Dlaczego Górnikowi się udało?
SPORT I PARAGRAFY - Robert Kiłdanowicz
Żyjemy w czasach, w których jesteśmy stale przebodźcowani; to efekt rewolucji cyfrowej, w przeciwieństwie do poprzednich czasów, w których panował raczej niedomiar informacyjny. Aktualnie człowiek musi filtrować dopływ kakofonii informacji niż ją zdobywać. Tym bardziej wartościowe w przestrzeni publicznej są wiarygodne źródła informacji, jakim jest w kontekście sportowym nasz „Sport”. Drugą znamienną cechą dzisiejszych mediów jest okoliczność, że do przestrzeni publicznej częściej przebija się negatywna informacja, że komuś coś się nie udało, albo ziściło się jakieś katastrofalne wydarzenie, niż pozytywna wiadomość o czyimś sukcesie, albo korzystnym przebiegu zdarzeń.
Dlatego też chciałbym poruszyć happyendową historię Górnika Zabrze, która jest klasycznym przykładem z „nieba do piekła i z powrotem na szczyt”. Bawiąc się nie tyle w futurologię, co w syntezę prognostyczną, należy już ogłosić miastu i światu, że największym wygranym aktualnego sezonu piłkarskiego w Polsce jest Górnik Zabrze SA. Żeby była pełna jasność - nie chodzi tylko o wynik sportowy, on też jest w klubie sportowym istotny, lecz pozostaje jedną ze składowych ogólnej, kompleksowej oceny. To opinia dotycząca całokształtu działań managementu klubu, aktywności gminy Zabrze, realizacji idei akwizycji większościowego pakietu akcji przez Lukasa Podolskiego, czy wreszcie pozytywnej roli wspólnoty kibicowskiej. Klub-pomnik poprzedniej, PRL-owskiej epoki przeżywał już historyczną zawieruchę w okresie po upadku reżimu komunistycznego w Polsce, dopływając do - mogło się wydawać - bezpiecznego portu Allianz. Dopływ pieniędzy do klubu paradoksalnie spowodował jego degrengoladę, bo - mówiąc w wielkim uproszczeniu - nie były one racjonalnie zarządzane.
Z opresji klub wyciągnęło miasto, przejmując bankruta i biorąc na siebie jego utrzymanie. „Wpompowało” w niego - według moich szacunków - około 1,5 miliarda złotych, utrzymując go na krawędzi funkcjonalnego istnienia. Dzisiaj - po przejściu okresu sanacyjnego, zaciskania pasa, organicznej pracy przez około 4 ostatnie lata, z których ostatni rok (sezon) to zwieńczenie tego procesu - klub święci triumfy. Co więcej, uważam, że to nie koniec jego rozwoju. Jeśli zrealizują się plany jego prywatyzacji przez Lukasa Podolskiego, a klub będzie zarządzany jak dotychczas, tj. racjonalnie, bez popełniania większych błędów, to Górnik powróci do czasów hegemonii w Polsce, jak miało to miejsce za czasów i wpływów ministra Jana Szlachty.
Jakie są ku temu przesłanki? Przede wszystkim tegoroczny sukces sportowy (zdobycie Pucharu Polski) to skutek, a nie przyczyna dobrze, a w stosunku do warunków, z którymi spółce przyszło się zmierzyć, bardzo dobrze funkcjonującego klubu. To, czy jest to ostatni laur aktualnego sezonu, nie zmieni mojej oceny, że Górnikowi się udało. Ta opinia to wypadkowa wielu złożonych czynników, w których - jak pisałem w moich trzech ostatnich felietonach - umiejętne zarządzanie klubem, tj. obszarem administracyjnym, organizacyjno-prawnym, ekonomicznym, jest zapleczem, a jednocześnie podstawą domeny sportowej. Jeśli jednak obszar sportowy w dłuższym okresie nie odnotowuje sukcesów, to wpływa destrukcyjnie na te podwaliny. Panaceum na optymalne zarządzanie klubem nie jest wcale jego prywatyzacja, czy prywatny właściciel, choć nieustannie twierdzę, że publiczny właściciel klubów profesjonalnych jest nienaturalną sytuacją w państwie demokratycznym, kapitalistycznym i docelowo wszystkie kluby profesjonalne jako spółki kapitałowe winne być w rękach niepublicznych, to jednak niezasobność portfela właściciela decyduje o sukcesie w zarządzaniu klubem; przykłady Widzewa, Legii, Pogoni czy Cracovii są, aż za nadto wymowne.
Co więc takiego budzi w Górniku moje uznanie, że z wysokim, bliskim pewności prawdopodobieństwem uważam, że mu się udało. Imponujący jest toczący się proces prywatyzacyjnych pertraktacji na linii miasto-przyszły większościowy właściciel. Zarówno prezydent Zabrza, jak i Lukas Podolski przeprowadzają ten proces krok po kroku, bez niepotrzebnych emocji i „dolewania oliwy do ognia”. Według mnie, grawituje to na pozostałe obszary kondycji klubu, bo z moich informacji wynika, że w tym roku klub może spłacić swoje nawet coroczne zadłużenie obligacyjne, a to oznacza, że wypracował poduszkę finansową. To laurka dla zarządu klubu, co ciekawe, od dłuższego czasu działającego bez prezesa, a to oznacza, że nie jest istotna symbolika i prestiż z tym związany, a bardziej kompetencje i realizowany zakres obowiązków.
Bezcenną wartością jest również sam Lukas Podolski i już nie jako zawodnik, lecz w istocie strażnik ładu korporacyjnego w klubie, wpływającego na prawidłowe i gospodarcze zarządzanie swoimi zasobami. Kolejnym wyróżniających elementem klubu jest wartość sztabu szkoleniowego i drużyny, którą ucieleśniają trener Michal Gasparik i dyrektor Łukasz Milik, a którego wzrost wartości w oczywisty sposób dowodzi progresji obszaru sportowego klubu, co bezpośrednio przekłada się na wynik sportowy. Do tego niezwykle ważnym i ze wszech miar pozytywnym wkładem w budowę wielkiego Górnika jest środowisko kibicowskie. Widać, że to prawdziwa wspólnota, która dodaje wartości, a nie sprawia kłopoty wizerunkowe, dyscyplinarne czy prawne. Na przykład wbrew kibicowskiemu zwyczajowi, podczas finału Pucharu Polski w Warszawie, nie urządzili racowiska, co w Polsce podczas imprezy masowej jest zabronione. Ktoś może powiedzieć, że to drobiazg, lecz ja uważam, że to kolejny dowód, że ta społeczność kibicowska w Zabrzu wzmacnia tożsamość klubu i zawodników w ich codziennej rywalizacji.
Wszystkie wymienione elementy tworzą swoisty efekt synergii i powodują, że 1+1+1+1+1 równa się 7 albo nawet 8. I to jest największe zwycięstwo społeczności Zabrza, co pozytywnie prognozuje przyszłość i przesądza, że Górnikowi już się udało.
_______________________________________
* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław
Wkrótce Lukas Podolski będzie nie tylko zawodnikiem, ale również strażnikiem ładu korporacyjnego w zabrzańskim klubie. Fot. Weronika Morciszek/PressFocus
