Dwie bajki
Najpierw starcie z drużyną, która w najczarniejszych scenariuszach nie zakładała miejsca na dnie tabeli, potem – z ekipą o wielkich umiejętnościach indywidualnych jej graczy. Ależ trzy dni emocji czekają fanów z Bukowej!
Przynajmniej niektórzy z tych, co dotąd mecze kolegów z GieKSy oglądali z trybun, już szykują ochraniacze i korki. Do murawy tylko krok! Fot. Tomasz Błaszczyk / Press Focus
GKS KATOWICE
Dwa mecze ligowe w 72 godziny przyjdzie rozegrać Katowiczanom. Niby nic wielkiego, bo przecież – dzięki pucharowej przygodzie – funkcjonowali już w takim rytmie meczowym na przełomie lipca i sierpnia. Teraz jednak wszystko przydarza się po niemal trzytygodniowej przerwie w grach o punkty, w trakcie której nawet prestiżowa potyczka z Banikiem na jubileusz kibicowskiej sztamy była tylko namiastką prawdziwej rywalizacji pod presją.
„Warsztat” to fundament, mecz to wisienka
– Przerwa, dłuższa niż do tej pory, na pewno się przydała. Byliśmy przecież po 12 meczach: ośmiu ligowych i czterech w europejskich pucharach. Na tej bazie dostaliśmy bardzo dużo materiału do przeanalizowania i pojawiła się okazja, by nad tymi spostrzeżeniami i wnioskami popracować – Rafał Górak do takiej „pracy organicznej u podstaw”, na treningach, przywiązuje ogromną wagę do wspomnianej analizy gier już rozegranych przez jego zespół (z naszego niedawnego wywiadu-rzeki z nim przypominamy choćby pojęcie „warsztatu”, czyli boiskowej pracy aż do skutku nad elementem, który budzi rozbieżne oceny sztabu i zawodników). Z drugiej – przecież tym, co tygrysy lubią najbardziej, jest właśnie 90 minut z pełnymi trybunami i walką „o coś” na murawie. – Więc dobrze, że już gramy, bo w rytmie meczowym, kiedy gry są punktowane, wszystkim nam pracuje się dynamiczniej – zapewnił.
Jego ciężar, nasze siły
Pozornie jego podopieczni powinni być postrzegani jako faworyt potyczek z ostatnim i przedostatnim zespołem tabeli. – Ale ta liga dlatego jest taka ciekawa, że tu każdy z każdym wygrać może i nigdy żaden kibic nie przewidzi wyniku – przypominał króciutko Erik Jirka, którego spotkaliśmy w klubowych korytarzach przy okazji briefingu prasowego szkoleniowca GieKSy. Sam Górak zaś zaznaczał, że – mówiąc ogólnie – „pozory mylą”. – Najpierw zagramy z rywalem, który przed sezonem w żadnym scenariuszu nie mógł sobie nakreślić, że w trakcie reprezentacyjnej przerwy będzie w tym miejscu, w którym jest. To oczywiście jego ciężar i jego problem, ale w związku z tym spodziewamy się meczu, który będzie nas kosztować dużo sil – oceniał.
Co trenerzy robią w nocy?
A 72 godziny później – jako się rzekło – zaległe starcie z Wieczystą Kraków na Nowej Bukowej. – Czyli z przeciwnikiem mającym zawodników z niesamowitymi umiejętnościami indywidualnymi. Krótko mówiąc: dwie różne bajki nas czekają. A między nimi trzeba zaopatrzyć zawodników w pełną wiedzę na temat tego, co może ich czekać na murawie. W takich okresach i z tego powodu trenerom... bardzo skracają się noce! – w swoim stylu, pełnym humoru i pozytywnego myślenia, komentował zbliżającą się ligową młóckę podopiecznych katowicki szkoleniowiec.
Choć „młócka” to chyba w tym miejscu złe słowo. Wystarczy przypomnieć tegoroczny półfinał Pucharu Polski, też pod Jasną Górą, zakończony wynikiem 4:4. To jedno z tych spotkań, które kibice wspominają latami. Powtórka widowiska mile widziana? – Tak. Przy czym teraz chętnie wygrałbym 5:4 – celnie strzelił Rafał Górak. Trafiony-zatopiony...
Nie zapeszać!
Warto przypomnieć – bo już o tym pisaliśmy – że w środku pola konkurencję wzmocnił gotów już do gry Damian Rasak. Parę ostatnich dni na pełnych obrotach trenuje też Adam Zrelak, ale w Katowicach nawet pytanie o jego samopoczucie wywołuje nerwowe szepty: „Nie zapeszać”. Najbardziej emocjonalna wiadomość minionych dni wiąże się natomiast z bohaterem „sercowej dramy”. – Adrian Błąd jest już po wszystkich niezbędnych badaniach. I jest w pełni zdrów, ma zgodę lekarzy na stuprocentowe treningi – z radością oznajmił opiekun GieKSiarzy.
Dariusz Leśnikowski
CZY WIESZ, ŻE...
◼ W tym tygodniu rywalizację na boisku stoczyli... pracownicy Rakowa i GKS-u. Katowiczanie spod Jasnej Góry przywieźli efektowny wynik. – Wykonali dobrą robotę i – podchodząc do tego z humorem – przygotowali grunt dla nas. Nie chciałbym, abyśmy mieli okazać się gorsi – z uśmiechem komentował rezultat 9:3 dla ekipy z Nowej Bukowej trener Górak.
