Droga daleka i wyboista
W Bytomiu po udanej ligowej inauguracji wszyscy... dmuchają na zimne.
Jeden z liderów Polonii, Christian Mroczkowski, mówi, że jeszcze brakuje mu odpowiedniego rytmu. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
TAURON HOKEJ LIGA
Po efektownym zwycięstwie nad Unią Oświęcim 5:1 kibice Polonii byli w siódmym niebie i skandowali: Będzie medal!!!
- Wiem, wiem wszyscy chcemy sukcesu, ale to daleka i wyboista droga, bo za nami dopiero pierwsza potyczka. Do zakończenia sezonu zasadniczego daleko, a o play offie już nawet nie wspominam – uśmiecha się Christian Mroczkowski, jeden z liderów dobrze zgranej kapeli jaką stworzono w Bytomiu.
Inwestować w przyszłość!
Pech jednego zawodnika jest szansą dla jego zmiennika – to stwierdzenie pasuje jak ulał do tego, co się wydarzyło w Polonii. Bramkarz Bohdan Diaczenko, reprezentant Ukrainy i „jedynka” w bytomskim zespole, doznał kontuzji kolana i jeszcze trochę będzie musiał pauzować. Miejsce między słupkami zajął młodzieżowy reprezentant kraju, Tobiasz Jaworski, i spisywał się bez zarzutu, broniąc w kilku niezwykle trudnych sytuacjach. Szkoda tylko że nie zdołał utrzymać czystego konta.
- Miałem wystarczający czas, by oswoić się i przygotować się do tego, że będę bronił z Unią – mówił po meczu zmęczony „Jawa”. - Trzeba się cieszyć z okazałej wygranej z tak wymagającym rywalem. Oczywiście, pozostał niedosyt, bo była szansa zachować zero z tyłu, ale wpadła, w moim przekonaniu, przypadkowa bramka. Radujmy się z wygranej, a kibice entuzjastycznym dopingiem nie tylko nas wspierają, ale chcą więcej. Ja wolę czerpać mniejszą łyżką i powoli zmierzać do celu - dodał. Jaworski udowodnił, że warto w niego inwestować, by za kilka lat nie mieć większych problemów w seniorskiej reprezentacji na tej pozycji.
Fiński bramkarz Unii, Sami Aittokallio, następca Linusa Lundina, swojego debiutu nie zaliczy do udanych. W kilku sytuacjach był bezradny, ale gdy po uderzeniu Mateusza Bepierszcza krążek przetoczył się między parkanami i minął linie bramkową, na trzecią tercję już nie wyjechał. Jego miejsce zajął Igor Tyczyński, drugi młodzieżowy reprezentant kraju, który dzielnie stawiał czoło rywalom i zachował czyste konto, które jednak nie zostanie zaliczone, bowiem bronił tylko 20 min. Trenerzy Unii mają zgryz z Aittokallio, który niczym nie zaimponował, choć pewnie w piątek z Pasami znów pojawi się między słupkami.
Konsekwencja w działaniu
Hokeiści Polonii od początku meczu byli odpowiednio zorganizowani i szalenie konsekwentni w działaniu i stąd okazałe zwycięstwo i powody do satysfakcji zarówno dla aktorów, jak i obserwatorów tego widowiska.
- Tu nie było dzieła przypadku – przekonywał po meczu „Mroczek”. - Założenie było takie, by ostro naskoczyć na rywala i utrzymywać odpowiednie tempo akcji przez cały czas. Gramy od początku do końca na cztery formację i o kondycję się nie martwimy. Rywal niby miał cztery ataki, ale raczej grał na trzy i tutaj mieliśmy przewagę. Prezentowaliśmy nasz hokej i tylko szkoda że straciliśmy gola, bo nie utrzymaliśmy koncentracji po wyjściu z szatni na ostatnią tercję. „Jawa” bronił bardzo dobrze i zasłużył na słowa uznania. Nie tylko on, bo Tymek Petrażycki wskoczył w miejsce Michała Zająca (pauzował za karę meczu – przyp. red.) do drugiego ataku i również pokazał się z dobrej strony. To tylko dowodzi jaką mamy kadrę - pod nieobecność jednych wchodzą drudzy i utrzymują ten sam poziom. Oczywiście, że wynik mógł być wyższy, ale nie wybrzydzajmy, bo przecież przeciwnik nie należy do outsiderów. Rozegraliśmy chyba najwięcej meczów kontrolnych, ale mnie jeszcze brakuje właściwego rytmu, choć zdobyłem gola. Już się cieszę, że będziemy mieli okazję grać na trudnym terenie, w Karwinie i w Toruniu. W poprzednim sezonie z Jastrzębiem w Karwinie nie zdobyliśmy punktu, a Energa to wymagający rywal, szczególnie we własnej hali. Ze swej strony wysłaliśmy sygnał, że jesteśmy mocni. Teraz krok po kroku trzeba zmierzać po swoje...
Zasłona milczenia
Fin Markus Juurikkilla nie dostarczył stosownych dokumentów ze swojego kraju i jeszcze nie otrzymał licencji trenerskiej. W protokole meczowym wpisany był Krzysztof Majkowski, który po wyjściu z szatni prezentował marsową minę. - Spuśćmy zasłonę milczenia na ten mecz i powiedzmy: pierwsze śliwki robaczywki – stwierdził z nutą ironii trener Oświęcimian. - Jeszcze nie było takiej inauguracji ligowej z moim udziałem. Przyczyną porażki na pewno nie były absencje zawodników, kilka innych spraw złożyło się na ten wynik. Dobrze się stało, że za chwilę mamy kolejne mecze (Cracovia i Sanok u siebie – przyp. red.) i będziemy mogli się zresetować.
Zwycięstwo buduje dobrą atmosferę w drużynie. - Owszem, 40 minut w naszym wykonaniu było niemal perfekcyjne. Jednak ostatnia tercja był chu...ligańska i szybko musimy o niej zapomnieć. Zespół będziemy chwalić lub ganić po zakończeniu sezonu – powiedział na pożegnanie trener Bytomian, Andrej Gusow, znacząco mrużąc oko.
Włodzimierz Sowiński
