Dziękuję Ci, Polsko!
Mamy drugi medal w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo! Po zajęciu drugiego miejsca na 10 000 metrów w rywalizacji łyżwiarzy szybkich Władimir Semirunnij zapewnił, że ten medal zdobył dla swojej nowej ojczyzny.
Wejść na olimpijskie podium - o tym marzył Władimir Semirunnij. Fot. PAP/Paweł Skraba
ŁYŻWIARSTWO SZYBKIE
Jak inaczej mogę podziękować Polsce? - pytał retorycznie 23-letni panczenista urodzony w Rosji. Zdobył drugi medal dla Biało-czerwonych na XXV zimowych igrzyskach olimpijskich we Włoszech - w niedzielę srebro na skoczni normalnej zdobył Kacper Tomasiak.
Władimir Semirunnij był w gronie faworytów. 6 grudnia 2025 w holenderskim Heerenveen poprawił własny rekord Polski na 10 000 m (12.28,05). To trzeci wynik w historii.
Ręka po łokieć w buzi
W piątek w Milano Ice Park popularny „Władek” - jak w polskiej kadrze nazywają go koledzy - startował w trzeciej parze, uzyskał wynik 12.39,08. Po swoim biegu był pierwszy, ale wtedy nastąpiła przerwa na czyszczenie lodu i Semirunnij wraz z całym sztabem musieli czekać na wyniki rywali. W kolejnym wyścigu szybciej pobiegł rewelacyjny 19-latek z Czech Metodej Jilek - 12.33,43.
Potem mogli go jeszcze wyprzedzić jadący w ostatniej parze Norweg Sander Eitrem i Francuz Timothy Loubineaud. Tak się jednak nie stało. - Myślałem, że nie będę aż tak zdenerwowany. Siedziałem z ręką po łokieć w buzi, oglądanie tego było straszne - relacjonował Semirunnij.
W końcu on, jego sztab i polscy kibice mogli świętować medal! - Po biegu ledwo stałem na nogach, podpierałem się jedną ręką. Teraz mam ten medal i muszę podpierać się drugą. Jest ciężki, ale ciężki w tym sensie, że dużo na niego pracowałem. Motywuje mnie jeszcze bardziej. Na każdych zawodach celem jest złoty medal. Te cztery lata przelecą szybko, będę znowu walczył - zapowiedział.
Trzecie miejsce dla 40-letniego Holendra Jacoba Bergsmy - mistrz olimpijski na 10 000 m z Soczi (2014) i wicemistrz z Pjongczangu (2018) po ośmiu latach dołożył brąz!
Emigrant powojenny
Semirunnij od niedawna jest reprezentantem Polski. Urodzony 11 grudnia 2002 w Jekaterynburgu jeszcze w 2022 rokuzdobył dla Rosji brązowy medal mistrzostw świata juniorów na 5000 m. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę wielu sportowców z Rosji i Białorusi zostało wykluczonych z międzynarodowej rywalizacji. Semirunnij nie chciał, aby sytuacja polityczna negatywnie wpływała na jego karierę.
Miał propozycję z Kazachstanu, był zainteresowany wyjechaniem do Holandii lub Kanady, jednak dzięki pomocy Pawła Abratkiewicza i dyrektora sportowego PZŁS Konrada Niedźwiedzkiego trafił do Polski, którą reprezentuje od 2024 r. Zamieszkał w Tomaszowie Mazowieckim, zostając zawodnikiem tamtejszej Pilicy.
Podczas mistrzostw świata na dystansach w norweskim Hamar - już jako reprezentant Polski - zdobył srebro na dystansie 10 000 m i brąz na 5000 m. 26 sierpnia 2025 prezydent Karol Nawrocki nadał mu polskie obywatelstwo. W styczniu triumfował na 5000 m oraz był drugi na 1500 m w europejskim czempionacie w Tomaszowie Maz.
Nie rzuca słów na wiatr
Po zdobyciu medalu Semirunnij podziękował za zaufanie prezydentowi, działaczom Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, trenerom, kibicom i wszystkim innym, którzy mu pomogli. - Dziękuję, że we mnie uwierzyli, to dużo dla mnie znaczy. Mam nadzieję, że to dla Polski też dużo znaczy, że nie rzucam słów na wiatr. Powiedziałem, że zrobię ten medal - no i zrobiłem. Mam paszport, ale kiedy jeszcze słyszę, jak mi mówią, że „jesteś nasz”, to czuję, że jestem w domu - podsumował.
Trener Roland Cieślak do końca nie był pewny miejsca na podium podopiecznego. - Stres już zszedł, ale był do końca - przyznał. - Złoto było w zasięgu i jest niedosyt. Lód nie był taki, jak wcześniej na treningach. Nie ślizgał tak dobrze. Początkowo „Władek” jechał zgodnie z planem, ale potem nie było już tak dobrze. Cieszmy się z tego, co jest - kręcił nieco nosem Cieślak w rozmowie z Eurosportem.
Cieślak określił swojego podopiecznego jako solidnego zawodnika. - Takiego życzę każdemu trenerowi. To perfekcjonista na treningu i poza nim. Potrafi się cieszyć sportem - dodał szkoleniowiec, który stara się mu pomagać w życiu codziennym w Polsce.
To jeszcze nie koniec?
- On już w Mediolanie swoje zrobił. Szkoda, że zabrakło go na starcie 5000 m (był pierwszym rezerwowym - przyp. red.). Był przygotowany, żeby w tej konkurencji też walczyć o podium. Ok, mamy jeden medal, za cztery lata powalczymy o więcej - podsumował Cieślak.
Ale Semirunnij na igrzyskach wystartuje jeszcze na 1500 m. Prezes PZŁS Rafał Tataruch przyznał otwarcie, że to „nie jest jego dystans”, ale sam zawodnik nie wyklucza kolejnego sukcesu. - Dlaczego nie mój dystans? Jestem wicemistrzem Europy na tym dystansie, a tam też byli mocni zawodnicy. Zobaczymy, jak się to ułoży, z kim będę w parze. Też spróbuję zrobić dobry czas - zapewnił nowy polski bohater.
(t, PAP)
MUSIAŁ PODPISAĆ
Semirunnij po przyjeździe do Polski musiał podpisać dokumenty, w których potępił wojnę na Ukrainie. Nie miał z tym problemów, bo wymyka się ze schematu rosyjskich sportowców, którzy w większości popierają agresywną politykę swojego przywódcy, Władimira Putina.- Żeby takie rzeczy działy się w 21. wieku... Bardzo mi się to nie podoba - powiedział PAP zawodnik pochodzący z Jekaterynburga, czwartego pod względem liczby mieszkańców miasta Rosji.
PZŁS pomógł w staraniach o wydanie karty pobytu. Otrzymał ją 5 grudnia 2024. Uprawniała ona, wraz z ważnym dokumentem podróży, do przemieszczania się po strefie Schengen bez konieczności uzyskania wizy. 19 grudnia 2025 roku otrzymał polską licencję od międzynarodowej federacji, choć strona rosyjska wnioskowała o dwa lata karencji. Zgodnie z obowiązującym prawem posiada dwa rosyjskie paszporty - jeden ważny jest do końca 2026, a drugi do 2033 roku. Po to, aby czekając na wizę móc posługiwać się drugim dokumentem uprawniającym do przekraczania granic.
- W końcu mogłem się poczuć jak wolny człowiek. Wcześniej bywało, że nie mogłem skoncentrować się na treningach. Moje myśli cały czas krążyły wokół potrzebnych dokumentów i papierów - przyznał.
Niebezpieczny moment zdarzył się, gdy kończyła się mu ważność polskiej wizy. Nową musiał odebrać w ambasadzie w Moskwie. W ostatniej chwili zrezygnował z podróży, gdy ostrzegli go rodzice, pisząc: „»Wowa« na ciebie czeka bilet do armii”. Nie musiało się to skończyć wysłaniem na front, a tylko przypisaniem do wojskowej ewidencji, ale powrót do Polski mógł być zagrożony.
