Dziewczyny kochają złoto!

Rozmowa z Bożeną Karkut, trenerką siedmiokrotnych mistrzyń Polski z Lubina

Breakdance w wykonaniu zawodniczek najlepszej polskiej siódemki. Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus

Zacznę od gratulacji za kolejny tytuł i niewiarygodny dance po wręczeniu medali. Jak długo się znamy, nie widziałem tak tańczącej Bożeny Karkut!

- Bo nie chodzi pan ze mną na dyskoteki, a ja jestem kobietą do tańca i do różańca. (śmiech)

Gdzie są w Lubinie dyskoteki, na których panią spotkamy?

- Ha, ha! To nie tak - mamy w Lubinie dziewczyny z polotem, fantazją, a także mieszankę z południowych krajów. Są Brazylijki, wychowane na karnawałach i sambach. One tańcem odreagowują radość, emocje. Ja się tylko próbowałam dostosować, bo nie wiedziałam, co przygotowały, jaka będzie choreografia... Ale cieszyłam się razem z nimi, bo to dobry czas dla Zagłębia.

Jeżeli to była z pani strony improwizacja, to chapeau bas... Skoro pożartowaliśmy, to teraz na poważnie zapytam - improwizacji w kolejnym zwycięskim sezonie nie było żadnej?

- To był rok bardzo ciężkiej pracy. Oczywiście, znajdą się ludzie, którzy z zazdrości, czy innych powodów powiedzą, że taki zespół gra sam i trener nic nie musi. A to jest naprawdę żmudna praca każdego dnia. Przygotowanie zespołu nie tylko od strony kondycji, taktyki, ale i mentalnej. Trener to nie jest ktoś, kto siedzi na ławce i w trakcie meczu parę razy się z niej podniesie. To są godziny przygotowań w domu, analizy meczów, swojego zespołu i przeciwników. Do tego dochodzi stres, adekwatny swoją mocą do pracy na tak wysokim poziomie sportowym.

To złoto bardziej smakuje niż poprzednie?

- Sukcesy się nigdy nie przejadają. Dla mnie każde złoto jest ważne, ale tak chyba jest, że to co trudniej przychodzi, bardziej cieszy. Za tym sukcesem stoją ludzie. Ich historie, codzienna walka z różnymi problemami, także z samym sobą. Kontuzjami, bólem, chorobami... Dotyczy to nie tylko zawodniczek, ale i sztabu, który razem ze mną musi sobie stawiać granice, by czegoś nie zepsuć. Wiele się nauczyłam w pierwszych latach, ale dzisiaj - po 26 latach trenerki - mogę powiedzieć, że nadal się uczę.

Mistrzostwo Polski było wisienką na torcie, bo w tym sezonie wygrałyście wszystko, co było do wygrania?

- Oczywiście. W przekroju całego sezonu byłyśmy najlepsze i zasłużenie sięgnęłyśmy po złoto. Zresztą od wielu lat jesteśmy najlepsze i w przyszłości też będziemy. To jest kolejny rok, gdy umniejsza się nasze sukcesy i wreszcie muszę o tym zacząć mówić.

Środowisku piłki ręcznej Lubin nie pasuje?

- Co roku słyszę, że ktoś dla nas zagrał, coś nam się udało. A już żenujące jest mówienie, że Lublin miał cudowny sezon, lecz w finale był osłabiony i dlatego nam tak dobrze poszło. Powiem przewrotnie – chce się nas obalić z tronu, a z 8 meczów, które rozegraliśmy w ciągu 9 miesięcy - w pełnym składzie, w pół składzie, z kontuzjowanymi zawodniczkami i bez nich - wygraliśmy 7, więc jaki to był dobry sezon dla Lublina? Zwyciężaliśmy w Superpucharze, Pucharze Polski, eliminacjach Ligi Europejskiej i o złoto mistrzostw Polski, więc to Zagłębie jest dzisiaj najlepszą drużyną w kraju. Te dziewczyny są wielkie, te dziewczyny są złote, kochają złoto, zasługują na złoto i tyle na ten temat.

Można więc śmiało mówić o galaktycznym Zagłębiu, które zakończyło sezon w potrójnej koronie. Po raz 6. z rzędu sięgnęło po mistrzostwo, wywalczyło 10. medal z rzędu, bo przed złotą serią 4 razy zdobyłyście wicemistrzostwo!

- Zdobycie czegoś to jedno, a powtarzalność to drugie. A my przez 6 lat udanie bronimy tytułu, zdobywamy złote medale i to na pewno jest olbrzymi sukces. Dla mnie ważne jest też, że trafiają do nas dziewczyny i się rozwijają. Przychodzą cudzoziemki, które trafiają do reprezentacji. Co roku podejmujemy rękawicę gry w europejskich pucharach, co jest ogromnym finansowym i logistycznym wyzwaniem dla klubu, a dla dziewczyn niesamowitym wysiłkiem fizycznym, bo granie przez dwa miesiące co trzy dni plus dalekie podróże wymagają niesamowitych umiejętności.

I na dodatek musicie być non stop w optymalnej dyspozycji na ligowych parkietach. Skoro w kraju zgarnęłyście wszystko, to czy podbój Starego Kontynentu jest waszym kolejnym marzeniem?

- Gra w pucharach to możliwość konfrontowania się z międzynarodową piłkę ręczną. Z zawodniczkami z całego świata, a dla lubińskich i polskich kibiców możliwość oglądania ich w akcji. To jest też znakomita promocja dyscypliny i kraju. Gramy przy pełnych trybunach, wszystko jest świetnie zorganizowane. Dwa lata temu zabrakło nam punktu, aby wyjść z grupy Ligi Europejskiej. W tym roku plany pokrzyżowały nam kontuzje, ale w nowym sezonie znów powalczymy – to w kontekście marzeń, o które pan pytał.

Jaka to była Superliga w tym sezonie. Silniejsza, słabsza niż minionych latach?

- I znów odpowiem przewrotnie. Słyszałam – co to za mistrzynie, skoro wygrywają jedynie w Polsce, a za granicą dostają w dupę. No to zapytam – skoro my jesteśmy takie słabe mistrzynie, to co dzieje się pod nami?Tak mówiący sami sobie strzelają w kolano. W tym roku o tytuł walczyły dwa zespoły. Trzecia Piotrcovia miała chwile chwały, wygrywając z nami, ale między czołową dwójką a pozostałymi drużynami grupy mistrzowskiej była spora różnica. Nie chcę znowu kija w szprychy wstawiać, ale liga nie wygląda dobrze w tym sensie, że od lat nie widać świeżej krwi. I proszę mnie dobrze zrozumieć - nie mówię o zawodniczkach, które do niej przychodzą i przez ileś lat mają się ogrywać, tylko od razu wchodzą do zespołu, grają, mogą decydować o wyniku. Taką zawodniczką jest w ostatnich latach Daria Przywara, którą wyciągnęłam z 2. ligi w Gdyni. Moim zdaniem już czas, by Darię na poważnie wypróbować w reprezentacji.

Innych objawień nie widać?

- Nie wiem, może jestem ślepa, może pamięć mnie zawodzi, może coś przeoczyłam... Niż demograficzny też nam się odbija czkawką. Rodzi się mniej dzieci, jednak raz jeszcze zapytam - ile talentów trafiło do seniorek i od razu grało? Taka Ania Ejsmont miała 18 lat, gdy zadebiutowała w Pogoni Szczecin. Rzuciła 8, potem 11 bramek, za chwilę dostała powołanie do reprezentacji, a dziś nikogo nie widzę... A ja? Miałam 18 lat, jak mnie powołali do reprezentacji, a 19 lat, jak pojechałam na mistrzostwa. Jak mnie wzięli do seniorek AZS-u Wrocław, to od razu grałam, decydując o wynikach jakichś meczów. Dziś musimy czekać 4-5-6 lat, aż młodzież nabierze doświadczenia. Coś tu chyba nie gra...

Ze szkoleniem coś nie gra od wielu lat, to wszyscy doskonale wiemy...

- Cały czas mówimy, że młodzież jakaś jest, a związek się stara. Ja tego nie neguję, ale chyba pora, by coś zweryfikować w szkoleniu. Myśmy się zacięli na tematach - szkoła francuska, szkoła skandynawska, a to jest takie ślepe „kopiuj, wklej”, bo przecież my jesteśmy inni. Poza tym w ostatnich latach modne jest mówienie o słabym przygotowaniu motorycznym. Dlatego w Piotrkowie zatrudniony został Rumun, żeby zawodniczki sobie potańczyły w kółku, poklepały się. W Gnieźnie i Lublinie to samo. A to kosztuje kupę pieniędzy. My w Lubinie takich rzeczy nie mamy i niech będzie, że jestem staroświecka. Tylko jak przychodzi do konfrontacji z nami, to wszyscy są zmęczeni i dlatego uciekają im punkty. A my to się nie męczymy? Też się męczymy, tylko po prostu jesteśmy dobrze przygotowane do wysiłku.

Prezes Sławomir Szmal uważa, że dzięki zmniejszeniu Superligi stanie się ona ciekawsza, bardziej wyrównana, interesująca dla kibiców. A jakie jest pani zdanie?

- Mówi się – miejmy 12 drużyn, natomiast prawda jest taka, że zespoły, które awansują z Ligi Centralnej, nie mają pieniędzy i rezygnują z występów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Może więc najpierw od tej strony trzeba to „ugryźć”, zanim będziemy myśleć o większej liczbie zespołów w Superlidze.

A jak odniesie się pani do zarzutu, że topowe polskie zespoły wolą ściągać zagraniczne zawodniczki i suto im płacić niż szkolić nasze talenty.

- A ja odwrócę temat i uderzę w media, telewizję, a także trenerów kadry. Głośno o tym powiem, nie będę się kryła. Najpierw było 6-7 lat Kima Rasmussena, potem 5 lat Leszka Krowickiego, a teraz jest prawie 7 lat Arne Senstada. Każdy z nich głośno i wyraźnie artykułował, że kadrowiczki muszą grać za granicą, bo w Polsce się nie rozwiną. A co one się u nas zwinęły? Gdzie się nauczyły grać? Zagraniczni trenerzy je nauczyli grać? To polscy trenerzy je wybrali, wyselekcjonowali i nauczyli wszystkiego. Zatem z szacunkiem dla naszych szkoleniowców. Jeszcze bym rozumiała, gdyby dziewczyny wyjeżdżały do silnych lig, mocnych klubów, nabierałyby doświadczenia, grając z dobrymi zawodniczkami, a tymczasem trafiają do byle jakich zespołów w Rumunii? Do 6. czy 8. rumuńskiej „siły”, więc co to są za zmiany rokujące postęp? Ani nie grają tam o medale, ani o Ligę Mistrzów. Tłuką się na Bałkanach, tracą zdrowie, nie kończąc sezonu sukcesami, a jednak wiele z nich wyjeżdża, bo młóci się im mózgi, że tam jest lepiej. Potem często siedzą na ławkach rezerwowych i naprawdę nie mają lepiej niż w Polsce. Ja tego nie zmyślam.

Jak trzymać dobry poziom reprezentacji, skoro występy w kadrze uzależnia się od gry za granicą?

- Rozmawialiśmy z trenerem Senstadem i prezes Szmal powiedział do niego: „jeśli to prawda, to nie może być tak, że namawia pan dziewczyny do wyjazdu za granicę”. „To nieprawda” - odparł selekcjoner, a tymczasem moja Daria Michalak trzy lata przesiedziała na trybunach i na głębokiej, reprezentacyjnej ławce. Ale jak przeniosła się do Rumunii, to wychodzi w pierwszej siódemce. Tymczasem Kinga Grzyb całe życie gra w Polsce i nie jest gorsza od tych z zagranicy.

Niezbyt dobrze rysuje się przyszłość reprezentacji...

- Życzę jej jak najlepiej, ale kilka lat wstecz - gdy przychodził trener Senstad - doszło do zadymy z Karoliną Kudłacz-Gloc, dla której zabrakło miejsca, bo Norweg zapowiedział odmłodzenie kadry. Tymczasem, z całym szacunkiem, ale czy Joanna Gadzina, która miała świetny sezon, ma odmienić jej oblicze? A może ma to zrobić Patrycja Noga... Monika Kobylińska co rok zmienia klub, a to znaczy, że nie za dobrze jej idzie. Jeśli karnych nie dorzuci, to jej za bardzo nie widać. Tak samo jest z Magdą Balsam. Dagmara Nocuń przez pół roku nie miała klubu, a Aleksandra Olek miała klub, ale prawie cały rok nie grała. W sztabie szkoleniowym jest jedna z najlepszych kołowych świata, a widzi pan w kadrze jakąś utalentowaną kołową? Co ja mam o tym myśleć? Rasmussen, Krowicki, Senstad łącznie prowadzili Biało-czerwone przez 16 lat. To są wręcz dwa pokolenia.

Ktoś o coś panią zapytał, wysłuchał przemyśleń? W końcu od wielu lat jest pani trenerką najlepszej siódemki w kraju?

- Przecież ja ciągle jestem postrzegana jako ta, której stale coś się nie podoba.

A może czasami warto pójść pod prąd i głośno mówić o problemach kłujących nasze, polskie ego...

- Co ja mogę mówić o piłce ręcznej , jak ja z jaskini wyszłam... Szkoda mi słów, ale takie mamy środowisko. Bardzo natomiast cieszę z faktu, że Lubin i KGHM kojarzą się w Europie z miedzią, piłką nożną i piłką ręczną. Kiedyś, jak jeździliśmy na pierwsze pucharowe występy, to w programach meczowych w Metz pisano: „gramy z Lublinem”... Dziś już każdy wie gdzie leży Lubin  i już nas nie mylą z Lublinem. To jest nasz wielki sukces.

Rozmawiał Zbigniew Cieńciała

Tego pucharu i medalu nikt nam nie odbierze – cieszy się Bożena Karkut. Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się