Dziękujemy Ci, Maju! Jesteś naszą Królową!
Sobota, 6 czerwca to nie był dzień 24-letniej Polki, ale przez ostatnie trzy tygodnie nie przestawała zdumiewać, zachwycać i podbiła serca nie tylko tenisowych entuzjastów.
Nawet jeżeli w finale zwyczajnie nie miała już „pary” Maja Chwalińska dokonała w Paryżu czegoś wyjątkowego. Fot. PAP/EPA
Tomasz Mucha z Paryża
Chciałabym żebyście mogli dziś zobaczyć lepszy mecz, ale Mirra była po prostu zbyt dobra. Myślę więc, że to jej wina – Maja Chwalińska w swoim bezpretensjonalnym, lekkim stylu rozbawiła publiczność i samą Andriejewą podczas przemowy po przegranym finale 3:6, 2:6. Także dlatego naszą Maję pokochał cały świat.
Historia naszej tenisistki ma uniwersalne przesłanie. Chwalińskiej kibicowała zdecydowana większość publiczności na legendarnym korcie Philippe'a Chatriera; fani Mai dominowali też w wypełnionej po brzegi strefie kibica na ogromnym paryskim Placu Concorde, gdzie oglądaliśmy mecz o tytuł. Gdy finał się zaczął, deszcz nagle przestał padać, zaczęło ostro przypiekać słońce. Ochroniarze wypraszali spóźnialskich, którzy tarasowali „korytarze komunikacyjne”.
Gwiazdor żałował Polki
Wymowny był po ostatniej piłce wyraz twarzy Brada Pitta siedzącego na trybunie kortu centralnego Rolanda Garrosa – gdy Andriejewa upadała szczęśliwa na kort, hollywoodzkie bożyszcze przez kilka sekund jakby się zawiesiło, żałując zapewne, że finał tej wzruszającej i idealnej na film bajki o Kopciuszku nie znalazł swojego happy endu; dopiero potem aktor zaczął bić brawo obu twórczyniom tego spektaklu.
Gdyby jednak polski kibic 18 maja zasnął na trzy tygodnie i obudził się w sobotę – mógłby pomyśleć, że jeszcze śni, więc dalej zanurzyłby się pod kołdrę. Z anonimowej zawodniczki drugiej setki światowego rankingu, która przystępowała do swoich 15. wielkoszlemowych kwalifikacji, z których wcześniej tylko dwa podejścia (!) zakończyły się powodzeniem, w sobotę Chwalińska zamykała cudowną epopeję w glorii finalistki Wielkiego Szlema. Paryski szlem w erze Open (od 1968 roku) czegoś podobnego nie widział – żeby kwalifikantka grała o tytuł!
Jeszcze na początku roku celem na 2026 r. był dla Polki awans do top 100, a teraz, po wielu latach bezskutecznego pukania do bram tenisowego nieba, w trzy tygodnie osiągnęła status, o jakim nawet nie marzyła. Już w poniedziałek będzie 21. tenisistką świata, potrajając w dolarach swój „kortowy" majątek z całej kariery.
Miks czynników porażki
Szkoda oczywiście, że Maja nie poszła do końca w ślady Emmy Raducanu. która w 2021 roku, startując z podobnej pozycji, wygrała US Open – jako pierwsza w erze Open. Polce zabrakło już zwyczajnie „pary”, a i rywalka była dobrze przygotowana przez swoją wytrawną trenerkę, byłą finalistkę Rolanda Garrosa (2000), Conchitę Martinez.
W poprzednich dziewięciu spotkaniach w Paryżu Polka zaskakiwała rywalki miksem przeróżnych zagrań – skrótów, lobów, slajsów, wysokich top-spinów pod linię czy ostrych kątowych bekhendów. W sobotę dopadł ją chyba miks zmęczenia, emocji i presji związanej z debiutem w finale jakiegokolwiek turnieju WTA – zaczęła wszak od podwójnego błędu serwisowego.
To co jednak traciła przy własnym serwisie, początkowo odrabiała przy returnie, a Andriejewa nie mogła się wstrzelić w kort.
Gdy Maja w końcu utrzymała podanie i wyszła na prowadzenie 3:2, mogliśmy się spodziewać kolejnej sensacji, bo nastolatka rodem z syberyjskiego Krasnojarska zwykła w takich sytuacji tracić cierpliwość i popełniać błędy. - Jasne, Andriejewa bije mocno, ale myślę, że Maja rozbroi ją swoim stylem, jestem optymistą, myślę, że Polka zdobędzie tytuł – mówił „Sportowi” Wojciech Fibak, który pomimo kontuzji kolana przyleciał do Paryża na finał.
Niestety, oczekiwania legendy polskiego tenisa nie sprawdziły się. Tym razem Rosjanka zareagowała spokojnie i „odpaliła” - wykorzystywała niemal każdy błąd lub słabsze odegranie Chwalińskiej, wygrała dziewięć gemów z rzędu, zamykając pierwszą partię i budując przewagę 5:0 w drugiej.
Nie było skutecznej broni
Chwalińska obroniła się przed porażką „na sucho” i zaraz wygrała drugiego gema z rzędu. Nasze nadzieje na wielki come-back odżyły, ale na krótko. Przy serwisie Polki Andriejewa szybko wypracowała przewagę i zakończyła spotkanie już po pierwszej piłce meczowej.
- Czułam, że dziś nie mam przeciwko niej żadnej skutecznej broni. Zdecydowanie lepiej ode mnie radziła sobie z wiatrem, a do tego grała bardzo mądrze – podsumowała tenisistka z Bielska-Białej.
Wynik sobotniego finału nie zmienia faktu, że ostatnie trzy tygodnie były dla niej prawdziwym przełomem w karierze i minęły w zawrotnym tempie. Po drodze odniosła swoje pierwsze cztery zwycięstwa nad zawodniczkami z czołowej pięćdziesiątki rankingu. Jest również dopiero trzecią tenisistką w erze Open, która swój pierwszy finał turnieju rangi WTA osiągnęła właśnie podczas turnieju wielkoszlemowego - po Venus Williams w US Open 1997 oraz wspomnianej Raducanu też w US Open, 2021.
Chwalińska opuszcza Paryż z czekiem na 1,4 miliona euro (1,625 mln dolarów) – czyli około 6,7 miliona złotych, ale trzeba pamiętać, że podatki we Francji są jednymi z najwyższych, mogą sięgnąć nawet 45 procent.
Wszystko się zmieni
Chwalińska potrafiła docenić to, co osiągnęła. - To były dla mnie zdecydowanie niezapomniane trzy tygodnie, wspaniały czas. Na pewno nigdy go nie zapomnę. W finale Mirra była lepsza, oczywiście dałam z siebie wszystko. Myślę, że mogę być z siebie dumna – stwierdziła Maja.
Po zwycięstwie w półfinale z Dianą Sznajder przyznała również, że nie ma wielu sponsorów. Paryski turniej prawdopodobnie otworzył jej drzwi do nowych kontraktów; jeszcze w trakcie Rolanda Garrosa dołączenie do tego grona ogłosiła marka OSHEE, której ambasadorką jest od pewnego czasu Iga Świątek. - Nareszcie zapewni nam to przez dłuższy czas stabilizację finansową dla Mai – przyznaje Piotr Szczypka, biznesowa prawa ręka Chwalińskiej i prezes klubu BKT Advantage Bielsko-Biała. Wcześniej roczny koszt utrzymania tenisistki na jej poziomie wyceniał na około milion złotych.
FINAŁ FRENCH OPEN 2026
|
Maja CHWALIŃSKA |
|
Mirra ANDRIEJEWA (8.) |
|
Polska, 24 lata |
|
Rosja, 19 lat |
3:6, 2:6
Czas gry: 1 godz. 23 minuty
|
0 |
Asy serwisowe |
1 |
|
2 |
Podwójne błędy |
2 |
|
10 |
Zagrania kończące |
25 |
|
3/8 |
Przełamania zdobyte |
7/12 |
|
29 |
Błędy niewymuszone |
26 |
|
41/103 |
Punkty wygrane |
62/103 |
LICZBY MAI W PARYŻU
10 meczów
9 zwycięstw
21 setów, z czego 18 wygranych
185 gemów
3 tie-breaki
17 godzin i 6 minut na korcie
TAK GRAŁA
2. runda kwalifikacji: Carole Monnet (Francja, 196.) 6:0, 6:1
---
1. runda: Qinwen Zheng (Chiny, 56.) 6:4, 6:0
2. runda: Elise Mertens (Belgia, 21.) 6:4, 6:0
3. runda: Maria Sakkari (Grecja, 49.) 1:6, 6:3, 6:2
1/8 finału: Diane Parry (Francja, 92.) 6:3, 6:2Ćwierćfinał: Anna Kalińska (Rosja, 24.) 7:6 (7-3), 6:3
Półfinał: Diana Sznajder (Rosja, 23.) 7:6 (7-3), 6:4
Finał: Mirra Andriejewa (Rosja, 8) 3:6, 2:6
TU ZASZŁA ZMIANA
◼ 114. miejsce w rankingu WTA
◼ 864 030 dolarów zarobionych na korcie
◼ najlepszy wynik na Szlemie - 2. runda Wimbledonu 2022
◼ 6 wygranych meczów w głównych drabinkach turniejów WTA
◼ 0 zwycięstw z tenisistkami z TOP 60
Maja Chwalińska po French Open 2026
◼ 21. miejsce w rankingu WTA („życiówka” poprawiona o 92 lokaty]◼ 2 489 030 dolarów zarobionych na korcie (+ 1 625 000)
◼ pierwszy wielkoszlemowy finał w zawodowej karierze
◼ 12 zwycięstw w głównej drabince turniejów WTA (+6)
◼ 3 zwycięstwa z tenisistkami z top 30, łącznie 5 wygranych z zawodniczkami top 60
