Dwie twarze Nafciarzy
Po pierwszej połowie nie było co zbierać, ale druga pokazała, że kwestia awansu do ćwierćfinału pozostaje otwarta.
Melvyn Richardson z trudem przebijał się przez lizbońskie zasieki. Fot. PAP/EPA
LIGA MISTRZÓW
Mamy plan taktyczny na to spotkanie, ale nie będę go zdradzać – powiedział dzień przed wylotem do Lizbony trener Orlen Wisły Płock, Xavier Sabate. Hiszpan zwykle mało mówi, ale tym razem był wyjątkowo oszczędny w słowach, choć jego zespół przystępował do walki o 1/4 finału najbardziej elitarnych rozgrywek w handballu.
Gdyby nie Bergerud
Mistrzowie Polski finiszowali na 3. miejscu w grupie B i w 1/8 finału los skojarzył ich z 6. zespołem grupy A, ostatnim grupowym rywalem Industrii Kielce. Trener Wisły na pewno oglądał tamten mecz, poznał mocne i słabsze strony rywali, przekazał je swoim zawodnikom, ale chyba nie do końca do nich dotarł. W premierowej odsłonie Nafciarze wyglądali tak, jakby zostali w szatni. Zlepek indywidualności człapał po parkiecie, szukał się wzajemnie, kiepsko bronił, popełniał błędy w ataku pozycyjnym, nie kończył „setek”. Nie ma co się pastwić i wymieniać, kto zawalał najbardziej, ale jak napiszemy, że jedynie Torbjorn Bergerud trzymał poziom, to nie będzie przesady (Norweg odbił 13 z 45 rzutów). I nie chodzi tylko o to, że bracia Martim i Francisco Costa, obstawiający obie połówki rozegrania, co rusz trafiali do siatki, ale przede wszystkim o styl, a właściwie jego brak u ich rywali. Z każdą minutą wyglądali tak, jakby chcieli schować się w najgłębszych zakamarkach hali. Musieli jednak przetrwać do przerwy, na którą schodzili ze sporą, bo wynoszącą siedem bramek stratą. – To była nasza najgorsza pierwsza połowa w tym sezonie – podsumował Michał Daszek.
Brawa dla weteranów
Chyba niewielu przypuszczało, że Płocczanie zdołają wrócić do gry, tym bardziej że w pierwszym kwadransie po powrocie na parkiet niewiele się zmieniło. Sporting robił to, na co miał ochotę, regularnie dziurawił siatkę i wypracował nawet... 10-bramkową przewagę. Przy takim wyniku niewielu by się podniosło, ale nie Nafciarze! Trener Sabate w końcu poszedł po rozum do głowy i w ofensywie postawił na polski duet; prawe skrzydłoobstawił wspomniany Daszek, a lewe Przemysław Krajewski. Ikony nie tylko płockiego szczypiorniaka wzięły na siebie zdobywanie bramek, zanotowały 100-procentową skuteczność i sprawiły, że nic nie jest jeszcze stracone, a odrobienie w najbliższy czwartek czterech trafień w Orlen Arenie jest możliwe. Powinno być ich mniej, ale sprawiający wrażenie śpiącego Melvyn Richardson nie był w stanie pokonać Mohameda Alyego z rzutu karnego.
Marek Hajkowski
◼ Sporting Lizbona - Orlen Wisła Płock 33:29 (19:12)
LIZBONA: Aly, Kristensen - Alvarez 1, F. Costa 10/1, Gurri 3, M. Costa 9, Moga, Torkelsson 6/3, Salvador 3, Oliviera 1, Berlin, Martinez, Gassama, Branquinho, Monteiro, Romero. Kary: 12 min. Trener Ricardo COSTA.
PŁOCK: Bergerud, Alilović - Daszek 5, G. Fazekas 4, Serdio 3, Kosorotow, Zarabec 2, Ilić 1, Susnja, Richardson 5/3, Janc 3, Samoiła, Mihić 1, Dawydzik, Krajewski 5, Szyszko. Kary: 8 min. Trener Xavier SABATE.
Sędziowali: Robert Schulze i Tobias Tonnies (Niemcy). Widzów 2500.
Przebieg meczu: 1:1 (3), 3:3 (6), 5:4 (10), 7:5 (13), 11:7 (18), 14:8 (23), 14:10 (26), 18:16 (28), 19:12 (30), 20:12 (33), 24:14 (37), 25:16 (40), 27:18 (45), 27:22 (48), 29:24 (53), 31:26 (56), 32:28 (58), 33:29 (60).
◼ One Veszprem - Paris Saint-Germain 32:24 (15:9)
◼ GOG Gudme - HBC Nantes 33:34 (19:16)
