Drugi wjazd na Narodowy
Trener „Portowców” Robert Kolendowicz twierdzi, że dla jego drużyny „ten biznes jeszcze się nie skończył”.
Linus Wahlqvist (u góry, w ramionach Rafała Kurzawy) dołożył dużą cegiełkę do wygranej Pogoni w Niepołomicach. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
We wtorek na kameralnym stadionie w Niepołomicach, który nie ma sektora gości, pojawiła się grupa sympatyków „Dumy Pomorza”. Stało się tak dzięki uprzejmości gospodarzy. Miejsca udostępnili im działacze i kibice Puszczy. Taką decyzję podjęli też wcześniej w przypadku Piasta Gliwice podczas ligowego spotkania. Grupa kibiców Pogoni liczyła około 200 osób. Mecz swojej drużyny z trybun obserwował nowy prezes Granatowo-bordowych Alex Haditaghi, któremu towarzyszyli wiceprezes Tan Kesler oraz Mariusz Mowlik. Ten ostatni pośredniczył w transakcji przejęcia klubu ze Szczecina od Jarosława Mroczka. Dodatkowym bodźcem dla podopiecznych trenera Roberta Kolendowicza była wypłata zaległych pensji. W przeddzień meczu z Puszczą na ich konta trafiło w sumie 9 milionów złotych!
Metoda małych kroków
- Po tym, co wydarzyło się rok temu (Pogoń przegrała w finale z Wisłą Kraków przyp. red.), chcieliśmy powtórzyć w tym sezonie awans do finału PP - powiedział trener Robert Kolendowicz. - Dla nas ten biznes się jeszcze nie skończył. W tym sezonie mówiłem już wielokrotnie, że idziemy metodą małych kroków. Następny krok czeka nas w finale na PGE Narodowym w Warszawie i będziemy na niego gotowi. Jeżeli chodzi o przebieg spotkania z Puszczą, chciałbym przede wszystkim pochwalić zespół. Był to niełatwy mecz dla nas, chociaż wynik i późniejszy przebieg spotkania mogłyby wskazywać, że było łatwo. Początek spotkania był trudny, ale Valentin Cojocaru po raz kolejny pozwolił nam utrzymać się w meczu. Teraz odkładamy myślenie o Pucharze Polski i skupiamy się na naszych krokach w PKO BP Ekstraklasie.
Niedokończone sprawy
2 maja Pogoń stanie przed szansą, by zrehabilitować się w Warszawie za nieudany mecz finałowy PP w ubiegłym roku. - To coś, nad czym pracowaliśmy tak naprawdę od przerwy zimowej - stwierdził obrońca Linus Wahlqvist. - Dobrze zaczęliśmy rundę rewanżową w ekstraklasie, ale z uwagi na sytuację w tabeli zdawaliśmy sobie sprawę, że w lidze trudno będzie grać o najwyższą pulę. Oczywiście ciągle mamy szansę skończyć sezon w czołowej trójce, jednak Puchar ciągle był na wyciągnięcie ręki. Pamiętamy, co wydarzyło się w finale Pucharu Polski w zeszłym sezonie. Wielu zawodników, którzy w nim grali, wciąż znajduje się w naszej kadrze. Tak samo trener, który wówczas był asystentem. Wszystkim nam bardzo zależało na postawieniu tego kroku. Przez cały sezon powtarzaliśmy sobie, że mamy w Pucharze Polski niedokończone sprawy. Teraz znowu jesteśmy w finale, ale nie jesteśmy zadowoleni z samego finału, chcemy jeszcze go wygrać - dodał Szwed.
- Jeszcze kilka miesięcy temu jako drużyna nie byliśmy gotowi wygrać takiego meczu jak ten – kontynuował swój wywód. - Gra w tych warunkach, na niewielkim stadionie i boisku, które nie jest perfekcyjnie przygotowane, nie jest czymś, co nam odpowiada. Podczas przerwy zimowej wykonaliśmy jednak wielką pracę, aby stać się lepszą drużyną i grupą ludzi. Odkąd tu przyszedłem w zespole jest topowa atmosfera, ale pracujemy nad tym, by z dnia na dzień była ona jeszcze lepsza.
We wtorkowym meczu Wahlqvist zdobył gola dającego Pogoni prowadzenie 2:0. - W tym sezonie w obu meczach z Puszczą strzelałem bramki, więc można powiedzieć, że ten rywal mi pasuje - powiedział 28-letni piłkarz. - To fajne, ale najważniejsze jest zwycięstwo drużyny. Cieszę się, że mogliśmy je celebrować z niewielką grupą naszych kibiców, która pojawiła się w Niepołomicach. Przejechali wiele kilometrów, pomimo faktu, że nie otrzymali dostatecznej ilości biletów. Gdyby była taka możliwość, byłoby tu ich z pewnością znacznie więcej. Jestem zadowolony, że mogliśmy im dać radość.
Pełna kontrola
- Mieliśmy kontrolę nad tym meczem, szybko strzeliliśmy gola, mieliśmy też wiele okazji, aby zdobyć kolejne gole – podsumował mecz w Niepołomicach bramkarz „Portowców” Valentin Cojocaru. - Tak naprawdę jedyne dogodne okazje rywali to był rzut karny i strzał w poprzeczkę. Cieszymy się, że wracamy na Stadion Narodowy. Dla nas to okazja do rewanżu za to, co wydarzyło się przed rokiem i jesteśmy na tym w pełni skoncentrowani.
Rumuński golkiper przyczynił się do efektownej wygranej swojej drużyny, broniąc rzut karny. - Żartowałem sobie z kolegami z zespołu, że zawsze rzucam się we właściwy róg, ale nie mam szczęścia, aby obronić „jedenastkę”. Z Puszczą był najlepszy moment, aby się w tym przełamać. Cieszę się, że mogłem pomóc zespołowi - powiedział zadowolony „Cojo”.
Bogdan Nather
