Dumny Łotysz z polskimi korzeniami
Ainars Bagatskis wrócił do Polski po blisko ćwierć wieku i buduje koszykarską potęgę we Wrocławiu.
Ainars Bagatskis ma znakomity kontakt z zawodnikami. Fot. Vid Ponikvar/Sportida/SIPA / Press Focus
Pojawił się w Polsce blisko 30 lat temu. Wypatrzyli go skauci Bobrów, a że klub z Bytomia dysponował wtedy ogromnym budżetem, udało mu się skusić fenomenalnego strzelca. Ainars Bagatskis pokazał się w naszej lidze ze znakomitej strony, nie tylko jako niezawodny strzelec, ale przede wszystkim jako gracz mądry, który na boisku widzi bardzo wiele.
W ówczesnych wywiadach zdradził szczegóły, o których nie wszyscy mieli pojęcie. – Mój dziadek był Polakiem. Wyemigrował z waszego kraju w latach 30. i zamieszkał na Łotwie. Niestety, nie poznałem go, bo zmarł przed moimi narodzinami – opowiadał. Mimo polskich korzeni nie wyobrażał sobie gry w naszej reprezentacji. – Jestem dumny, że jestem Łotyszem. Ten maleńki naród, bo jest nas zaledwie około półtora miliona, miał w swojej historii wielu znakomitych koszykarzy. O Rydze mówiło się przed laty, że jest stolicą koszykarskiej Europy. Łotysze wygrali pierwsze mistrzostwa kontynentu w maju 1935 roku w Genewie – tłumaczył z pasją. – Jestem studentem najstarszego w kraju, założonego tuż po uzyskaniu niepodległości we wrześniu 1918 roku Latvijas Universitate. Studiuję kierunek sportowy management. Temat mojej pracy dyplomowej jest związany z Polską. Piszę o przygotowaniu i różnicach w treningu reprezentacji koszykarskich Łotwy i Polski – opowiadał ponad ćwierć wieku temu.
Już wtedy było jasne, że po zakończeniu zawodniczej kariery Bagatskis ma szansę stać się wybitnym trenerem. Zresztą on sam wtedy zapowiadał, że chce pracować jako szkoleniowiec. – Mam już szkoleniowe doświadczenia w pracy z młodzieżą – mówił w roku 1998. Niespełna 10 lat później samodzielnie prowadził łotewski Barons Ryga, a zaraz potem słynny Żalgiris Kowno. Obecnie ma w dorobku dwukrotne mistrzostwo Ukrainy z Budiwielnikiem Kijów oraz wielkie doświadczenie w europejskiej koszykówce – z czterema klubami pracował w Eurolidze, prowadził reprezentację Łotwy, a teraz zajmuje się kadrą Ukrainy.
Takiego trenera udało się zakontraktować Śląskowi. – Chcemy budować drużynę, która będzie dumą Wrocławia. To proces, który wymaga czasu, ale jesteśmy na dobrej drodze. Tożsamość klubu opiera się na pasji, zaangażowaniu i bliskości z kibicami, co będzie widoczne w każdym meczu – wyliczał latem podczas prezentacji w klubie. – Młodzi gracze są trochę szaleni, ale pełni pasji. Naszym zadaniem jest stworzenie im warunków, by mogli pokazać swój potencjał. W EuroCupie i polskiej lidze każdy będzie miał szansę, by udowodnić swoją wartość – tłumaczył dziennikarzom swoją koncepcję.
Śląsk, który w europejskich rozgrywkach przez ostatnie sezony spisywał się fatalnie, teraz jest sensacją BKT EuroCup. Po ośmiu meczach ma cztery wygrane (wcześniej miał sześć w... trzy lata), a niedawno pokonał u siebie lidera, turecki Bahcesehir Stambuł. Takie rzeczy do niedawna były nie do pomyślenia!
Gdy wszyscy wokół są w euforii, trener uspokaja. – Nadal w naszej grze jest wiele do poprawy. Jako drużyna cały czas się budujemy, musimy rozwijać w sobie ten instynkt killera – wyjaśniał niedawno na konferencji prasowej.
Łotysz potrafi zaskoczyć dobrym żartem czy świetną puentą. Niedawno na pytanie, czemu klub pozyskał Angelo Nuneza, odpowiedział: – Początkowo myślałem o pozyskaniu LeBrona Jamesa, ale okazał się niedostępny. Druga myśl to Kristaps Porzingis. Też nie wyszło. W tej sytuacji wybraliśmy Nuneza.
Wciąż świetnie gra w kosza, ale lubi też inne dyscypliny. Uprawianie sportu zaczynał od lekkiej atletyki. – Sporo w dzieciństwie biegałem i skakałem. Ojciec jednak zauważył, że mam smykałkę do koszykówki. Powiedział, że basket ma wielką przyszłość i z tą dyscypliną powinienem się związać – opowiadał. Uwielbia też hokej na lodzie. – Wydaje się, że koszykówka i hokej to zupełnie różne dyscypliny, ale podobieństw jest wiele. Przede wszystkim to sporty zespołowe, gra w obronie, gra w ataku, rotacja – to wszystko jest podobne. Hokej jest może trochę szybszą grą – skwitował ze śmiechem w materiale przygotowanym przez Euroligę.
(pp)
