Dezaprobata dla głodnych

CZADOBLOG - Paweł Czado

Przejechałem się na mecz do Karwiny i... bardzo mi się podobało. Podobała mi się atmosfera bez zadęcia, podobało mi się, że oficjalny mecz państwowy mógł odbyć się na pięciotysięcznym, kameralnym, lecz zarazem wygodnym stadioniku. Pozytywne wrażenia sąjak talerz pełen pysznych knedli, mógłbym długo, ale jestem przekorny więc napiszę, co mi się... nie podobało. Tylko jedno! Piszę o tym, bo to znak czasów: chodzi o ludzkie zachowania na trybunach.

W teatrze, kiedy zaczyna się spektakl, drzwi są zamykane, a spóźnialscy są niemile widziani. Niemile widziani, bo przeszkadzają obecnym. Na stadionach piłkarskich, jak się okazuje - nie tylko w Polsce - nie ma, niestety, tego zwyczaju, a na nich problem też dotyczy przeszkadzania, choć ma nieco inny charakter. Otóż w Karwinie ludzie zaczęli wychodzić gromadnie po hot-dogi już po kwadransie! Mecz, trzeba przyznać, nie porażał przebiegiem. Rzędy z krzesełkami na stadionie są wąskie, było ciasno. Jeszcze przed zakończeniem połowy ludzie zaczęli z żarciem wracać i zwyczajnie przeszkadzali w odbiorze meczu. Jeden koleś zatrzymał się nawet przede mną z hot-dogiem, zasłaniając mi widok dokładnie w momencie, gdy Czesi zabierali się do wykonania karnego! Na ułamek sekundy zatkało mnie, widząc takie chamstwo, ale zaraz potem bez wyrzutów sumienia go zbeształem. Zobaczyłem więc… pudło, zdążyłem je uwiecznić.

Żeby było jasne: nie mam nic przeciwko hot-dogom i parówkom. Każdy je, co uważa, jego sprawa. Wprowadziłbym jednak zakaz. Nie, nie zakaz jedzenia na trybunach. Raczej zakaz wnoszenia jedzenia kupionego w kioskach gastronomicznych w trakcie trwania meczu. Kupiłeś na tyle wcześnie, żeby wnieść je przed meczem lub w przerwie? Nie ma sprawy. Tu nie chodzi więc o jedzenie, ale o spóźnienie wymuszone chęcią jedzenia, czyli  nieszanowanie innych uczestników widowiska - tych, którzy chcą oglądać mecz, zapłacili bilety, w których cenie nie ma ciągłego podnoszenia się, ustępowania pola, czy znienacka zasłanianego widoku przez parówkożerców. 

Zdaje sobie sprawę, że na stadionach nikt z tym jednak nigdy nie będzie walczył, bo tacy ludzie to przecież dodatkowy, godziwy zapewne, zarobek. To ich egoistyczna mentalność musi się zmienić, żeby zmieniło się wszystko. A to oznacza, że już do końca naszych dni będziemy na stadionach użerali się z parówkożercami.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się