Dokąd odlecą Żurawie?
W najbliższym czasie będziemy świadkami wielkiego eksodusu uzdolnionej młodzieży z województwa podkarpackiego. Ich fala zaleje Polskę.
18-letni Michał Synoś ma już na koncie 46 występów na zapleczu ekstraklasy. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
STAL RZESZÓW
Rzeszowianie od dłuższego czasu są w Polsce znani z tego, że w gigantycznym stopniu stawiają na młodych zawodników. Średnia wieku ich drużyny to ok. 21,5 – zdecydowanie najmniej 1. lidze.
Bardziej niż Polonia Bytom
Występy nastolatków są w Stali codziennością, a doświadczenia dodają jedynie 37-letni bramkarz Marek Kozioł i 32-letni reprezentant Luksemburga ze środka pola Sebastien Thill. Kolejni najstarsi w kadrze Dominik Połap i Jonathan Junior mają... po 26 lat. Nie przeszkadza to jednak rzeszowianom w walce o najwyższe cele. Zimują na 5. miejscu, a ich trener, doświadczony Marek Zub, podkreślił w rozmowie z Przeglądem Sportowym, że Stal jest gotowa na ekstraklasę, a już na pewno bardziej niż... będące wyżej Polonia Bytom czy Pogoń Grodzisk Mazowiecki. – Nie ma ciśnienia, ale wszyscy chcą awansu. To byłoby piękne zwieńczenie tego projektu, pełnego młodych, perspektywicznych zawodników. Myślę, że to mogłoby zmienić podejście polskich klubów do młodych polskich piłkarzy, więc warto temu projektowi kibicować – powiedział Zub. Trudno się z nim nie zgodzić, choć akurat ten projekt... stoi pod pewnym znakiem zapytania.
Autobus nie odjechał
Logicznym jest, że takie skomasowanie młodego talentu przyciąga uwagę większych i bogatszych klubów. Na razie jednak z przystanku „Stal Rzeszów” nie odjechał autobus pełen zawodników, bo za kadencji Zuba (pracującego od lata 2023), wyżej poszedł... tylko Kolumbijczyk Jesus Diaz (sprzedany za ok. pół miliona euro do Rakowa). W okienku, gdy Zub objął Stal, kilku graczy poszło do mocniejszych drużyn, ale nie były to ruchy spektakularne. Można to oczywiście wytłumaczyć tym, że dwukrotny mistrz Litwy dopiero rozpoczynał swój projekt, za błogosławieństwem właściciela klubu Rafała Kalisza. A jak to z młodzieżą bywa – potrzeba czasu. O Żurawiach naprawdę głośno zrobiło się więc przed rokiem. Po jesieni był to zespół walczący o najwyższe laury, ale wiosną wpadł w wielki kryzys i ostatecznie był jedyną ekipą 1. ligi, która w końcówce ani nie walczyła o awans (baraże), ani o utrzymanie (a na zapleczu to rzadka sytuacja). Młodzież miewa wahania formy, to nie było dziwne – ale dziwne było to, że już latem 2025 kilku uzdolnionych Polaków nie odeszło do lepszych klubów.
Problem z kontraktami
W teorii utrzymanie największych młodych gwiazd było dla Stali dobre, a w praktyce... może przysporzyć problemów. Zainteresowanie jej piłkarzami w ostatnich tygodniach wystrzeliło, ale ma to związek nie tylko z faktem ich ponadprzeciętnych umiejętności i potencjału, ale i... z kontraktami. Wielu zawodnikom wygasają one bowiem z końcem sezonu, a to można odbierać dwojako – albo latem odejdą za darmo i Stal nie zarobi na nich ani grosza, albo zostaną sprzedani już teraz, tyle że za mniejsze pieniądze niż są warci. A są warci sporo. Jasne, Stal nie jest szerzej atrakcyjna, 1. liga też ma słabszą pozycję negocjacyjną niż ekstraklasa, lecz jak pokazał przykład Diaza – da się zarobić.
Wszyscy się przyglądają
Najwyżej wycenianym zawodnikiem Żurawi jest Michał Synoś, stoper z rocznika 2008, którym interesuje się nawet... Slavia Praga, ale też Górnik Zabrze i Piast Gliwice (Zub porównuje go do Jana Ziółkowskiego). Szymon Łyczko, skrzydłowy z rocznika 2006, przyciąga uwagę... wszystkich – Widzewa, Zagłębia Lubin, ŁKS-u, Polonii Warszawa czy Ruchu. Chorzowianie zerkają też na Szymona Kądziołkę, pomocnika z rocznika 2006, choć akurat w tym przypadku trudno mówić o realnym kroku do przodu. Kontrakty wszystkich tych piłkarzy wygasają po sezonie, a należy tu dodać jeszcze inne łakome kąski, na których rzeszowianie mogą nie zarobić – Karol Łysiak (defensywny pomocnik, 2004), Patryk Warczak (prawy obrońca, 2003), Junior (napastnik, 1999), Oliwier Sławiński (ofensywny pomocnik, 2005). Latem cała fala może opuścić Stal – i co wtedy? Trzeba będzie wyszkolić następnych... którzy już zbierają szlify pod okiem Zuba.
Piotr Tubacki
