Demonstracja siły
Raków nie dał szans RapidowI. Wygrywając 4:1 praktycznie zapewnił sobie grę w pucharach na wiosnę.
Częstochowianie zagrali z Rapidem koncertowo. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
LIGA KONFERENCJI
Przed meczem dużo więcej niż o rywalizacji z wiedeńczykami mówiło się o Marku Papszunie i jego wystąpieniu na przedmeczowej konferencji prasowej. Wprost i bez żadnej kurtuazji wyznał, że chce odejść do Legii. Wypowiedź szkoleniowca, który rozpoczął pracę w Częstochowie w kwietniu 2016 roku, wywołała w klubie konsternację. Najważniejsze osoby, na czele z jego właścicielem Michałem Świerczewskim, oraz kibice poczuli się zdradzeni, niektórzy domagali się wręcz natychmiastowego odsunięcia Papszuna od prowadzenia pierwszej drużyny. Fani w Sosnowcu powitali go transparentem: „Raków podał ci rękę, jak sprawdzałeś klasówki, a ty jak Judasz chcesz się sprzedać za złotówki”.
Opcja atomowa
Trudno wyrokować, jaką dalszą reakcję spowoduje u właściciela Rakowa zachowanie Papszuna, ale o jednym wiedzą wszyscy w Częstochowie – Michał Świerczewski wyjątkowo nienawidzi sytuacji, w której ktoś presją próbuje coś na nim wymusić. Swoisty „coming out” Papszuna, być może motywowany podpowiedziami Legii, można było odczytać jako skrajne działanie pressingowe, dlatego… spodziewać należy się wszystkiego, łącznie z uruchomieniem „opcji atomowej”, czyli zablokowaniem możliwości przejścia do stolicy aż do czerwca przyszłego roku.
Najpierw jednak trzeba było się skupić na meczu. Wygrana z Austriakami była potrzebna wszystkim: klubowi, bo praktycznie zapewniała grę również wiosną w Lidze Konferencji; piłkarzom, bo mogli udowodnić, że potrafią się skonsolidować bez względu na powstałe zamieszanie; i Papszunowi. Ba; jemu może nawet najbardziej, bo trzy punkty mogły choć w jakimś stopniu złagodzić napięcie i pozwolić na powrót do rozmów o możliwie polubownym zamknięciu sprawy.
Dyktowanie VARunków
Trener nie eksperymentował ze składem, postawił na najpewniejszych w tym momencie zawodników. Raków zaczął z dużym animuszem, od początku dyktując warunki gry i zdecydowanie częściej przebywał na połowie przeciwnika. Otwarcie wyniku nastąpiło przed upływem pół godziny. W 23 minucie Patryk Makuch padł w polu karnym, powalony przez Ange Ahoussoua. Sędzia w pierwszym odruchu pokazał, że przewinienia nie było i kazał grać dalej. Po chwili został jednak wezwany do monitora VAR. Po obejrzeniu zdarzenia nie miał już wątpliwości – jedenastka dla Rakowa, którą pewnie zamienił na gola Jonatan Brunes.
Hat-trick i trzy pomyłki
Jeszcze przed przerwą częstochowianie ukłuli Austriaków po raz drugi. Lamine Diaby-Fadiga dostał tak dobre podanie od Brunesa, że mógł zapytać bramkarza, w który róg uderzać. Warto podkreślić bardzo dobre zgranie głową do Norwega przy samej linii od Makucha, które zapoczątkowało całą akcję.
Na początku drugiej części nadzieje na odwrócenie losów rywalizacji wybił gościom Diaby-Fadiga, który potrzebował dwóch minut, aby mieć skompletowanego hat-tricka! Od 53 minuty piłkarze Rapidu myśleli już tylko o tym, aby w Sosnowcu się nie skompromitować.
W końcówce częstochowianie nieco poluzował szyki obronne i kwadrans przed końcem honorowe trafienie dla gości zdobył Janis Antiste. To podrażniło gospodarzy. Mogli podwyższyć prowadzenie. Doskonałe okazje zmarnowali: Makuch, Ivi Lopez oraz Peter Barath. W końcówce szansę występu po raz pierwszy od 2 października i meczu z Craiovą w LK otrzymał Bogdan Mircetić.
Trener nie zrozumiał
Częstochowianie niemalże od pierwszej do ostatniej minuty grali walecznie, agresywnie i skutecznie, sprawiając wrażenie, jakby całe zamieszanie z trenerem nie miało na nich wpływu. Rapid z kolei był całkowicie bezradny i nie wystawił najlepszego świadectwa austriackiej Bundeslidze. Ostatnie miejsce w tabeli Ligi Konferencji okazało się nieprzypadkowe. Wiedeńczycy wizyt w Polsce w ogóle nie będą w tym sezonie wspominać zbyt dobrze. To już ich druga porażka w stosunku 1:4. Na inaugurację fazy ligowej trzema golami ulegli również Lechowi Poznań. – Polska liga w tej chwili pokazuje naprawdę wysoką jakość, Raków zrobił na nas bardzo dobre wrażenie. My z kolei nie zagraliśmy tego, co zakładaliśmy. Ułatwiliśmy rywalom wygraną, a oni wykorzystali nasze błędy bezlitośnie. Nie do końca jest dla mnie zrozumiałe, jak zagraliśmy w tym meczu – przyznał trener Peter Stoger, dla którego była to czwarta porażka z rzędu w Lidze Konferencji.
„Wiem co robię i co mówię”
Częstochowianie w niedzielę (30.11) zagrają o ligowe punkty w Gdyni. Po tak dobrym meczu na pomeczowej konferencji zapytaliśmy szkoleniowca, czy bierze pod uwagę zmianę swojej deklaracji i czy byłby w stanie rozważyć pozostanie w klubie. – U mnie nic się nie zmieniło. Nie powiedziałem, że odchodzę, tylko żebym chciał, a to duża różnica. Z Rakowem na razie wiąże mnie kontrakt. Nie robię nic przeciwko Rakowowi. To, że mogę czegoś chcieć, to nie jest nic złego. Nie czuję się nieetycznie, mam duże wartości w życiu; wiem, co robię i co mówię. Chciałem być szczery, transparentny i uczciwy – odpowiedział Marek Papszun .
Mariusz Rajek
◼ Raków Częstochowa – Rapid Wiedeń 4:1 (2:0)
1:0 – Brunes, 26 min (karny), 2:0 – Diaby-Fadiga, 40 min, 3:0 – Diaby-Fadiga, 51 min, 4:0 – Diaby-Fadiga, 53 min, 4:1 – Antiste, 75 min
RAKÓW: Zych – Tudor (46. Konstantopoulos), Racovitan, Svarnas – Ameyaw, Barath, Repka (87. Mircetić), Amorim (61. Bulat) – Diaby-Fadiga (61. Pieńko), Makuch – Brunes (75. Lopez). Trener Marek PAPSZUN.
RAPID: Gartler – Furkan Demir (81. Roka), Ahoussou, Cvetković (81. Groller), Horn – Gulliksen (66. Schaub), Amane, Ndzie (66. Seidl), Auer – Antiset, Kara (66. Wurmbrand). Trener Peter STOGER.
Sędziował Duje Strukan (Chorwacja). Widzów 8457. Żółte kartki: Makuch - Schaub
