Dlaczego mamy nie wygrać z Holandią?
Rozmowa z Euzebiuszem Smolarkiem, wychowankiem Feyenoordu, byłym reprezentantem Polski (49/19) mieszkającym w Holandii, prezesem Polskiego Związku Piłkarzy
Dwie gwiazdy światowego formatu z opaskami, Virgil van Dijk i Robert Lewandowski, ponownie staną naprzeciw siebie w eliminacjach mistrzostw świata. Fot. Paweł Andrachiewicz/Press Focus
Po wrześniowym, zremisowanym 1:1 meczu w Rotterdamie holenderska prasa pisała o „kacu na De Kuip”, podkreślając, że Holendrzy zupełnie niepotrzebnie wypuścili zwycięstwo z rąk.
– Holendrzy mieli okazje, by wygrać to spotkanie, ale jak się nie strzela zwycięskiej bramki, to pretensje można mieć tylko do siebie.
Media mówiły o kacu, natomiast kapitan Pomarańczowych, Virgil van Dijk, uważał coś zupełnie przeciwnego: „Rozczarowanie? Nie, po prostu graliśmy z dobrym rywalem”.
– To był na pewno nasz sukces. Pokazał, że się nie boimy nawet tak silnej drużyny jak Holandia, i to grając na wyjeździe. Pokazał, że jak się wierzy w siebie do końca, to można coś dobrego osiągnąć. Teraz gramy u siebie i trzeba to wykorzystać.
To kurtuazyjna ocena, bo jednak przewaga Oranje w tym meczu nie podlegała dyskusji.
– Nie no, dobrze to wyglądało. Byłem na tym meczu. Oglądałem go na żywo, z bliska. Owszem, mieliśmy szczęście, to też trzeba sobie otwarcie powiedzieć, ale ta przewaga Holendrów nie była aż taka, że mogli wygrać pięć czy sześć do zera. Tak ten mecz na pewno nie wyglądał. Nowy trener Jan Urban bardzo fajnie i mądrze ustawił grę naszej reprezentacji. Chłopaki też chcieli pracować. Zadanie wykonaliśmy, więc idźmy dalej, nie oglądając się już za siebie.
Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
Ja jednak myślę, że Holendrzy poważnie szykują się do rewanżu. Na pewno będą się chcieli zemścić na ekipie Jana Urbana za zaskakujący remis w Rotterdamie.
– Do rewanżu przygotowują się na serio, ale absolutnie nie nazwałbym tego zemstą. Oni tak nie myślą, choć na pewno nikogo nie zlekceważą. Holendrzy, wspominając mecz w Rotterdamie, już wiedzą, że w Polsce tak łatwo nie będą mieli.
Co się mówi i pisze w Holandii o tym meczu?
– To jest Polska. To nie będzie spacerek. Polacy przecież dobrze grają w piłkę. Holendrzy mają tego świadomość, jak również tego, że mecz w Warszawie może już definitywnie przesądzić o ich awansie na mistrzostwa świata.
Dochodzą nas słuchy, że Holendrzy bardzo chcą wygrać w Warszawie, obawiając się powtórki z eliminacji EURO 1984, gdy Hiszpanie, by ich wyprzedzić w grupie, musieli wygrać jedenastoma bramkami z Maltą i... wygrali 12:1!
– To żart? Nie słyszałem, by ktoś serio coś takiego powiedział. Może jakieś mało poważne media tak się zabawiają dla podkręcenia atmosfery.
Uważa pan, że coś takiego dzisiaj nie może się zdarzyć?
– To jest niemożliwe. Bo jak? Holendrzy wychodzą na boisko i pytają się: to co, gramy na remis? Nie, nie... Polacy chcą wygrać, grają przecież u siebie, w stolicy, na Stadionie Narodowym. Holendrzy chcą wygrać, co normalne, bo z takim nastawieniem zawsze wychodzą na boisko. Aczkolwiek z jednej strony troszkę się boją, bo myślą tak jak ja, że w tym momencie Polska ma fajną drużynę, więc żeby wygrać, trzeba się będzie mocno o to postarać.
Tylko że choć geograficznie Holandia położona jest w depresji, to w kontekście wzajemnych piłkarskich kontaktów akurat Biało-czerwoni znajdują się na dnie. Wszak na zwycięstwo nad piłkarzami z krainy tulipanów i wiatraków czekamy już ponad 46 lat, nie wygrywając ostatnich 14 meczów!
– W piłce wszystko jest możliwe. A może teraz będzie nam dane wygrać z Holendrami? Przypomnę tylko ku pokrzepieniu serc, że z Portugalią też kiedyś nie potrafiliśmy wygrać.
Wygraliśmy, bo mieliśmy Ebiego w składzie!
– Ok, coś o tym wiem (śmiech). Z Holandią dawno nie wygraliśmy, to fakt, ale każdy mecz jest inny. Zapytam więc teraz ja: a niby dlaczego teraz mamy nie wygrać?
Tylko jakaś katastrofa mogłaby pozbawić Holendrów biletów na mundial, natomiast Polska na pewno znajdzie się wśród rozstawionych drużyn w barażach, jeśli w meczach z Holandią oraz Maltą zdobędzie co najmniej cztery punkty. Może więc jakiś remis...
– Kto na takie coś pójdzie przed meczem? O to właśnie chodzi, że chcąc zremisować, trzeba wyjść na boisko z myślą o zwycięstwie. To stara, sprawdzona prawda czy zasada.
Pytałem w kontekście tego, czy Ronald Koeman, mając w zanadrzu komfort tylu bramek na plus, nie pójdzie w meczu z Polską bardziej w kierunku sprawdzenia kilku młodych zawodników? No, chyba że po korzystnym wyniku u nas da szanse młodym dopiero z Litwą?
– O składzie zawsze decydują ostatnie, przedmeczowe treningi lub to, co prezentowało się co tydzień w swoich klubach, czyli jak wyglądało się w meczach ligowych, pucharowych. Oczywiście nie wiem, co zrodzi się w głowie selekcjonera Holandii. Natomiast znając dobrze trenera Koemana, wiem, że u niego nie ma znaczenia, czy ktoś jest młodszy, starszy, tylko w najważniejszych meczach zawsze stawia na najlepszych. Na tych w najlepszej formie.
No tak, o tym przekonuje fakt, że w składzie znalazł się m.in. Memphis Depay, który na zgrupowanie musiał przylecieć aż z Brazylii.
– To już nie są te czasy, że Oranje przyjadą do Polski z myślą: zrobimy, co trzeba, zagramy dobry mecz i wrócimy do Holandii. Dziś Holendrzy inaczej patrzą na Polaków niż kiedyś. I to dobrze dla nas.
Po zawirowaniach z poprzednimi selekcjonerami, konflikcie Probierza z Lewandowskim o opaskę kapitana, jak postrzega pan „nową” reprezentację Polski?
– Najważniejsza, zauważalna zmiana jest taka, że zawodnicy, a zwłaszcza ich głowy, znajdują się na boisku, a nie obok niego. Koncentrują się już tylko na meczach. Trener Urban dobrze to poukładał. Miałem kilka razy przyjemność rozmawiać z trenerem Urbanem, który wypowiadał się pozytywnie o związku. Widział wcześniej, jak to wszystko wokół kadry działało. Doskonale wiedział, że nie potrzebujemy tych wszystkich pozaboiskowych wydarzeń. Sam mieszkał wiele lat w Hiszpanii, więc patrzy na wiele rzeczy oczami Zachodu. To też, obok wielkiej fachowości, jest jego siłą.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
