Dwa prezenty

Ante Simundza wypróbował wielu zawodników podczas poniedziałkowego sparingu, ale raczej niewielu z nich pozytywnie się wyróżniło.

Jehor Macenko nie zaliczy ostatniego meczu do udanych. Fot. Irek Wnuk/PressFocus

ŚLĄSK WROCŁAW

Po przylocie do Hiszpanii Śląsk w pierwszym meczu sparingowym bezbramkowo zremisował z Ujpestem. Wczoraj rozegrał drugie spotkanie kontrolne na Półwyspie Iberyjskim, a jego przeciwnikiem była Olimpija Lublana, z którą w połowie grudnia mierzyła się Jagiellonia Białystok w rozgrywkach Ligi Konferencji (tamten mecz zakończył się wynikiem 0:0). Słoweńcy nadal rywalizują w europejskich pucharach, od lutego będą walczyć w barażach o udział w fazie finałowej. W lidze zajmują natomiast miejsce na szczycie tabeli. Tymczasem Śląsk jest na ostatnim miejscu w ekstraklasie z zaledwie jedną wygraną w sezonie. Fakty te uwidoczniły się na boisku w San Pedro del Pintar.

Od początku spotkania Śląsk nie miał pomysłu na to, jak grać przeciwko Olimpii. Na murawie nie działo się wiele, ale jeżeli którakolwiek ze stron miała prowadzić do przerwy, powinni być to zawodnicy z Lublany. Ekipa ze stolicy Słowenii w 18 min otrzymała prezent od Marca Llinaresa. Hiszpan, który do Śląska dołączył w bieżącym oknie transferowym, stracił piłkę we własnym polu karnym. Tym samym Olimpija stanęła przed doskonałą okazją na gola, ale przy dwóch próbach strzału wrocławianie heroicznie się wybronili. Był to jednak sygnał ostrzegawczy, a także mała próbka „możliwości” Llinaresa.

Słoweńcy strzelać rozpoczęli dopiero po zmianie stron, a gole przychodziły im z łatwością. Wrocławianie wręcz podarowali dwa trafienia Olimpii za darmo. Najpierw w 58 min Simeon Petrow zagrał piłkę ręką w polu karnym. Sędzia się nie wahał i wskazał na 11 metr, a z rzutu karnego bezproblemowo do siatki trafił Raul Florucz. Zaraz po utracie bramki trener Śląska Ante Szimundza zdecydował się na wymianę prawie całej jedenastki. Roszady nie zmieniły jednak obrazu gry. Chwilę później David Sualehe podwyższył prowadzenie. Gol padł po dziwacznym błędzie defensywy, który musiał wynikać z braku komunikacji pomiędzy Tomaszem Loską a Jehorem Macenką. Sualehe uderzył z rzutu wolnego z bocznego sektora boiska. Loska mógł piłkę bez problemu złapać, ale zamiast tego do futbolówki ruszył Ukrainiec, który zmylił golkipera. W ten sposób Olimpija wygrała 2:0, choć nie musiała się szczególnie wysilać.

Spotkaniu z boku przypatrywał się Assad Al-Hamlawi, który kilka godzin przed meczem został oficjalnie przedstawiony jako nowy nabytek wrocławian. Szwedzki napastnik z palestyńskimi korzeniami występował ostatnio w IK Oddevold. Widać, że Śląsk wyruszył na podbój szwedzkiego rynku, bo stamtąd do zespołu dołączył także Llinares (ostatnio Hammarby). IK Oddevold w poprzednim sezonie grał na zapleczu szwedzkiej ekstraklasy. Nie był zespołem wyróżniającym się na tle ligi, ale Al-Hamlawi zdobył w 28 meczach 14 bramek i został najskuteczniejszym zawodnikiem ligi. Czy w końcu wrocławianom udało się znaleźć następcę Erika Exposito?


◾  Śląsk Wrocław – Olimpija Lublana 0:2 (0:0)

0:1 – Florucz, 59 min (karny), 0:2 – Sualehe, 64 min

ŚLĄSK: Loska – Guercio (60. Gerstenstein), Szota (30. Bejger; 60. Paluszek), Petrow (60. Macenko), Llinares (46. Kurowski) – Szarabura (60. Żukowski), Baluta (60. Pokorny), Schwarz (30. Jezierski; 60. Schierack), Rejczyk (30. Wołczek; 60. Samiec-Talar), Jasper (60. Ortiz) – Basse (60. Świerczok).

Kacper Janoszka