Duńskie rozdanie
Choć medale rozdawane będą dopiero po ostatniej rundzie w Toruniu, to w sobotę mogą zapaść kluczowe rozstrzygnięcia dla tegorocznego cyklu Grand Prix. Czy Bartosz Zmarzlik przybliży się do siódmego tytułu mistrza świata?
Przed rokiem karty w Vojens rozdawali Brady Kurtz oraz Bartosz Zmarzlik (z prawej). Wiele wskazuje, że teraz będzie podobnie. Fot. Marcin Karczewski/PressFocus
Z duńskiego Vojens, gdzie najlepsi żużlowcy świata rywalizować będą już po raz 15-sty (licząc tylko od 1995 roku, gdy wprowadzono formułę Grand Prix), nazywanego mekką speedway’a, nasz arcymistrz ma ambiwalentne wspomnienia. Przed rokiem po pełnym emocji ściganiu zapewnił sobie tam szóste złoto, wyprzedzając ledwie o punkt Brady’ego Kurtza w klasyfikacji generalnej, choć Australijczyk wygrał… pięć turniejów z rzędu! W 2023 roku został tam jednak wykluczony z turnieju z powodu… założenia niewłaściwego kevlaru podczas treningu! Tamta sytuacja obiła się w świecie motosportu szerokim echem jako skandal i o mało nie kosztowała Bartosza Zmarzlika mistrzostwo świata.
Mały margines błędu
W tym sezonie nasz mistrz zdaje się nie mieć już takiej przewagi sprzętowej nad rywalami jak w poprzednich latach. Zdarzają mu się wpadki, defekty czy przyjechanie na ostatniej pozycji, a mimo to po ośmiu rundach cyklu ma cztery punkty przewagi nad Kurtzem! W zeszłym sezonie jechał do Danii z trzema punktami zaliczki, ale wówczas ten turniej wieńczył zmagania, teraz zostanie jeszcze Toruń (26.09). To tylko pokazuje, że Polak nadal jest wielkim zawodnikiem, który chce dokonać czegoś historycznego – po siedem tytułów mistrza świata nie sięgnął jeszcze nikt.
- Gdy walczysz o mistrza świata, ten ostatni miesiąc-półtora przed końcem rywalizacji, gdy wszystko zaczyna się klarować, wiesz co możesz zrobić, nie ma już praktycznie marginesu błędu, to jest taki trudny moment życia, bo chcesz się skupić na sporcie, ale też nie zaniedbywać przy tym rodziny – mówił nam przed rokiem po dekoracji, prezentując chwilę wcześniej złoty medal swoim synom podczas wideorozmowy. Jeśli w sobotę powiększy przewagę nad Kurtzem, za dwa tygodnie w Polsce znajdzie się na autostradzie do kolejnego złota.
Powrót Bewley’a
Występy pozostałych Polaków w Danii nie budzą już tak wielkich emocji. Patryk Dudek zajmuje piąte miejsce i ma 10 punktów przewagi nad ósmym Maxem Fricke (na kolejny sezon utrzyma się czołowa siódemka). Kacper Woryna ma trzy punkty mniej, ale o miejsce w gronie najlepszych na przyszły sezon nie musi się martwić, ponieważ przepustkę zapewnił sobie podczas Grand Prix Challenge w Terenzano. Z kolei Dominik Kubera stracił cztery rundy z powodu kontuzji i w przyszłym roku od cyklu na pewno sobie odpocznie.
Dużym wydarzeniem z pewnością będzie start Dana Bewleya, który z powodu kontuzji stracił praktycznie cały sezon. Pojechał na inaugurację w Landshut, gdzie stanął na drugim stopniu podium, a potem złamał kość udową w meczu ligi duńskiej. Brytyjczyk przed sezonem wymieniany był jako jeden z najgroźniejszych rywali Zmarzlika nawet w walce o złoto. "Dziękuję każdemu, kto wspierał mnie i wierzył we mnie przez ostatnie trzy miesiące" - napisał w swoich mediach społecznościowych zawodnik, który przed tygodniem zdobył 10 punktów dla Sparty Wrocław w Lesznie, udowadniając, że po urazie nie ma już śladu. Jego obecność w stawce z pewnością doda zmaganiom kolorytu.
Wyjątkowy tor
Na torze, o którym mówi się, że nie wybacza błędów, tradycyjnie ma padać w dniu zawodów. Tradycyjnie, bo deszcze to już niemalże stały element krajobrazu Jutlandii o tej porze roku. Paradoksalnie... to dobrze, bo przyzwyczajenie do opadów sprawia, że w Danii nauczyli się sobie z nimi radzić, a zawody odwołuje się tu rzadko. W zeszłym roku tor wybudowany przez Ole Olsena obchodził swoje 50. urodziny. Wedle różnych danych pierwsze zawody w 1975 roku oglądało około 30 tysięcy kibiców, a kolejnych dziesięć nie zmieściło się na stadionie. Współcześnie, choć na turnieje Grand Prix dostawiane są specjalne trybuny (poza trybuną główną tor okalają trawiaste wały) taka liczba jest nie do pomyślenia. Przed rokiem turniej śledziło 18 tysięcy kibiców, w tym zapowiada się nieco niższa frekwencja. Miejscowych z pewnością nie zachęca forma Duńczyków – najwyżej sklasyfikowany Michael Jepsen Jensen traci do trzeciego Roberta Lamberta aż 31 punktów.
Jak to w ogóle się stało, że liczące niespełna 10 tysięcy mieszkańców miasteczko 50 kilometrów na północ od niemieckiej granicy zdobyło niemalże monopol na najważniejsze żużlowe imprezy w Kraju Hamleta? Za wszystkim stoi Ole Olsen, który urodził się w pobliskim Haderslev. Trzykrotny mistrz świata okazał się niezwykle sprawnym biznesmenem i menedżerem (w latach 1995-2009 był dyrektorem cyklu Grand Prix). Zawsze miał żyłkę do biznesu i wyczuł w połowie lat 70-tych ubiegłego wieku rosnące zainteresowanie speedway'em w swoim kraju. Mając już ukształtowaną pozycję wiedział, że ściągnięcie do Vojens najlepszych żużlowców świata to tylko kwestia czasu, bo szli za nim kibice oraz sponsorzy. Przed erą Grand Prix tamtejszy owal był areną światowych finałów w 1988 oraz 1994 roku. Wszystko wskazuje na to, że zostanie w kalendarzu również w kolejnych sezonach.
Mariusz Rajek
Klasyfikacja przejściowa po 8 rundach:
1. Zmarzlik 129, 2. Kurtz 125, 3. Lambert 119, 4. Jepsen Jensen 88, 5. Dudek 81, 6. Woryna 78, 7. Madsen 72, 8. Fricke 71, 9. Lebiediew 60, 10. Doyle 59, 11. Thomsen 55, 12. J. Holder 55, 13. Kvech 52, 14. Kubera (Polska) 31, 15. Parnicki 20, 16. Bewley (W. Brytania) 18, 17. Huckenbeck 18, 18. Lindgren 16.
