Dortmund nie szaleje

Borussia jest jednym z najspokojniej działających niemieckich klubów tego lata. I dysponuje jedną z... najstarszych kadr.

Jadon Sancho po raz trzeci w karierze może założyć żółtą koszulkę! Fot. Raffaele Conti/IPA/SIPA / Press Focus 

NIEMCY

Dortmundczycy w ostatnich kilkunastu latach słynęli z promowania piłkarzy. Wielokrotnie w ich barwach kreowały się nowe gwiazdy, dzięki czemu później do klubu przychodziły talenty, które swój pełny blask rozświetlały właśnie na Signal Iduna Park – choćby Sancho, Haaland czy Bellingham. Dwa z tych trzech nazwisk... znowu przewijają się w kontekście Borussii tego lata.

Się okaże

Poprzedni sezon był nijaki w wykonaniu BVB. Właściwie to... był taki drugi raz z rzędu, ale przed rokiem Borussia kończyła rozgrywki przynajmniej” jako finalista Ligi Mistrzów. Potem było nietrafione zatrudnienie na stanowisku trenera Nuriego Sahina, którego zastąpił Niko Kovac. Nie wszystkich przekonywał ten ruch, ale w końcówce sezonu Chorwat odpowiednio poukładał klocki, które doprowadziły zespół do Champions League. To jednak ciągle mało. Od Dortmundu oczekuje się więcej, a już na pewno zdecydowanie lepszej i przyjemniejszej dla oka gry. Czy Kovac będzie w stanie to osiągnąć? Dopiero się okaże. Wydawało się, że w składzie Borussii brakuje jakości, a piłkarze w niej obecni są... mało ekscytujący, nierówni. Na pewno zaś brakuje tam graczy z potencjałem sprzedażowym, który w ostatnich latach był niemalże synonimem ekipy z Zagłębia Ruhry. Teraz zaś BVB dysponuje... drugą najstarszą kadrą w Bundeslidze! Jej średnia wieku wynosi 26,4, tyle samo co Mainz, a starszy jest tylko Freiburg (27,0). Dla porównania najmłodszymi zespołami dysponują w Lipsku (24,4), Stuttgarcie (24,5) i Werderze Brema (24,7).

Żółty po raz trzeci

Obecnie jedynym, na którego sprzedaż mogą tak naprawdę liczyć w Dortmundzie, jest... Bellingham. Ale nie Jude, który gra w Realu Madryt, lecz  jego młodszy o dwa lata brat Jobe. Jude przyszedł do Borussii jako 17-latek, Jobe skończy we wrześniu 20, ale Niemcy i tak zapłacili za niego beniaminkowi Premier League, Sunderlandowi, 30 mln euro. Młodszy z Bellinghamów także gra w środku pola i pokazał się z dobrej strony już w trakcie Klubowych Mistrzostw Świata.

Na początku była jednak mowa o dwóch nazwiskach, więc o kogo jeszcze chodzi? Nie, niestety nie o Erlinga Haalanda (BVB ma Serhou Guirassy'ego – wystarczy!), lecz o Jadona Sancho. 25-letni skrzydłowy może po raz trzeci trafić do Dortmundu. W latach 2017-21 Anglik w olbrzymim stopniu zwielokrotnił swoją wartość, wskutek czego trafił do Manchesteru United za 85 mln euro. Tam jednak... zupełnie się spalił. Wiosnę 2024 roku spędził na wypożyczeniu w BVB, gdzie po trudnym początku poszło mu całkiem nieźle, a w zeszłym sezonie reprezentował barwy Chelsea – będąc co najwyżej przeciętnym. W United nie wiążą z nim jednak przyszłości, stąd możliwe, że Sancho po raz trzeci ubierze żółtą koszulkę! W Manchesterze płacą mu 16 mln euro rocznie, ale piłkarz dla gry w Borussii jest w stanie – podobno – ukrócić pensję o połowę. Zainteresowany jest także Juventus, ale jeśli BVB powie „tak”, to Sancho odpowie tak samo.

Mają kasę

Poza Bellinghamem dortmundczycy nie wykonali na razie żadnych transferów – no chyba że zahaczymy o wykupienie wypożyczonych już wcześniej Yana Couto i Daniela Svenssona czy zakup drugiego/trzeciego bramkarza Patricka Drewesa z Bochum. Można co najwyżej wspomnieć o powrocie wypożyczonego do Utrechtu Sebastiena Hallera, który faktycznie ma dostać kolejną szansę w Borussii. W sparingach jest dobrze dysponowany, ma naciskać na Guirassy'ego. BVB rozgląda się na rynku, ma jeszcze pieniądze (choćby za sprzedaż Jamiego Gittensa do Chelsea za 56 mln euro, więcej wycisnąć się z niego nie dało), ale na kolejne ruchy trzeba poczekać. Szefostwo miało na oku kilku kandydatów, ale do tej pory twierdziło, że... ci obecni w Dortmundzie są po prostu lepsi. Ciekawe kogo obserwowali.

Piotr Tubacki