Dlaczego świat zobojętniał

MUCHA NIE SIADA, cotygodniowy felieton Tomasza Muchy

Mam świadomość naiwności tytułowego sformułowania (bez znaku zapytania), wszak doświadczenie obojętności świata na ludzką krzywdę – ale też na krzywdę czworonogów – jest powszechne i chyba odwieczne. I dotyka wielu z nas dwojako – i jako tych skrzywdzonych (poczucie, że jesteśmy ofiarami i nikt się naszym smutnym losem nie interesuje), i jako obserwatorów (wiem, że inni cierpią, pomagałem już, ale więcej nie mogę – w najlepszym przypadku, albo co mnie to obchodzi?! – w najgorszym).

Ta erozja imperatywu solidarności, empatii, współczucia i pomocy postępuje z czasem, który jest nieubłagany – bo czas znieczula, bo czas zobojętnia; na kolejne obrazki zbombardowanych bloków, płonących domostw, cierpiących dzieci, walających się szczątek ludzkich czy zwierzęcych. Dziś, ale też od wielu miesięcy, jesteśmy świadkami postępującego w tempie ekspresowym zobojętnienia i znieczulenia na krzywdę związaną z agresją Rosji na Ukrainę. Myślę, że nie musimy szukać daleko wokół siebie, by usłyszeć od sąsiadów czy na ulicy: A dobrze tym Ukraińcom! Ta wojna nas nie dotyczy!

Wpisują się w ten klimat ostatnie ruchy i decyzje światowych organizacji sportowych, które coraz bardziej nachalnie i coraz bardziej skutecznie dążą – po okresie banicji – do dopuszczenia Rosjan i Białorusinów do rywalizacji sportowej. Ostatnie dni przynoszą informacje wręcz gorszące.Jako pierwsza Międzynarodowa Federacja Judo (IJF) odwiesiła sportowców Rosji, umożliwiając im występy pod flagą narodową i wysłuchanie hymnu, bo – cytuję – „sport musi pozostać neutralny, niezależny i wolny od wpływów politycznych”, no i „historycznie Rosja była wiodącym krajem w światowym dżudo, a jej pełny powrót ma wzbogacić rywalizację na wszystkich poziomach, przy jednoczesnym przestrzeganiu (…) uczciwości i inkluzywności”. Już w piątek Ajub Blijew podczas turnieju Grand Slam w Abu Zabi odebrał złoty medal pod rosyjską flagą przy dźwiękach hymnu Rosji; on i jego rodacy rywalizowali z literami „RUS” na plecach. To pierwszy taki przypadek od czasu zbrojnej inwazji na Ukrainę w lutym 2022; do tej pory, od 2023 roku, Rosjanie startowali w ramach neutralnego statusu i pod warunkiem, że nie należeli do klubów wojskowych i policyjnych oraz nie deklarowali poparcia dla wojny na Ukrainie.

W tym tygodniu Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie (CAS) orzekł też na korzyść Rosjan i Białorusinów w ich sporze z Międzynarodową Federacją Narciarską i Snowboardową (FIS); w październiku CAS taki sam werdykt wydał w sporze dotyczącym saneczkarzy. To oznacza, że przed zawodnikami z tych krajów otwiera się szansa udziału w igrzyskach olimpijskich w Mediolanie-Cortinie d’Ampezzo.

Skalę nacisków, jakim podlegają przeciwnicy dopuszczenia Rosjan do sportowej rywalizacji, oddała w porażającej relacji Otylia Jędrzejczak podczas odbywających się właśnie w Lublinie mistrzostw Europy w pływaniu na krótkim basenie. Mistrzyni olimpijska z Aten (2004), a dziś prezeska Polskiego Związku Pływackiego, zasiada w zarządzie europejskiej federacji, gdzie – wygląda na to – jest ostatnim bastionem myślenia zdroworozsądkowego. Tylko jej obstrukcja w stosunku do zaleceń światowych władz pływackich i szantaż wręcz, że odwoła mistrzostwa (!), sprawiły, że Rosjanie i Białorusini nie zgłosili swoich zawodników. Ale już za chwilę w innej części Europy będą zapewne pluskać w basenie, może nawet obok Polaków czy Ukraińców. To samo dotyczy wszystkich innych federacji światowych, organizacji czy rozgrywek, włącznie z piłkarskimi, tenisowymi czy innymi, legalizowanie „idoli” pokroju hokeisty Owieczkina, zaprzyjaźnionego z Putinem.

Przyznam, że jestem zniesmaczony i oburzony światową hipokryzją i obojętnością, której przykład idzie z góry od egzaltowanego narcyza z Ameryki. Brzydzi mnie, jak decydenci sportu opakowują powrót Rosjan we wzniosłe hasła „o równym traktowaniu wszystkich, o braku dyskryminacji, zgodnie z Kartą Olimpijską i zasadami sportu”, o tym, że „sport jest ostatnim mostem, który łączy ludzi i narody w bardzo trudnych sytuacjach i środowiskach konfliktowych”. Mierzi mnie naiwne myślenie: przecież „sportowcy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za decyzje rządów ani innych instytucji państwowych, więc sport musi pozostać neutralny, niezależny i wolny od wpływów politycznych”…

Czyli przeciętny kibic sportu powinien rozumować tak: pomimo złamania wszelkich norm i traktatów międzynarodowych, pomimo bombardowania obiektów cywilnych, pomimo gwałtów, okrucieństw i morderstw na bezbronnej ludności obywatele państwa agresora powinni bawić się na igrzyskach wspólnie z obywatelami państwa zaatakowanego? Ci drudzy zaś, którzy w swoich rodzinach opłakują zabitych i doznali wielu krzywd od rosyjskich bandytów, mają teraz tę rękę bratersko uścisnąć? I może jeszcze zrobić misiaczka – w imię pokoju, fair play, równości i przyjaźni między narodami? I mają na podium wysłuchać hymnu agresora, patrzeć, jak Rosjanin cieszy się ze sportowego sukcesu, jak całuje rosyjską flagę? Aha… To nie są pytanie retoryczne, ale myślę, że widzicie, drodzy Czytelnicy, tu jakiś zgrzytliwy horror, mówiąc eufemistycznie… Ja tego nie akceptuję i zapowiadam bojkot.

Na tatami znowu pojawili się judocy z napisem „RUS” na plecach. Fot. IJF

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się