Dwa nokauty i złoto!
W niedzielę w Hali Legionów zakończyła się rywalizacja o mistrzostwo Polski. Znakomicie dysponowani na finiszu sezonu Kielczanie po dwóch sezonach odzyskali koronę. To ich już 21. tytuł!
Szalona radość trenera Krzysztofa Lijewskiego (z prawej) i jego kieleckiej bandy. Fot. Piotr Polak/PAP
ORLEN SUPERLIGA MĘŻCZYZN
Bitwa została przegrana, ale wojna trwa – przekonywał po pierwszym meczu w Płocku (25:30) trener Orlen Wisły Xavier Sabate, podkreślając przy tym, że w rewanżu umysł będzie ważniejszy niż fizyczność. Z kolei przed Kielczanami furtka do mistrzostwa była szeroko otwarta i choć trener Krzysztof Lijewski ostrzegał przed przedwczesną radością, to tuż przed meczem z szelmowskim uśmiechem wyznał, że ma z drużyną coś w zanadrzu, by cieszyć się z 21. w historii klubu tytułu.
Mistrzowie bez formy
Spodziewaliśmy się więc szczęku oręża i wyładowań na parkiecie, z czego od zarania słyną płocko-kieleckie „święte wojny”, tymczasem - podobnie jak w pierwszej konfrontacji - gra od samego początku kompletnie nie układała się mistrzom Polski. Aż 6 bramek straty po 13 minutach i tylko 6 goli rzuconych przez blisko 20 minut mówiło wszystko o przewadze kieleckich pretendentów do miana najlepszej drużyny w kraju. Kapitalnie w ich bramce spisywał się Klemen Ferlin (obronił m.in. 4 rzuty karne), defensywa była trudna do sforsowania (39 do 14 procent skuteczności w postawie golkiperów), zaś atak skuteczny (78 do 58 procent na korzyść Industrii), co świadczyło o zdecydowanej dominacji Żółto-biało-niebieskich. Pierwszą część spotkania zakończył pewnie wykonany przez Piotra Jarosiewicza rzut karny, a Nafciarze udawali się do szatni ze świadomością, że jeżeli chcą odmienić losy meczu i wrócić do Płocka na trzecie spotkanie, to muszą się poprawić w praktycznie każdym elemencie.
Świętowanie czas zacząć!
Ale przy tak wysokiej dyspozycji, agresywności i żądzy zwycięstwa Kielczan, wspieranych przez swą frenetycznie dopingującą Halę Legionów, stanowiło w niedzielę mission impossible. Po 10 minutach drugiej połowy miejscowi prowadzili już siedmioma trafieniami i powoli można było chłodzić szampany. Co prawda trener Sabate - w trakcie przerw na żądanie - próbował jeszcze donośnym głosem zmobilizować swoich podopiecznych do większego zaangażowania i nie spuszczania głów, lecz sytuacja na parkiecie wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli. Kieleccy kibice ostatni kwadrans oglądali na stojąco, podziwiając swych ulubieńców, którzy ani na moment nie zamierzali zwalniać, popisując się akcjami, jakich w trakcie sezonu nie prezentowali. A trener Lijewski przez cały mecz „żył” przy ławce, instruował, jak jego zawodnicy mają się ustawiać i gdyby mógł, wbiegły na boisko, aby im pomóc w obronie. „Lijek” nie przejął się zbytnio, że trzech jego podopiecznych w różnych fragmentach spotkania ujrzało czerwone kartki, bo bardzo wierzył w siłę swojego zespołu.
Rywalizacja o złoto do dwóch zwycięstw zakończyła się więc dwoma nokautami szokująco bezradnej Orlen Wisły. Po dwóch sezonach mistrzowska korona wróciła więc do Kielc i na głowach zawodników tamtejszego klubu złoci się już po raz 21. - Dzisiaj zaczynamy świętować, ale nie wiem, kiedy skończymy! – rzucił z szerokim uśmiechem słoweński środkowy Industrii, Aleks Vlah.
Zbigniew Cieńciała
◼ Industria Kielce - Orlen Wisła Płock 36:27 (18:14)
KIELCE: Ferlin, Morawski - Kounkoud (CZK, 10 min - faul), A. Dujszebajew 10, Vlah 2, Karalek 2, Olejniczak 2, Jarosiewicz 6/4, Jędraszczyk 2, Sićko 3, Nahi 2, Maqueda 2 (CZK, 49 min - atak na twarz), D. Dujszebajew 4, Moryto 1, Monar (CZK, 34 min - atak na twarz), Rogulski. Kary: 18 min. Trener Krzysztof LIJEWSKI.
PŁOCK: Bergerud, Borucki, Alilović - Daszek 3/2, Richardson 1, Fazekas 4, Serdio 5, Kosorotow 5, Krajewski 1 (CZK, 26 min - atak na twarz), Dawydzik 3, Janc 1, Susznja (CZK, 54 min - atak na twarz), Samoiła 1, Mihić, Szita 3. Kary: 12 min. Trener Xavier SABATE.
Sędziowali: Michał Orzech i Robert Orzech (Gdańsk). Widzów 4200.
Przebieg meczu: 3:0 (4), 3:1 (5), 7:2 (11), 9:3 (13), 9:5 (14), 12:6 (17), 13:9 (22), 15:12 (27), 18:14 (30), 19:14 (31), 22:16 (34), 24:17 (37), 26:19 (40), 28:21 (46), 31:23 (51), 34:25 (54), 36:26 (59), 36:27 (60.).
W pierwszym meczu 30:25; stan rywalizacji 2-0.
CZY WIESZ, ŻE...
◼ W całym meczu sędziowie 15 razy wysyłali na ławkę kar zawodników obu zespołów i pokazali aż 5 czerwonych kartek; większość po atakach na twarz.
◼ Dla kieleckiego klubu mijający sezon to koniec pewnej epoki. Najpierw z funkcji szkoleniowca zrezygnował Tałant Dujszebajew, a w niedzielę Hala Legionów po raz ostatni oklaskiwała jego synów, Aleksa i Daniela. Reprezentujący Hiszpanię boczni rozgrywający przenoszą się do Bundesligi, wzmacniając odpowiednio VfL Gummersbach i MT Melsungen.
◼ Z Industrią żegnają się także słoweński bramkarz Klemen Ferlin, hiszpański boczny rozgrywający Jorge Maqueda, a także obrotowy Łukasz Rogulski.
◼ Kielczanie po raz pierwszy od przywrócenia play offu finałową rywalizację z Orlen Wisłą zwyciężyli do zera. Dwie poprzednie batalie po dwóch meczach wygrali Nafciarze.
POD SZATNIĄ
Alex DUJSZEBAJEW: - Dwa lata to najlepszy moment, żeby tytuł wrócił do Kielc. Pokazaliśmy pełne zaangażowanie, pokazaliśmy wysoki poziom, udowadniając, że mamy spore możliwości. Gratulacje dla chłopaków i dla trenera Krzysztofa Lijewskiego, który pokazał klasę, zastępując w trudnym momencie mojego ojca. We mnie emocje były wielkie, tym bardziej się cieszę, że mogę się pożegnać mistrzostwem. Opuszczam Kielce mając świadomość, że broniłem barw najlepszego klubu w Polsce.
Aleks VLAH: - Fantastycznie zagraliśmy w obu meczach, a ten drugi przed własnymi kibicami był najlepszy w tym sezonie. Jestem dumny z zespołu, który walczył na treningach, walczył na boisku. Świetne zawody rozegrał Klemen Ferlin, jak również Alex Dujszebajew. To było niesamowite, co zrobili, ale brawa należą się wszystkim, także naszym kibicom i działaczom. W tym sezonie były ciężkie chwile, była zmiana trenera, ale zespół odreagował fantastycznie. To był dobry sezon, ale następny będzie jeszcze lepszy.
Żegnający się z naszym krajem Alex Dujszebajew zdecydowanie górował nad Nafciarzami. Fot. Piotr Polak/PAP
___________________Piotrkowianin zostaje
W barażu o Orlen Superligę nie było niespodzianki. MKS Piotrkowianin po raz drugi okazał się lepszy od Sandry Spa Pogoni Szczecin. Wicemistrzowie Ligi Centralnej dysponowali wąskim składem, ale w obu meczach postraszyli 11. zespół elity. Przypomnijmy, że w pierwszym spotkaniu przegrali u siebie tylko 31:34 i na rewanż jechali z nadzieją odrobienia strat i również wysoko zawiesili poprzeczkę. Momentami wydawało się, że gospodarze mają bezpieczną przewagę, ale ta dość szybko była niwelowana. Potwierdzeniem tego było minimalne (11:10) prowadzenie do przerwy. Na kwadrans przed końcem było 20:20 i wtedy miejscowi przyspieszyli. Rzucając 4 gole z rzędu rozstrzygnęli kwestię pozostania w Superlidze. - Wygraliśmy oba mecze, więc zasłużyliśmy na kolejny sezon w gronie najlepszych drużyn w kraju. Ja - niestety - już w nim nie wystąpię - powiedział obrotowy Roman Pożarek, który w wieku 41 lat i... 14 sezonach w piotrkowskim klubie postanowił zakończyć karierę.
◼ MKS Piotrkowianin - Sandra Spa Pogoń Szczecin 33:30 (11:10)
W pierwszym meczu 34:31; utrzymanie Piotrkowianina.
(m)
