Dobre rokowania
Rozmowa z Janem Suchem, byłym reprezentantem Polski oraz trenerem m.in. Resovii, Mostostalu Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębia Borynii
Fot. Asseco Resovia
Spodziewał się pan aż takiej dominacji naszej drużyny w turnieju finałowym?
- Byłem optymistą, ale powiem szczerze, że aż tak doskonałej gry się nie spodziewałem. W pierwszych turniejach Ligi Narodów, grając rezerwami, ogrywaliśmy rywali, ale w ostatnich zawodach w Gdańsku już tak dobrze nam nie szło. Nikola Grbić mocno mieszał i wydawało się, że przesadził. Okazało się jednak, że to była dobra taktyka. Wiedział, co robi i wręcz perfekcyjnie przygotował drużynę do głównego turnieju. W nim grał już jednak jedną szóstką z kosmetycznymi zmianami.
Kto pana pozytywnie zaskoczył?
- Grbić odnalazł i dał szansę Nowakowi, Graniecznemu, świetnie zaprezentował się Sasak... Trzeba też wspomnieć o rozgrywającym Komendzie. W świetniej formie jest również Kochanowski, obronił się też Popiwczak. Mocno go naciskał młody Granieczny, ale w meczach z Japonią, Brazylią i Włochami pokazał wielką klasę. To, jak dokładnie przyjmował potężne zagrywki rywali, naprawdę robiło wrażenie.
A negatywnie?
- Minusów nie dostrzegłem, no może poza Leonem w pierwszych meczach. Mam na myśli zerwane ataki, brak dynamiki... Mankamenty nadrabiał jednak w polu serwisowym. Finał z Włochami mnie uspokoił co do jego dyspozycji. Ten zawodnik znów był sobą i - jak cały zespół - zagrał wspaniale. Zrobił różnicę. Jak dawniej Mariusz Wlazły w decydujących momentach kończył najważniejsze akcje.
Patrząc na postawę Kewina Sasaka, można powiedzieć, że o obsadę pozycji atakującego nie musimy się już martwić. Trener Grbić znalazł następcę Bartosza Kurka?
- Muszę przyznać, że Sasak mnie zaskoczył. Jeszcze kilka lat temu mało kto go znał. Musiał wyjechać z kraju, by grać. Wrócił i w Bogdance LUK Lublin miał znakomity sezon, a w reprezentacji potwierdził swoje walory. Nie miał żadnego doświadczenia, a grał jak rutyniarz. Ma znakomite warunki. Jest wysoki i silny. Szybko się odnalazł i zaaklimatyzował w tej drużynie.
Już za miesiąc ruszają mistrzostwa świata. Forma naszej drużyny nie przyszła za szybko?
- Nie narzekałbym. Widać, że Grbić ma plan i konsekwentnie się go trzyma. Wyniki go bronią. Teraz pewnie zawodnikom odpuści, a potem ruszy z przygotowaniami do mundialu. Jedynym problemem jest to, że za dużo wyszkoliliśmy dobrych zawodników. Grbić ma spory ból głowy, kogo skreślić. Na środku ma do wyboru Nowaka, Jakubiszaka, Porębę, Kochanowskiego, a dojdzie jeszcze Huber. A przyjmujący... Z Włochami nie mógł wystąpić Fornal, więc wszedł Semeniuk i jeszcze poprawił naszą grę. To jednak nie wzięło się z niczego. Mamy wspaniały system szkolenia. Stworzony został 30 lat temu od powstania szkoły w Rzeszowie. Potem doszły kolejne, Szkolne Ośrodki Szkolenia i Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale dla chłopaków oraz w Szczyrku dla dziewcząt. To wszystko działa, o czym świadczą kolejne medale naszej młodzieży, jak ostatnie wicemistrzostwo świata 19-latków.
W mistrzostwach świata będzie medal?
- Mam taką nadzieję.. Mamy potencjał, jednak będzie bardzo trudno. Trzeba pamiętać, że w Lidze Narodów nasi rywale, a więc Japończycy, Brazylijczycy i Włosi, nie byli w najwyższej dyspozycji. Na Filipinach nie będą grać tak słabo, ale jestem optymistą. Po tym, co nasi zawodnicy pokazali w Ningbo, widać że rywale się ich boją.
Rozmawiał Michał Micor
