Dwa oblicza

Tyszanie potrafią zagrać zarówno szalony mecz z siedmioma bramkami, jak i... bezbramkową nudę.

Tyszanie nieźle weszli w rozgrywki, ale… może być jeszcze lepiej! W akcji Kasjan Lipkowski (z lewej). Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

GKS TYCHY 

Po trzech kolejkach piłkarze GKS-u Tychy chwaleni byli za odważną i ofensywną grę. Jej efektem były zwycięstwa 4:3 z Miedzią Legnica i 2:1 z Polonią Warszawa. Już wtedy jednak kibice zwracali uwagę, że w defensywie są „przecieki”. Miarka się przebrała, gdy w spotkaniu z Wisłą Kraków drużyna Artura Skowronka straciła cztery gole i nic wtedy nie dały samemu strzelone trzy bramki.

Dużo intensywności

Nic więc dziwnego, że fani Trójkolorowych, patrząc na bilans bramkowy 9:8, zaczęli się domagać „uszczelnienia” defensywy. Po bezbramkowym spotkaniu z Odrą można powiedzieć, że się… doczekali. Leon-Oumar Wechsel w Opolu pierwszy raz w tej rundzie zachował czyste konto.

– W przedmeczowym tygodniu pracowaliśmy nad obroną pola karnego i blokowaniem strzałów – podkreślił trener tyszan Artur Skowronek. – Wiemy, jak traciliśmy bramki. Natomiast to nie znaczy, że przygotowując się do spotkania w Opolu, myśleliśmy tylko o defensywie. Cały czas zachowywaliśmy balans. Sporo pracowaliśmy też nad atakiem pozycyjnym, a także szybkim, żeby wcinać się za linię obrony przeciwnika. Z mojej strony, ze strony sztabu szkoleniowego, jak i ze strony piłkarzy na pewno nie było nastawienia na to, żeby się cofnąć i w ten sposób szukać balansu. Absolutnie nie. Wprawdzie mecz zakończył się bezbramkowym wynikiem, ale pokazaliśmy bardzo dużo intensywności i wysokiego pressingu, bo chcieliśmy wygrać. Z takiego naszego nastawienia wzięła się też ta ostatnia kontrowersyjna sytuacja w samej końcówce. Była 95 minuta, a my dalej skracaliśmy pole gry i byliśmy nastawieni ofensywnie. Wtedy właśnie Odra długim podaniem uruchomiła akcję i dopiero gdy VAR zareagował, to odetchnęliśmy z ulgą. W pierwszym momencie sędzia ukarał bowiem drugą żółtą kartką Jakuba Tecława i podyktował rzut wolny tuż zza pola karnego, ale skończyło się anulowaniem tych decyzji. Trzeba też jednak dodać, że Odra bardzo dobrze funkcjonowała defensywnie i zabrała nam większość atutów.

Z Łęczną ofensywnie

To dlatego GKS Tychy w meczu oddał tylko dwa celne strzały – obydwa w pierwszej połowie i obydwa z łatwością obronione przez bramkarza opolan. Do tego Trójkolorowi dorzucili 11 niecelnych uderzeń, oddawanych z bardzo dobrych sytuacji strzeleckich, ale w niedzielę pudłowali Damian Kądzior, Kacper Wełniak i Marcel Błachewicz – ten ostatni główkując z trzech metrów! Również golkiper tyszan zbyt dużo pracy nie miał, bo musiał się tylko raz wykazać, a w najgroźniejszej sytuacji w sukurs przyszła mu poprzeczka. Nie znaczy to jednak wcale, że tyszanie do meczu z Górnikiem Łęczna w niedzielę przystąpią znowu, myśląc o grze obronnej. Tym bardziej że drużyna z Bartoszem Śpiączką w ataku do tej pory nie odniosła jeszcze ani jednego zwycięstwa i po czterech kolejkach ma bilans bramkowy 4:8. Można się więc spodziewać, że przystopowani w Opolu tyszanie będą się znowu chcieli swoim kibicom pokazać z ofensywnej strony.

– Cały czas mam na myśli słowo „balans” – przyznał szkoleniowiec GKS-u Tychy. – Pokazaliśmy na początku sezonu, że myślimy bardzo ofensywnie. Mocno chcemy też grać przez środek pola i podejmować dużo takiego kontrolowanego ryzyka więc, odpowiadając na pytanie, jaki GKS Tychy chciałbym oglądać, odpowiem: taki, który wygrywa 4:3, a nie remisuje. Dodam jednak, że punkt zdobyty w Opolu musimy bardzo mocno szanować – zakończył tyski szkoleniowiec.

Jerzy Dusik