Dlaczego Tomczyk musiał odejść?

To pytanie od niedzielnego wieczora zadają sobie piłkarscy kibice nie tylko pod Jasną Górą. Jak ustaliliśmy, na podjęcie tak radykalnych kroków w Rakowie zanosiło się od dawna.

Misja Łukasza Tomczyka w Częstochowie nie doczekała się happy endu... Fot. Grzegorz Misiak / PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

W klubie z Częstochowy ostateczną i nieodwołalną decyzję zawsze na końcu podejmuje właściciel Michał Świerczewski. Jednak rzadko kiedy czyni to bez szerszej dyskusji, analizy i konsultacji z najbliższymi współpracownikami. Zwolnienie Łukasza Tomczyka na zakończenie majówki może wyglądać na decyzję emocjonalną, dyktatorską i jednoosobową, ale po zajrzeniu za kulisy – sprawa jest bardziej złożona.

Piłkarskie Hollywood

Projektowi trenera Tomczyka w Rakowie od początku wszyscy bardzo mocno kibicowali. Trzeba byłoby zresztą być bezdusznym i pozbawionym empatii człowiekiem, by podchodzić do niego inaczej, bo była to jedna z tych romantycznych historii futbolu. Człowiek z bardzo trudną przeszłością, z domu dziecka, który swoim uporem i ciężką pracą piął się po kolejnych szczeblach kariery. Jeszcze pięć lat temu prowadził A-klasową Victorię Częstochowa, potem był asystentem w Resovii, analitykiem w GKS-ie Katowice. Szerzej, ale też jeszcze niespecjalnie szeroko dał się poznać dopiero w Polonii Bytom, z którą awansował do I ligi, a po rundzie jesiennej jako beniaminek zostawiał Królową Śląska na drugim, dającym bezpośredni awans do ekstraklasy, miejscu! Piękna historia, prawda?

Niedociągnięcia były

Rakowowi nie mógł odmówić, to była jedna z tych szans na milion. Szło mu raczej słabo, ale przed sobotnim finałem Pucharu Polski nikt w klubie nie zakładał, że następnego dnia dojdzie do pożegnania. Wcześniej były jednak rozmowy o tym, że ten projekt może się nie udać. Zastrzeżenia były co do doboru taktyki oraz zawodników na konkretne spotkania, ale to wydawało się do poprawienia i wypracowania. Największy problem stanowiło to, że trener, który nigdy wcześniej nie pracował w ekstraklasie, „bał się” szatni z Brautem Brunesem, Ivim Lopezem czy Zoranem Arseniciem. Zapanował w niej chaos i bałagan, nad którym 37-latek nie potrafił zapanować. W Rakowie już w grudniu, gdy okazało się, że Marek Papszun odejdzie do Legii, stanowiło to największą obawę zarówno osób zarządzających klubem, jak i kibiców. Jak się okazało – całkiem słusznie.

Sytuacja, w której piłkarze rządzą i wchodzą trenerowi na głowę, była nie do zaakceptowania, tym bardziej że Tomczyk w żaden sposób nie potrafił sobie z nią poradzić. Co jeszcze gorsze i ostatecznie przesądzające o rozstaniu na cztery mecze przed końcem sezonu, brakowało mu autorefleksji nad tym rozgardiaszem. Na uwagi zarządu albo nie chciał, albo nie potrafił zareagować. Bałagan w szatni miał być tak duży, że nie tylko właściciel miał dojść do ostatecznego wniosku, że długofalowo to nie może się udać.

Burza mózgów

W klubie po przegranym w fatalnym stylu finale Pucharu Polski (0:2 z Górnikiem, jeden celny strzał w meczu) zrobiono burzę mózgów. W Rakowie występ w europejskich pucharach jest bowiem traktowany absolutnie priorytetowo. Dodatkowo Częstochowianie nie chcą tym razem zaczynać od drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji, co będzie przysługiwać czwartej oraz (na 99,9 procent) piątej drużynie ekstraklasy. Celem jest trzecie miejsce, które przy wicemistrzostwie Polski dla Górnika Zabrze da trzecią rundę eliminacji Ligi Europy. Przy Limanowskiego po cichu wciąż wierzą, że realne jest jeszcze obronienie wicemistrzostwa i gra o Ligę Mistrzów.

Końcówka ligi dla Rakowa jest niezwykle dynamiczna. Możliwe, że gdyby pięć dni po piątkowym meczu z Koroną (8.05.) Raków nie grał arcyważnego meczu z Jagiellonią, Tomczyk zachowałby posadę do końca sezonu.

Kroczek tylko na chwilę?

Świerczewski był jednak zdeterminowany, żeby dać drużynie nowy impuls. Argumentem „za” było również posiadanie na kontrakcie w klubie Dawida Kroczka, który charakterologicznie jest przeciwieństwem Tomczyka i ma za zadanie „chwycić piłkarzy za pysk”. Opcja wzięcia kogoś „na szybko” z zewnątrz w ogóle nie była rozpatrywana. Kroczek został poinformowany o tym, że poprowadzi drużynę tylko do końca sezonu, ale – jak to często w piłce bywa – niczego w tym momencie nie można wykluczyć. Jeśli bowiem będzie w stanie odmienić drużynę, wygra wszystkie mecze i zajmie drugie miejsce, to może się okazać, że tymczasowa „fucha” stanie się dla niego stałym zajęciem.

W momencie zwolnienia pojawiła się oczywiście giełda nazwisk, kto miałby poprowadzić drużynę w nowym sezonie. Mariusz Misiura, Maciej Skorża czy Lubos Kozel najczęściej wymieniani są w dziennikarskich spekulacjach, ale w tym momencie żaden z nich nie jest blisko Częstochowy. Najbliżej? Na ten moment Dawid Szwarga, który niedawno był widziany jako gość treningu Legii Warszawa prowadzonej przez Marka Papszuna . Ten wariant w Częstochowie jednak już przerabiali...

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się