Donald Trump ma rację
Z TRZECIEJ STRONY – komentarz Piotra Tubackiego
Donald Trump Fot EPA/ AARON SCHWARTZ/ POOL/ PAP
Donald Trump jest dziwny. Z tym zgodzą się chyba zarówno jego przeciwnicy, jak i zwolennicy, którzy – no sorry, taka prawda – w głębi duszy sami czasem nie wiedzą, o co mu chodzi. Gada se niekiedy Donaldinho od rzeczy i jedyne, co wówczas pozostaje, to cieszyć się, że nie muszę zbytnio ekscytować bądź podniecać się jego osobą, gdyż nie jest to przecież polityk z mojego państwa. Są jednak rzeczy, które w słowach Trumpa nas i naszego regionu dotykają, a jedną z nich jest... futbol. I w tym temacie prezydent Ju Es Ej jest – jakby to powiedzieli Jankesi – God damn right!
Jak wiadomo, piłka nożna nie jest za Oceanem sportem numer jeden. W Kanadzie rządzi hokej, zaś w Stanach – futbol. Amerykański rzecz jasna. Nie mam nic do tej dyscypliny, bo przecież sport jest piękny w swojej różnorodności, jednakże niezłym fikołkiem jest to, że Amerykanie nazywają futbolem coś, w czym, owszem, jest „foot”, ale przede wszystkim używa się „hand”. Kojarzycie na pewno tę dyscyplinę z niezliczonych filmów, gdy najczęściej goście z college'ów – czy tam liceów – wykonują ekscytujące rzuty i zdobywają decydujące punkty w dramatycznych okolicznościach. No ale właśnie – rzuty. Rzuca się ręką. Kopie się nogą. I choć w futbolu amerykańskim faktycznie można piłkę kopać, to jednak kluczowa rozgrywka odbywa się za pomocą rąk. Dlaczego więc nie handball?
Rzecz jasna należy tu cofnąć się do historii, do Anglii, protoplasty najpopularniejszej dyscypliny świata – czyli piłki nożnej. Kiedyś to wszystko było jedno. Dopiero z czasem wyodrębniły się rugby i futbol właściwy. Jednakże ów „foot” pierwotnie nie dotyczył kopania, a tego, że rozgrywka toczy się pieszo, na nogach. Było to rozróżnienie od jakże popularnych na Wyspach sportów konnych. Z tego też względu w USA – dawnej kolonii przede wszystkim angielskiej – gra się w futbol amerykański, podróbkę rugby dla mięczaków (widzieliście te ich „zbroje”? W rugby nie do pomyślenia!). Zwycięzców mianuje się tam mistrzami świata (nikt inny tego na poważnie nie uprawia). No ale... jak nazywają futbol nieamerykański? Ten globalny? Soccer.
Obecnie w ich mniemaniu odbywają się mistrzostwa świata w soccera (nie mylić ze „snookera”). I wtedy wyszedł prezydent Trump, kilka miesięcy przed inauguracją mundialu mówiąc: – Spójrzmy na to, co stało się z soccerem w USA. Wydaje się, że nigdy nie nazywamy tego właściwie, bo mamy konflikt z tą drugą dyscypliną zwaną footballem. Ale kiedy o tym pomyślisz, to właśnie soccer powinno nazywać się footballem. Musimy wymyślić inną nazwę dla gry związanej z NFL (National Football League – przyp. red.). To naprawdę nie ma sensu, kiedy się nad tym zastanowić – powiedział i ja mogę mu tylko przyklasnąć! Wyszły na wierzch jego niemiecko-szkockie korzenie! Bo przecież dziadek Trumpa wyjechał w XIX wieku z dzisiejszego landu Nadrenia-Palatynat.
Jak to przy wypowiedziach prezydenta USA bywa – tak i te wywołały burzę. Fani futbolu amerykańskiego – a tych są tam miliony – wściekli się, zarzucano mu „najbardziej antyamerykańską rzecz, jaką można powiedzieć”. No ale z punktu widzenia europejskiego można się tylko lekko uśmiechnąć, że noski Jankesów zostały nieco utarte. Jest przecież powszechnie znane ich poczucie wyższości nad wszystkim, co ich, ijaki znakomity jest ich entertainment (rozrywka). Może więc soccerem należy nazwać... właśnie ichniejszy futbol?
