„Duuugi” tydzień

REMANENT, cotygodniowy felieton Jerzego Chromika

Przed nami długi weekend, a za nami... bogaty tydzień. Numeracja tych felietonów też nie jest przypadkowa. Trwa akurat ich seria od numeru 72 do dzisiejszego 76. A to były dobre, a nawet wyśmienite lata naszego sportu w XX wieku. Igrzyska w Monachium, Weltmeisterschaft 74, a potem Montreal 1976. Jest co wspominać, a teraz niestety musimy coraz częściej utyskiwać.

Tytuł dzisiejszego spotkania z aplikacją to wyraz bezsilności telewidza. Ileż jeszcze razy będę musiał słuchać komentatorów, którzy nie wymawiają „ł”. Połykają celowo czy nie znają drogi do najbliższego logopedy? Dawno, dawno temu każdy adept musiał dostać tzw. kartę mikrofonową. Bez niej nikt go nie wpuścił do studia, nawet radiowego, o telewizyjnym nie wspominając. W komisji zasiadali: Bohdan Tomaszewski, Bogdan Tuszyński i Edward Mikołajczyk ze Studia 2 TVP. Nie było przebacz, nie było zmiłuj...

To tak na marginesie „duuugiego” weekendu, który przed nami. Być może z Mają Chwalińską, bo zagra o półfinał, a której nie da się w Roland Garros nachwalić ani przechwalić. Ileż w tych 164 centymetrach wzrostu kryje się inteligencji, sprytu, waleczności i hartu ducha. Niepojęte! Pokonać tak na zimno Greczynkę Sakkari po pierwszym secie, w którym dopiero uczyła się z nią grać. A potem było jej na korcie do pary także z Francuzką Parry. Miejscowa czuła się z nią jak... po zaćmieniu kortu. I tak oto wysoko odbijająca się piłeczka stała się znakiem rozpoznawczym Polki. Do tego myślenie przed siatką i w głębi kortu. Raczej nie kieruje piłek tam, gdzie stoi rywalka, szuka miejsc, do których ta ma małe szanse dobiec.

Co zastanawia, robi to częściej niż Iga Świątek. A skoro już o ustępującej „królowej mączki” mowa, to nie mam nic do dodania. Ponad rok temu napisałem tu felieton „Iga w stogu siana”. O poszukiwaniu zagubionej igły w stogu siana. Tak teraz i od dawna wygląda gra naszej nadal najlepszej tenisistki. Smutek z nostalgią podczas oglądania jej gemów i setów. Jest stanowczo za dłuuugo bezbronna. Tak jak... jej psycholożka. Trawestując Andrzeja Poniedzielskiego – można zmienić trenera, ale to niczego nie zmieni. Można nawet dodać drugiego i trzeciego do sztabu, a pytanie „Co dalej?” i tak pozostanie bez odpowiedzi.

Na szczęście w tygodniu minionym, aż boję się napisać słusznie minionym, bo to przecież znowu kalka językowa, wystąpiły zdarzenia częściowo zastanawiające, ale i chwilami krzepiące. Najpierw w „naszej” Lidze Konferencji Crystal Palace ograło Rayo. Potem, nie ukrywam, „mój” Arsenal przegrał z PSG w Budapeszcie po dwóch chybionych karnych.

Aż w niedzielny wieczór nie moja Wieczysta dołączyła do i tak nieprzewidywalnej Ekstraklasy SA. Pamiętam, jak jej kibice przyjechali lekko spóźnieni i mocno podchmieleni do mego wówczas trzecioligowego Radzynia Podlaskiego. Zza płotu ryknęli – „Czysta, czysta, czysta!”. Zanim dodali to, o czym każdy kibic WIE, to sądziłem, że to takie zaproszenie Peszki do wspólnej biesiady.

Czysta przyjemność? Zobaczymy. Może po Termalice będzie to taki kolejny wóz Drzymały w najwyższej klasie piłkarskich rozgrywek. Wtedy ukłoni się nam, a potem nawet wyprostuje Andrzej Poniedzielski. On to na pytanie każdego skacowanego po kolejce ligowej Alka-Prim czy Alka-Seltzer? odpowiadał stanowczo – ten drugi, bo się ciszej rozpuszcza. Król małopolskich aptek też dobrze o tym wie, ale najważniejsze, że dotąd bawi się piłką za swoje. Dopóki nie wpuści do siebie bukmacherów, pozostanę pełen podziwu dla jego dryblingu przez wszystkie krajowe ligi.

To na koniec coś krzepiącego. Obrazki z mianownikiem „sens sportu”. Drugi puchar z rzędu dedykowany zmarłej przedwcześnie córeczce trenera PSG. A potem inny – przytulenie po przestrzelonej jedenastce pechowca z Arsenalu przez przeciwnika w finale, ale jednocześnie kolegę z linii obrony reprezentacji Brazylii.

Sport to radość, sport to łzy, sport nas uczy pokory. Nic wiecznego na świecie, radość się z troską plecie. Taka wieczysta... mądrość!

Aha, Janku, nic się stało! My to już taką reprezentację kiedyś oglądaliśmy. Teraz Nigeria, bo na nasze nieszczęście przyjęła zaproszenie na środowe party. Nawet za nie zapłaci. Jesteśmy w dobrym towarzystwie. Niestety, tych przegranych. 

Myśląca Maja. Nasza nowa wartość na korcie. Fot. Paweł Andrachiewicz / PressFocus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się