Droga nie zawsze usłana różami

Jako dostojny 45-latek Justin Rose pokazał gdzie raki zimują armii dużo młodszych rywali. Na malowniczych klifach w San Diego pobił 27-letni rekord Tigera Woodsa i bez pardonu zdemolował stawkę.

Drugie zwycięstwo na Torrey Pines smakuje nawet lepiej niż to pierwsze. Fot. Facebook PGA Tour

Urodzony w Republice Południowej Afryki Anglik na koncie ma już 13 trofeów PGA Tour oraz mnóstwo zwycięstw DP World Tour, mistrzostwo US Open, złoty medal olimpijski i siedem występów w Ryder Cup, z czego pięć wygranych. Przez 13 tygodni był numerem jeden światowego golfa i został pierwszym zawodnikiem w historii, który zdobył FedEx Cup, nie wygrywając ani jednego z czterech turniejów fazy playoff w sezonie. W kwietniu ubiegłego roku o mały włos nie pokonał w Auguście Rory’ego McIlroya, ulegając mu dopiero w dogrywce - tym samym nie powstrzymał przyjaciela przed skompletowaniem Wielkiego Szlema. Z kolei we wrześniu był częścią zwycięskiej drużyny europejskiej, która w Nowym Jorku pokonała Jankesów w jednym z najbardziej pamiętnych Pucharów Rydera w historii. Czego chcieć więcej?

Dawno, dawno temu

Na świecie pojawił się 30 lipca 1980 roku w Johannesburgu i już jako 11 – miesięczny brzdąc dostał nową zabawkę: plastikowy kij golfowy. To wszystko zmieniło, zafascynowany nie rozstawał się z nim od momentu, kiedy zaczął stawiać pierwsze kroki. Kiedy miał pięć lat rodzinka Rose przeprowadziła się do Hampshire w Anglii. W tym czasie ich perełka cieszyła się już swoim pierwszym półkompletem kijów i potrafiła posyłać piłkę na imponujące w porównaniu do gabarytów zawodnika - 40 metrów. Szczęście też mu sprzyjało. Jego rodzimy klub – North Hants brał udział w programie trenerskim pod patronatem The Golf Foundation, a Justin błyskawicznie osiągał świetne rezultaty. W wieku 11 lat zszedł poniżej 80 uderzeń oraz trafił pierwszą “hole in one”. Jako czternastolatek posiadał imponujący handicap +3, zwyciężył w swojej kategorii wiekowej The Golf Foundation Weetabix Age Group Championship oraz wygrał w regionalnych kwalifikacjach do The Open. Trzy lata później został najmłodszym w historii członkiem brytyjskiej drużyny Walker Cup. Trofea się mnożyły.

Royal Birkdale

W lipcu 1998 roku będąc nieopierzonym 17-latkiem trafił z czterdziestu metrów prosto do ostatniego dołka podczas finałowej rundy The Open, kończąc batalią na angielskim Royal Birkdale na czwartej pozycji! Był to najlepszy występ amatora w The Open od czasu Franka Stranahana, który w 1953 roku finiszował na drugim miejscu. Piątkowa runda 66 była z kolei najniższym wynikiem osiągniętym kiedykolwiek przez amatora w The Open, a w sobotę przy huraganowym wietrze przez moment zameldował się nawet na szczycie tablicy wyników. Tamto trafienie było nieustannie pokazywane w każdych wiadomościach, a euforia, która po nim nastąpiła była wręcz nie do opisania. Gdyby grał jako zawodowiec wzbogaciłby się o 92 000 funtów. Zamiast tego uhonorowano go srebrnym medalem dla najlepszego amatora turnieju.

Chwile zwątpienia

Następnego dnia po zakończeniu The Open przeszedł na zawodowstwo. Nadludzkie moce wyparowały. Przez 21 kolejnych turniejów nie udało mu się ani razu przejść cuta zawodowego turnieju. Na szczęście finansowo sytuację ratowały kontrakty reklamowe. Nie udał się występ w Q-School European Tour, jednak dzięki dzikim kartom i tak często pokazywał się na dużych arenach. Dzięki nim mógł grać w licznych turniejach 1999 roku, próbując w ten sposób zarobić wystarczające pieniądze, gwarantujące kartę w przyszłym sezonie. 197 pozycja w rankingu European Tour zmusiła go do powrotu do Q-School, gdzie tym razem wywalczył przepustkę na sezon 2000. Znowu tam nie błyszczał. Co prawda awansował na 122 miejsce w rankingu, ale kartę ponownie stracił. Po raz trzeci trafił do Q-School, tym razem zapewniając sobie bilet na sezon 2001, gdzie podczas dwóch pierwszych turniejów European Tour w Afryce Południowej, dwukrotnie był drugi, z jednym uderzeniem straty do zwycięzcy. Podczas Alfred Dunhill Championship w rodzinnym Johannesburgu, ubiegł go inny dwudziestolatek - Adam Scott, a tydzień później, podczas South African Open na jego drodze stanął 47 - letni Marc McNulty. Niecały rok później Justin miał na swoim koncie pierwszy profesjonalny skalp, zdobyty w Johannesburgu, w Dunhill Championship w 2002 roku. W tym samym sezonie wygrał jeszcze trzy razy, w RPA, w Japonii i podczas Victor Chandler British Masters. Jest też polski wątek początków jego kariery. We wrześniu 1999 roku, tułając się z turnieju na turniej, wystąpił w podwarszawskim Rajszewie na Challenge Tour, zajmując tam osiemnaste miejsce i zarabiając 1044 euro. A teraz jest legendą europejskiego golfa.

Rekordy na Torrey Pines

W ostatnią niedzielę w naprawdę spektakularnym stylu odniósł historyczne zwycięstwo w Farmers Insurance Open, dominując na dwóch polach Torrey Pines od pierwszej do ostatniej rundy. Ustanowił nowy rekord turnieju, kończąc rywalizację z wynikiem 23 poniżej par, bijąc rekord Tigera Woodsa z 1999 roku o jedno uderzenie. Prowadził po każdym dniu zawodów, zostając pierwszym zawodnikiem, który wygrał ten turniej, będąc samodzielnym liderem po każdej rundzie, od czasu Tommy Bolta w 1955 roku. Rozpoczął turniej od wystrzałowej rundy 62 na polu North Course, ocierając się o rekord pola. Dokładając w piątek 65 uderzeń na South Course, z wynikiem -17 pobił o dwa strzały swój własny rekord po 36 dołkach z 2019 roku, kiedy wygrywał na Torrey Pines po raz pierwszy. W sobotę o trzy uderzenia pobił rekord turnieju po trzech rundach, który należał do niego w 2019 roku, Tigera Woodsa w 2008 roku i dwóch innych zawodników. Jego 6-uderzeniowe prowadzenie przed finałem było największym na Torrey Pines od czasów Tigera, który w 2008 prowadził z przewagą ośmiu uderzeń. Na koniec pobił o jedno uderzenie rekord turnieju wynoszący -22, również należący do Tigera oraz George'a Burnsa z 1987 roku. Zwyciężył z przewagą siedmiu uderzeń, tylko o jedno mniejszą od czasu triumfu Woodsa w 2008 roku. W skład grupy pościgowej, która dość bezskutecznie próbowała za nim nadążyć weszli Pierceson Coody, Si Woo Kim i Ryo Hisatsune.

Przeprosiny dla Tigera

„Rosie” został najstarszym zwycięzcą w historii Farmers Insurance Open. Jak zawsze dżentelmeński po pobiciu rekordu, żartobliwie odniósł się do wyczynu Tigera sprzed niemal trzech dekad: „Przepraszam, T-Dub, jeśli to oglądasz”. Dobrze znał sytuację i bardzo chciał tego dokonać: „Byłem tego w pełni świadomy, szczerze mówiąc. To była jedyna rzecz, na której byłem skoncentrowany przez ostatnie trzy dołki”. Po zwycięstwie podkreślał, że wygrana z przewagą siedmiu uderzeń wynikała z wielkiej dyscypliny: „W tym tygodniu byłem bardzo zdyscyplinowany. Sposób, w jaki zarządzałem swoją grą, jak byłem cierpliwy... to była duża mentalna dojrzałość ze strategicznego punktu widzenia. Czuję, że to jest to, co najlepsi gracze w historii – Jack, Tiger, a teraz powiem też Scottie Scheffler – robią tydzień w tydzień. Czuję, że w tym tygodniu zrobiłem to naprawdę, naprawdę dobrze.”

Phoenix i Rijad

Od czwartku PGA Tour przenosi się na najgłośniejszy turniej w tym Układzie Słonecznym - WM Phoenix Open, a DP World Tour na Qatar Masters. Do gry wrócił Adrian Meronk, który od środy broni tytułu w... czterodniowym turnieju LIV Golf Riyadh. Transmisje z Phoenix w Eurosporcie 2 i na HBO Max, a z Rijadu w Golf Zone.

Kasia Nieciak

WYNIKI

Nowy rekordzista turnieju. Fot. Facebook Farmers Insurance Open

Spektakularne widoki na Torrey Pines. Fot. Facebook Farmers Insurance Open

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się