Dzisiaj tu, wczoraj tam
Piątkowy mecz przy Okrzei będzie wyjątkowy dla trenera Daniela Myśliwca. Jeszcze w poprzednim sezonie pracował przecież w Widzewie.
Czy Daniel Myśliwiec przekaże piłkarzom Piasta wiedzę tajemną na temat łódzkiego zespołu?Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus
Zastanawiam się często, jak trenerzy radzą sobie z konfliktem interesów, gdy przenoszą się z jednego klubu do drugiego. Czy etyczne jest wykorzystywanie wiadomości dotyczących zawodników ze swojej eksdrużyny, gdy przyjdzie jej grać z aktualnym zespołem byłego trenera? I z drugiej strony – czy byłoby przejawem braku lojalności wobec nowego pracodawcy, jeżeli nie wykorzysta się takiej konfidencjonalnej często wiedzy dla dobra tej nowej drużyny?
Z taką sytuacją mamy do czynienia przed piątkowym meczem Piasta z Widzewem, bo przecież Daniel Myśliwiec jeszcze w lutym tego roku był trenerem łodzian (a Marek Papszun będzie może za chwilę trenerem Legii). W przypadku zawodników kluby radzą sobie w ten sposób, że piłkarz nie gra przeciwko swojej byłej drużynie. A trener co? Ma nie przyjść na mecz?
Inna drużyna
Na szczęście ostatnio rotacja piłkarzy jest równie częsta, jak trenerów. Myśliwiec dużo tajemnic zespołowi z Gliwic nie zdradzi, bo od lutego pozostało w Widzewie tylko 9 z 32 piłkarzy, z którymi pracował, a w ostatnim jego widzewskim meczu (0:4 z Pogonią 24 lutego) grało tylko pięciu z tej dziewiątki: Mateusz Żyro, Polydefkis Volanakis, Juljan Shehu, Marek Hanousek i Bartłomiej Pawłowski. Volanakis, Hanousek i Pawłowski to ostatnio tylko rezerwowi, ale zagrać może jeszcze dwóch innych bliższych znajomych Myśliwca - Fran Alvarez i Szymon Czyż. Taktyki też łatwo nie rozszyfruje, bo od jego odejścia Widzew ma już trzeciego trenera, z których każdy starał się wprowadzić swoje porządki i zwyczaje.
Bilans na remis
Jego zatrudnienie w Widzewie przyjęto z nadzieją. Miała to być jego pierwsza praca w charakterze głównego trenera w ekstraklasie, szedł właściwą drogą od grającego trenera w zespole klasy okręgowej poprzez asystenta w wielu klubach. Był kandydatem do tej posady już kilka kolejek przed zwolnieniem Janusza Niedźwiedzia, miał dobrą opinię po pracy w Stali Rzeszów, z którą jednak rozstał się w nie najlepszej atmosferze, mimo że wprowadził zespół z drugiej ligi do pierwszej, a potem do baraży o ekstraklasę. - Czuję wyjątkowość miejsca, w którym się znalazłem. Teraz najważniejsze będzie to, co wypracujemy z drużyną na boisku – powiedział na przywitanie Widzewa. Zaczął bardzo dobrze – dwa zwycięstwa i remis – a cały sezon drużyna skończyła na 9. miejscu, najwyższym od sezonu 1999/2000. Następnego sezonu już nie dokończył. Personalnie wyszedł w Łodzi na remis: bilans 56 meczów to 22-12-22 (bramki 80-80).
Duże wymagania
Ale Widzew to trudny teren – nadal żywa jest tu pamięć o Lidze Mistrzów, a wymagania i oczekiwania są wysokie. Półtora roku później – długo, jak na obecne zwyczaje - odchodził skonfliktowany z dyrektorem sportowym Tomaszem Wichniarkiem i prezesami, rezygnowali z pracy z nim (albo on z nich rezygnował) asystenci Tomasz Włodarek i Karol Zniszczoł, do tej pory jego najbliższy współpracownik w sztabie szkoleniowym. Dużo wymagał od siebie i od innych. Postawił ostre warunki podczas rozmów o nowym kontrakcie, bo czuł się na siłach osiągnąć więcej niż do tej pory. Publicznie się nie skarżył, ale miesiąc przed swoim zwolnieniem na pytanie, czy jest zadowolony z transferów w zimowym okienku 2025 roku odpowiedział… chwilą ciszy i głośnym westchnieniem. Po czym dodał z ironicznym uśmiechem: - Czuję się świetnie, drużyna nie może doczekać się najbliższego meczu. Skupiam się na piłkarzach, których mam do dyspozycji. A potem? Zobaczymy. Bardzo chcę być trenerem Widzewa, niewiele jest takich miejsc w Polsce.
Warto dodać, że wśród kandydatów na jego następcę wymieniano Jana Urbana…
Wojciech Filipiak
