Diego Maradona lubi to!
To było starcie najlepszej defensywy ligi z najlepszą ofensywą. Wyszło na korzyść tej pierwszej.
Płocko-grecki bohater Kyriakos Savvidis zdobywa gola. Maksym Djaczuk (z lewej) nie był w stanie go powstrzymać. PAP/Marian Zubrzycki
Wisła Płock straciła dotąd najmniej goli (26), Lechia Gdańsk – zdobyła najwięcej (55). Niemniej gospodarze dość często nie potrafi „dowozić” dobrych wyników do końca: z 26 straconych goli w ostatnim kwadransie padło 9. Ostatni raz Wisła grała u siebie dokładnie miesiąc wcześniej i przegrała wysoko z Arką. Tym razem wszystko o czym tu wspominamy nie miało żadnego znaczenia.
Grecka fantazja
Tym razem przez pierwsze pół godziny niewiele się działo, ale w 30 minucie zdarzyło się coś, co wynagrodziło wcześniejszą nudę. Część trybun oniemiała z zachwytu, inna część wręcz przeciwnie: rozdarła się z całych sił. Był powód! Defensywny grecki pomocnik Kiriakos Savvidis przedarł się środkiem pola niczym… Diego Maradona. W pięknym stylu, brawurowo przedryblował czterech rywali i pewnie pokonał bramkarza. Zaskoczenie: to był pierwszy w ogóle strzał Greka w ekstraklasie, bo w poprzednich spotkaniach miał co innego do roboty!
Japoński spokój
Potem Wisła grała w ulubiony przez siebie sposób: czekanie i ostry pressing, czekanie i ostry pressing, czekanie i ostry pressing… Zasieki najczęściej dwupoziomowe były nie do przejścia przez Gdańszczan. Nafciarze czyhali na kontry, a goście musieli mieć w tyłach głów, że hasa tam Deni Jurić, najszybszy człowiek w ekstraklasie, potrafiący rozpędzić się do 36 km/h.
Gdańszczanie? Tym razem generalnie zagrali bezbarwnie. John Carver, trener Lechii, w porównaniu z poprzednim meczem nie dokonał żadnych zmian. – Nie myślmy o tabeli, myślmy o piłce – podkreślał wcześniej, ale tym razem nie przyniosło to efektu. Tomas Bobcek, współlider klasyfikacji strzelców, tym razem bez błysku, nie było okazji na poprawienie strzeleckiego dorobku Nie potwierdziło się tym razem także inne powiedzenie Johna Carvera: „Jeśli chcesz się dobrze bawić, musisz oglądać mecze Lechii”. Gospodarze potrafili przeczytać jej taktykę i umiejętnie zneutralizować zapędy. Im bliżej końca, Lechia oczywiście nakręcała tempo coraz bardziej, na wszystkie sposoby rosła jej przewaga w polu. ale celowniki gości były wyjątkowo rozregulowane. Już w doliczonym czasie mógł z bliska wyrównać Tomasz Neugenauer. Pomocnik uderzył z półwoleja, ale nie trafił w bramkę. Gdy ta poleciała wysoko, z wściekłością kopnął tylko w słupek płockiej bramki. Warto jeszcze dodać, że japońscy arbitrzy, zaproszeni do prowadzenia tego meczu, sędziowali bardzo dobrze. Jednocześnie główny był powściągliwy w rozpalaniu widowiska, kartki dawał, gdy musiał. To mogło się podobać!
(pacz)
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐
◼ Wisła Płock - Lechia Gdańsk 1:0 (1:0)
1:0 – Savvidis 30 min (bez asysty)
WISŁA: Leszczyński 6 – Haglind-Sangre 6, Kamiński 6, Mijusković 6 – Rogelj 6, Savvidis 8, W. Nowak 7, Pacheco 6 (74. Kun niesklas.), Gallapeni 5 (61. Lecoeuche 2) – Sekulski 5 (84. Pomorski niesklas.), Jurić 5 (74. Niarchos niesklas). Trener Mariusz MISIURA. Rezerwowi: Burek, Custović, Hiszpański, Djalo, Sarapata, Borowski, Bochno, Tavares.
LECHIA: Paulsen 5 – Wójtowicz 5, Djaczuk 5, Rodin 5, Vojtko 5 – Mena 5, Kapić 5 (81. Kurminowski niesklas.), Żelizko 4, Cirković 5 - Sezonienko 4 (62. Neugebauer 2), Bobcek 4. Trener John CARVER. Rezerwowi: Weirauch, Sarnawśkyj, Kłudka, Wjunnyk, Carenko, Głogowski, Kałahur, Bambecki, Mavraj
Sędziował Koki Nagamine (Japonia) - 9. Asystenci: Kohei Ando (Japonia) i Masaru Hasegawa (Japonia). Czas gry 95 min (47+48). Widzów 9522. Żółte kartki: Pacheco (25. faul), Niarchos (80. niesportowe zachowanie) – Djaczuk (77. faul), Żelizko (90+3. niesportowe zachowanie).
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| WISŁA | LECHIA | |
| 32 | posiadanie piłki | 68 |
| 9 | strzały celne | 16 |
| 5 | strzały niecelne | 14 |
| 4 | rzuty rożne | 13 |
| 1 | spalone | 3 |
| 10 | faule | 9 |
| 2 | żółte kartki | 2 |
| 0 | czerwone kartki | 0 |
