Dwie prędkości w Bydgoszczy
To zdumiewające, że na ligowe mecze Zawiszy, którego starcie z Górnikiem w Pucharze Polski oglądało ponad 20 tysięcy widzów, przychodzi ich... czterdzieści razy mniej!
Trybuny stadionu imienia Zdzisłąwa Krzyszkowiaka podczas środowego meczu były wypełnione do ostatka. Fot. Paweł Czado
W Bydgoszczy trybuny były wypełnione do ostatka, niedaleko naszych miejsc ludzie stali nawet w przejściu. Atmosfera była godna stawki, bydgoscy (ale i zabrzańscy) kibice żarliwie i głośno wspierali drużyny. Wypełnione, drgające życiem i namiętnościami trybuny, wielkie emocje i atmosfera godna półfinału Pucharu Polski!
Gospodarze, mimo porażki, byli zachwyceni – przyznać trzeba, że mecz Zawiszy z Górnikiem był świetną reklamą bydgoskiego klubu i zresztą całego miasta. Szkoda, że były też race, ale na szczęście nie za dużo, no i nikt nie musiał dławić się dymem.
Imponujące miasto nad Brdą
Bydgoszcz to dziewiąte pod względem liczebności miasto w Polsce. Rzeczywiście świetnie się rozwija, spacer po nim przynosi mnóstwo wrażeń. Widać rewitalizację starego miasta – Wyspa Młyńska czy Spichrze nad Brdą mogą zachwycić. Turystyka turystyką, ale co z futbolem? Miasto pokazało, że nim żyje i czeka na sukcesy, do których nigdy przesadnie nie miało szczęścia. Dlatego tym bardziej zdumiewa, że potencjał i realia tak się rozjeżdżają.
Dziś Zawisza gra w III lidze, czyli na czwartym poziomie rozgrywek. Klub upadał i odradzał się wiele razy. Sam najlepiej wspominam drużynę z sezonu 1989/90, która zwyczajnie mi wtedy imponowała, miała potencjał na puchary, a może nawet na mistrzostwo. Zajęła ostatecznie czwarte miejsce w ekstraklasie, prezentując piękny futbol. Zawisza – z fantastycznym już wtedy Piotrem Nowakiem w składzie, choć prawdziwą karierę zrobi dużo później – a także z Jackiem Kotem, Krzysztofem Arndtem, Dariuszem Durdą, Dariuszem Pasieką, 40-letnim Andrzejem Brończykiem na bramce mogła imponować...
Pozdrowienia do więzienia!
Niedługo potem jak Zawisza zdobył Puchar Polski (2014) i reprezentował nasz kraj w Europie, doszło do wyniszczającego konfliktu na linii właściciel Radosław Osuch - kibice. W efekcie bydgoski klub wylądował w klasie B po tym, jak po odejściu Osucha nie było woli wystawienia przez władze spółki klubu na poziomie IV ligi. Stadionem przy ulicy Gdańskiej, gdzie na co dzień grała drużyna, zarządzał Cywilno-Wojskowy Związek Sportowy Zawisza. Po konflikcie dalsza gra tam była wykluczona. Stowarzyszenie Piłkarskie, które przejęło zarządzanie klubem, współdziałało z kibicami, a właściwie kibolami – dlatego nie było już woli współpracy ze strony ratusza. Klub więc zaczął rozgrywać mecze w Potulicach, oddalonej o 30 km od Bydgoszczy wiosce. Niedaleko jest zakład karny, więc osadzeni tam więźniowie mogli usłyszeć gromkie „pozdrowienia do więzienia!”. Najpierw awanse były szybkie: rok gry w klasie B, rok gry w klasie A, rok gry w okręgówce, dwa lata w IV lidze. Od sezonu 2021/2022 już tak łatwo nie jest – klub utknął w III lidze, czyli na czwartym poziomie rozgrywek. W tym sezonie walczy jednak pięknie, obecnie zajmuje w tabeli pierwsze miejsce z przewagą trzech punktów nad Polonią Środa Wielkopolska. – Teraz albo nigdy: musimy awansować! – mówią mi z żarliwością w oczach kibice Zawiszy, z którymi jedziemy na mecz autobusem komunikacji miejskiej. Korki są jednak tak wielkie, tak wielka brać wali na stadion, że szybciej jest na piechotę... Po meczu z Górnikiem trzeba zejść na ziemię i zagrać na wyjeździe z Wybrzeżem Rewalskim Rewal. W Bydgoszczy wszyscy grzeją się meczem, który odbędzie się za miesiąc, czyli „świętą wojną” z Elaną Toruń. Oba miasta rywalizują na wielu płaszczyznach, na wielu poziomach wielka jest też niechęć. Na kibolskim ta najgorszego rodzaju – wystarczy wspomnieć, że dla bydgoskich fanatyków Elana to „Anal”. Szaleństwo...
Paweł Czado
