Długo na to czekali...

W pierwszych derbach Bielska-Białej na szczeblu centralnym Podbeskidzie podejmie Rekord. Ciekawie może być nie tylko na murawie, ale i na trybunach.

Tak prezentuje się plakat zapowiadający derby stolicy Podbeskidzia.

Nastroje w obu drużynach wydają się dalekie od ideału, a i kibice oczekiwali rozgrywania derbów w nieco lepszych okolicznościach. Tymczasem mające walczyć o szybki powrót na zaplecze ekstraklasy Podbeskidzie od początku sezonu mocno rozczarowuje i znajduje się tuż nad kreską oznaczającą grę w barażach o utrzymanie w 2. lidze. W 11 kolejkach zdobyło tylko 10 punktów (2 wygrane, 4 remisy, 5 porażek), co daje średnią poniżej punktu. Jeśli te wyniki zestawimy z budżetem na poziomie 8-9 mln złotych, który jest jednym z najwyższych w lidze, to powody do niezadowolenia wydają się oczywiste.

Poniżej możliwości zdaje się również prezentować Rekord, który przed startem sezonu przez wielu typowany był na najmocniejszego z beniaminków, nierzadko na „czarnego konia”, a prezes Janusz Szymura zapowiadał grę o coś więcej niż tylko utrzymanie. Tymczasem „Biało-zieloni” dopiero w ostatni weekend zdobyli pierwszy punkt przed własną publicznością i z dorobkiem 9 punktów balansują na granicy strefy barażowej oraz spadkowej. Znacznie lepiej spisują się w delegacjach, bo sięgnęli po dwa dotychczasowe zwycięstwa na szczeblu centralnym.

Dotychczas się mijali

W tym miejscu wspomnieć trzeba, że ligowy mecz Podbeskidzia z Rekordem będzie... pierwszą oficjalną konfrontacją obu ekip (nie włączając drużyn rezerw). Oba kluby powstały w połowie lat 90. i dotychczas ich drogi się mijały zarówno w rozgrywkach ligowych, jak i pucharowych. Spora liczba piłkarzy może pochwalić się występami w jednej i drugiej drużynie. W Podbeskidziu to Kacper Gach i Szymon Gołuch, a w zespole beniaminka weteran ligowych boisk Tomasz Nowak, Konrad Kareta, Zbigniew Wojciechowski, czy Wiktor Kaczorowski. Gospodarzem niedzielnego (15.00) meczu będzie Podbeskidzie, którego pracownicy marketingu zadbali o efektowną oprawę graficzną meczu. Na plakatach, w pozie znanej z bokserskich ringów, nazywanej „face to face”, spoglądają na siebie bramkarze Konrad Forenc i wspomniany Kaczorowski. W niedzielę przy Rychlińskiego spodziewanych jest co najmniej 4-5 tysięcy kibiców, a dwa sektory zajmą sympatycy drużyny z Cygańskiego Lasu. W zespole gospodarzy niepewny jest występ trenujących indywidualnie Daniela Dziwniela i Jaki Kolenca. - Przed nami święto futbolu w Bielsku-Białej. Wiemy, do jakiego meczu się przygotowujemy. Patrzymy jednak na niego jak na kolejny, w którym - na tle bardziej doświadczonego rywala - mamy szansę dobrze się zaprezentować. Jestem przekonany, że będzie to bardzo ciekawe widowisko - to już słowa Dariusza Klacza, trenera Rekordu.

Kibole zepsują święto?

Święto w Bielsku-Białej zakłócić będą chcieli kibole BKS-u Stali, którzy od kilku dni wykupują bilety obok sektora najzagorzalszych sympatyków Podbeskidzia. W piątek przed południem w Komendzie Miejskiej Policji odbyła się odprawa w związku ze spotkaniem, które nie jest klasyfikowane jako mecz podwyższonego ryzyka. Nieoficjalnie usłyszeliśmy, że policjanci operacyjni, zajmujący się zwalczaniem przestępczości wśród pseudokibiców, od dłuższego czasu mieli sygnały o planach kiboli Stali, ostrzegając kierownika ds. bezpieczeństwa Podbeskidzia. Na meczu może pojawić się nawet 200-250 kiboli BKS-u. - Policja ze swojej strony deklaruje współpracę z organizatorem imprezy masowej. Wykonujemy szereg działań operacyjnych, które zmierzają do zapewnienia bezpieczeństwa przed, w trakcie i po zakończeniu spotkania jego uczestnikom - zapewnia starszy sierżant Sławomir Kocur, oficer prasowy bielskiej policji. Wzmożona czujność i dodatkowe środki wokół obiektu z pewnością będą, bo dwa tygodnie temu po meczu z Zagłębiem Sosnowiec, doszło do „honorowego starcia” pseudokibiców Podbeskidzia i BKS-u. Takie informacje od kilku dni pojawiają się w miejscach, gdzie kibole „chwalą” się takimi sukcesami.

(gru)