Drugie ardeńskie podium
Katarzyna Niewiadoma trzecia w Liege-Bastogne-Liege, jednym z najważniejszych klasyków w sezonie.
Triumfatorka Demi Vollering otrzymała ciężką nagrodę za ciężką pracę. Polka miała okazję się o tym przekonać. Fot. PAP/EPA
KOLARSTWO
Tydzień temu Polka rozpoczęła ardeński tryptyk od pokonania na finiszu swojej wielkiej rywalki Demi Vollering, co dało jej drugą pozycję w Amstel Gold Race. W środę zawodniczka ekipy CANYON-SRAM zondacrypto (nazwa tej giełdy, mimo upadku, wciąż widnieje w nazwie i na koszulkach zawodniczek) podczas finałowej wspinaczki na Walońskiej Strzale miała problemy z rowerem, ale i tak przyjechała tuż za podium, na którego najniższym stopniu stanęła wczoraj. W tych dwóch ostatnich wyścigach bezkonkurencyjna okazała się Vollering. – Demi była niesamowicie silna – oceniła Katarzyna Niewiadoma. – Kocham ten wyścig. Znowu chciałam tu wygrać – przyznała Holenderka, która triumfowała tu po raz trzeci.
Reduta holenderska
Liege-Bastogne-Liege to najstarszy z pięciu kolarskich monumentów, czyli najbardziej prestiżowych wyścigów jednodniowych. Pierwsze edycja odbyła się w 1892 roku i dlatego ta impreza nosi przydomek „Staruszka”. Kobiety rywalizują tu dopiero od 2017, a Niewiadoma wzięła udział we wszystkich edycjach. Bardzo pasuje jej mocno pagórkowaty profil. W debiucie zajęła trzecie miejsce, a potem zazwyczaj docierała do drugiego co do wielkości miasta w Walonii w czołówce, ale podium powtórzyła dopiero wczoraj.
Od początku sezonu Polka jest w świetnej formie, ale w jeszcze lepszej dyspozycji znajduje się Holenderka. Dla zawodniczki grupy FDJ United-SUEZ wczorajszy wyścig był ósmy w sezonie. Pięć z nich wygrała, raz była druga, raz trzecia i tylko w Strade Bianche nie walczyła o zwycięstwo.
W niedzielę Vollering odjechała na Cote de la Redoute (1,6 km podjazdu o średnim nachyleniu 8,8 proc.) i przez następne 35 km samotnie podążała do mety, zwiększając przewagę. Niewiadoma próbowała pojechać razem z nią, ale tym razem nie dała rady. W samej końcówce po raz kolejny jednak udowodniła, że znacząco poprawiła sprint, bo w finiszowej rozgrywce, rywalizując z dwoma innymi Holenderkami, co prawda przegrała z Puck Pieterse (Fenix-Premier Tech), ale pokonała Annę van der Breggen (SD Worx-Protime). – Nie chciałam być znowu czwarta. Jestem zadowolona z tego wyniku – podsumowała Polka.
Reduta słoweńsko-francuska
W wyścigu mężczyzn w tym samym miejscu, co Vollering zaatakował Tadej Pogacar (UAE Team Emirates-XRG). W takiej sytuacji Słoweniec zazwyczaj szybko zostaje sam, ale wczoraj znalazł godnego siebie rywala. Paul Seixas (Decathlon CMA CGM), rewelacyjny Francuz, który w tym sezonie zanotował już siedem zwycięstw, jechał razem z „Pogim” do ostatniego oznaczonego podjazdu na trasie, Cote de la Roche aux Fauncons. Wtedy mistrz świata po prostu zamęczył nastolatka potężnym tempem, co wcześniej miało miejsce w marcu na Strade Bianche, gdzie zmierzyli się po raz pierwszy w tym roku.
– Byłem pod wrażeniem jego jazdy na Reducie i obawiałem się walki na finiszu, więc jeszcze raz zaatakowałem – relacjonował zwycięzca, który po raz trzeci z rzędu i czwarty w karierze wygrał „Staruszkę”. – Po prostu był lepszy, ale drugie miejsce także daje mi ogromną satysfakcję – podkreślił 19-latek, który dopiero drugi raz startował w monumencie.
Seixas stracił do Pogacara 45 sekund, a blisko dwie minuty po zwycięzcy finiszowała spora grupa, z której najlepszy okazał się inny z faworytów, Remco Evenepoel (Red Bull-BORA-hansgrohe). – Straciłem zbyt dużo energii podczas ucieczki w pierwszej fazie wyścigu i w kluczowym momencie nie miałem już... nóg – przyznał Belg, który brał udział w zaskakującej akcji. – Byłem trochę zdenerwowany, ale na szczęście udało nam się dogonić odjazd i zachować kontrolę nad wyścigiem. Jestem dumny z mojego zespołu – chwalił kolegów triumfator i choć czasem robi to z przyzwyczajenia, to wczoraj miał za co.
(gak)
