą spadkową.
Panowie się poprzesuwali...
- Strasznie nie lubię gadki o zwalnianiu trenera – Mirosław Smyła, który przez ponad ćwierć wieku związany był z Niebiesko-czerwonymi jako piłkarz, a potem trener, odnosi się do kibicowskiego hejtu, wylewającego się głównie na obecnego szkoleniowca Polonii. Sposobu gry drużyny, taktyki i realizacji zadań na murawie nie chce oceniać. Za to spogląda dużo szerzej na całą sytuację. - Jestem, rzekłbym, trenerem starej daty. I strasznie nie podoba mi się „wyjście po angielsku”; tak jak nie podoba mi się zjawisko niedokończonej roboty, niewypełnionych kontraktów, wpisywania w nie klauzul „odstępnego”, podkupywania trenerów... A to się, jak wiemy, zdarzyło i z udziałem Polonii. Lawina ruszyła. Panowie trenerzy poprzesuwali się na stanowiskach, z lepszymi bądź gorszymi efektami; Polonia cierpi bardziej niż inni – ocenia nasz rozmówca.
Zmiana reżysera nie pomaga
Mirosław Smyła (dziś szefuje szkole mistrzostwa sportowego w Radzionkowie) podkreśla, że największym wyzwaniem, z jakim mierzyć się musi następca Łukasza Tomczyka, jest kwestia... atmosfery. - Wiem, że są w ekipie gracze – jak choćby Kuba Arak, którego wprowadzałem do dużej piłki – dla których ważne są emocje; to dzięki nim udaje się zbudować drużynę przez duże „D”. Zmiana reżysera natomiast nie pomaga w tym budowaniu. Ale to nie jest tak, że obecny trener „nie dojechał”. Polonia grała dobrze w piłkę w 2. lidze, po awansie szła siłą rozpędu, pozytywnych emocji itp. Kiedy tę atmosferę trzeba było zacząć budować od nowa, a na dodatek rywale zwyczajnie już „rozgryźli” Bytomian sportowo, znacznie trudniej jest wrócić emocjonalnie do gry, na zwycięską ścieżkę – analizuje Smyła.
Kiedy, jak nie teraz?
Trudno zarazem nie zauważyć, że owa atmosfera - i wyniki też... - dużo gorsza jest w Tychach. Dla Bytomian to okazja, by wiosenną niefartowną passę posłać w zapomnienie!
(DaL)
