Detale do poprawy
Myślałem, że niektóre zwycięstwa przyjdą łatwiej, ale wykonaliśmy dobrą pracę i możemy być zadowoleni – tak trener Biało-czerwonych, Nikola Grbić, ocenił turniej w Gliwicach.
Forma Polaków nie jest jeszcze na najwyższym poziomie, ale wygrywają. Fot. PAP/Art Service
Polacy w Gliwicach odnieśli komplet zwycięstw. Pokonali kolejno Belgię, Turcję, Niemcy oraz Argentynę i choć mierzyli się z ekipami, które do światowych potęg nie należą, łatwo wcale nie było. Dwa pierwsze spotkania rozstrzygnęli w tie-breakach, a w ostatnim starciu, z Argentyną, pierwszego seta wygrali 50:48 i… przeszli do historii Ligi Narodów - trwał aż 59 minut i był to najdłuższy set od powstania tych rozgrywek. Imponująco wyglądał też dorobek zawodników. Wilfredo Leon tylko w tej odsłonie wywalczył 15 punktów. – To było coś niesamowitego. Nigdy nie grałem w tak długim secie. Był wyczerpujący, ale stał na wysokim poziomie. Jedna i druga drużyna ryzykowały na zagrywce, kończyły dużo ataków. Była to męska gra - tłumaczył Marcin Komenda, rozgrywający naszej drużyny.
Szkoleniowiec Polaków, Nikola Grbić, choć jego podopieczni są jeszcze daleko od wysokiej formy, był zadowolony z ich postawy. - Każdy mecz podoba mi się jeśli wygrywamy. Dotychczasowe turnieje, nie tylko pierwszy w Chinach, ale również i w Gliwicach, okazały się dla nas cenną lekcją. Mieliśmy dużo okazji, by zobaczyć co musimy poprawić. Nie są to duże rzeczy, nie musimy zmieniać np. systemu. Musimy wyczuwać, kiedy jest potrzebne ryzyko, kiedy wystawa musi być precyzyjna, podczas ataku wiedzieć kto jest w bloku… Jak mówię którą opcję mamy zagrać, to mamy ją wykonać. To moje ryzyko i moja odpowiedzialność czy to dobre rozwiązanie, czy nie, więc nie ma co kombinować. To są małe rzeczy, ale decydujące o wyniku – wyjaśnił Serb.
Grbić zwrócił też uwagę, że nie wszyscy zawodnicy – i bardzo dobrze – nie są w optymalnej formie i potrzebują czasu, by zacząć lepiej funkcjonować. W Gliwicach po raz pierwszy w sezonie w kadrze zagrali choćby Wilfredo Leon, Kewin Sasak i Jakub Popiwczak. Komendzie też przydadzą się jeszcze treningi, bo w wielu wypadkach brakowało mu dokładności. Nie zawsze też dokonywał dobrych wyborów. - Pamiętajmy, że Wilfredo i Kewin wrócili po prawie dwumiesięcznej przerwie. Potrzebują czasu, by lepiej czuć się na boisku. To samo Marcin Komenda. Musi się zgrać z zawodnikami, ale będą lepsi gdy ich będziemy najbardziej potrzebowali – zapewnił Grbić.
Wielką formą błysną Bartłomiej Bołądź. Jest szykowany na pierwszego atakującego i pokazał, że ma potencjał, by zastąpić Bartosza Kurka, naszego w ostatnich latach lidera w ataku. W Gliwicach Bołądź „wykręcał” niesamowite statystyki. Przeciwko Argentyńczykom i Niemcom atakował z ponad 70-procentową skutecznością!
- Mam nadzieję, że może być jeszcze lepszy. Nie tylko atakuje, ale też broni. Z Turcją zmienił mecz swoją obroną. Może natomiast być lepszy w bloku, czasami na wysokiej piłce atakuje w środek boiska, a nie szuka kierunku – zauważył Grbić.
Kolejny turniej Polacy rozegrają dopiero za dwa tygodnie, więc po zawodach w Gliwicach dostali kilka dni wolnego. W Spale spotkają się w środę. Będzie to już mniejsza grupa, bo 16-osobowa.
Dodajmy, że Polacy po ostatnich wygranych są bardzo blisko awansu do turnieju finałowego. Powinni sobie to zapewnić w Chicago (15-19 lipca), choć znów o punkty łatwo nie będzie, bo ich rywalami będą Bułgaria, Brazylia, Francja i USA.
(mic)
