Dziewka plugawa

WYMIANA KOSZULEK - cotygodniowy felieton Wojciecha Kuczoka

Ile razy ja to już słyszałem: po co się przejmujesz tymi dziadami, zobacz jak siatkarze pięknie grają, medal za medalem, obronione mistrzostwo Europy, chłopy na schwał, poza tym to szlachetniejszy sport niż ta cholerna piłka, jak możesz chodzić ponury? No ale co mi po pannie majętnej, urodziwej i niegłupiej, skoro ja od zawsze kocham tę dziewkę plugawą, co mi tylko smutków przysparza – serce nie sługa, z rozumem się ono w sprawach miłosnych nie konsultuje, jak jest złamane przez piłkę kopaną nogami, to pociechy nie znajdzie w tej uderzanej dłońmi.

Pomnę, jak w latach osiemdziesiątych byłem nastoletnim fanem listy Marka Niedźwieckiego. Co sobotę zasiadałem przy radiomagnetofonie z notesikiem, uzależniłem się od tego misterium; kłopoty zaczynały się podczas wyjazdów wakacyjnych w Tatry. Nijak nie mogłem złapać trójki na UKFie, choćbym wystawał przez okno z kijkiem narciarskim podpiętym do druciku i przywiązanym do anteny radiowej – sygnał fal ultrakrótkich był za słaby, słyszałem głównie szum, z rzadka przerywany jakimś pojedynczym taktem lub tytułem piosenki; już łatwiej było złapać Wolną Europę. Za to na falach długich jakość dźwięku była znakomita, mogłem sobie słuchać do woli listy radiowej jedynki, na której królowały hity Alicji Majewskiej i Jerzego Połomskiego. Dla fana Republiki i Klausa Mitffocha było to przedsięwzięcie niewykonalne; próby zastąpienia nowych utworów Ciechowskiego lub Janerki „muzyką papy” wbijały mnie w ciężką depresję. Rodzice nie mogli się nadziwić, że wolałem słuchać radiowego szumu, niż piosenek dobrej jakości.

Teraz siatkarscy entuzjaści codziennie mnie nękają pytaniami „Czemu nie chcesz z nami do raju? Po co ci ten futbol? Czemu się zadręczasz? Lubisz sado-maso”? Polacy nie umieją grać w piłkę nożną, są narodem w tej dziedzinie pokrzywdzonym przez Stwórcę, choćby się starali jak Wokulski o rękę Izabeli, na futbolowych salonach zawsze będą wyszydzani, bo nie mamy w genach drygu, nie mamy tej gibkości, fantazji, precyzji, a choćby i pracowitości, co inne nacje, mamy za to gen samozagłady, kłócimy się między sobą najzajadlej, przeto w sportach zespołowych nigdy nie będziemy startować z uprzywilejowanej pozycji. Siatkówka jest tu szlachetnym wyjątkiem, może dlatego, ze zawodnicy mogą między sobą podawać piłkę tylko dwa razy – tyle akurat podań to i nasi piłkarze wymienić potrafią zanim pikę stracą.

Ogląda człowiek mecz reprezentacji z Bośnią i widzi impotencję snajperską, niedbałość i bylejakość, ale słyszy po meczu, że jest się z czego cieszyć, bo zagraliśmy na zero z tyłu. Kilka dni później wychwalana obrona popełni szkolne błędy w kryciu i Polska dostaje kolejne bęcki w Sztokholmie, ale podobno nie ma co płakać, bo do przerwy graliśmy dobrze i pojawił się nam w środku pola nowy Krychowiak, czyli Wiktor Nowak z praskiej Slavii. A może zamiast szukać niemożliwego, czyli tak zwanych zalążków przyszłej wielkości, powinniśmy pogodzić z tym, że to wielkość urojona, nigdy jej nie dostąpimy, bo nie oszukamy przeznaczenia, a przeznaczone jest nam lekko dostawać w dupę od drużyn solidnych, obrywać srogie baty od drużyn wybitnych, przepychać się z średniakami i czasem wyżywać się na słabeuszach. Nigdy nie zdobędziemy już żadnego medalu, nie przyjdzie żadne złote pokolenie, które nas zbawi, które uczyni z nas choćby i parweniuszy na arenach.

I cóż, że ze Szwecją młodzieżówka znów wygrała, co z tego, że dała radę po raz dziewiąty z rzędu zdobyć trzy punkty, pomimo usilnych starań trenera Urbana, aby ją osłabić (wyrywanie zębów trzonowych z kadry U21 tylko po to, żeby se chłopaki posiedzieli na ławce lub na trybunach i patrzyli jak ich starsi koledzy kompromitują się przed światem uważam za sabotaż, nawet jeśli jest on bezwiedny, Urbana to nie usprawiedliwia. Tylko czekać, jak teraz selekcjoner zabierze Jerzemu Brzęczkowi Brajcika Ede, bo ze Szwedami zagrał na stoperze profesurę i Bartka Mazurka, bo zaliczył reprezentacyjny debiut z dubletem. I da im potrenować ze starszakami, by przeciw Rumunom znowu wystawić stare dobre łamagi. Jestem tak zdewastowany poziomem naszej piłki seniorskiej, że nie mam wiary nawet w tych dzielnych chłopców z U21 – dojrzeją i oni do marazmu i niemocy, którą prezentuje nasza reprezentacja.

O polska piłko dorosła, ty dziewko plugawa, kochać cię nie ma za co, ale wyleczyć się z ciebie nie sposób – już mnie czterdzieści cztery lata maltretujesz, bo tyle minęło od medalu w Hiszpanii, ile lat jeszcze dam ci się nad sobą poznęcać, jeden diabeł wie. Jak już człowiek myśli, że się przyzwyczaił do twoich okrucieństw, wciąż wymyślasz nowe – na przykład każesz patrzeć na przykry zmierzch kariery Roberta Lewandowskiego, który z Bośnią zagrał najgorszy mecz w życiu, a ze Szwecją trener wpuścił go jak pętaka w ostatniej minucie, przez co sfrustrowany Lewy wykopał piłkę na aut, żeby choć żółtą kartką zapisać się w statystykach.

Robert Lewandowski ze Szwecją zagrał krótko, ale... żółtą kartkę dostał. Fot. PAP/Piotr Nowak

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się