Daleko tak nie zajedziemy
Rozmowa z byłym piłkarzem Ruchu Chorzów, Górnika Zabrze, Odry Wodzisław, dwukrotnym reprezentantem Polski, obecnie prezesem i trenerem MKS MOSiR Czerwionka-Leszczyny.
Wszyscy mają nadzieję, że derby Górnika z Piastem będą dobrym widowiskiem. Na zdjęciu Quentin Boisgard (nr 17) i Josema. Fot. Marcin Bulanda/Pressfocus.pl
NA KOLEJKĘ ZAPRASZA SŁAWOMIR PALUCH
Z naszej, śląskiej perspektywy na czoło pierwszej kolejki po Nowym Roku wysuwają się derby Górnika z Piastem. Kto jest faworytem - walczący o czołowe lokaty Górnik czy będący z tyłu Piast?
- Może inaczej: powiem jak ja chciałbym, żeby to spotkanie wyglądało. Chciałbym, żeby to był faktycznie taki derbowy mecz, zacięty, męska gra, ale fair. Oczywiście żeby tak było i na boisku, i na trybunach. A w ostatnich pojedynkach tych drużyn... różnie z tym bywało.
Dużo kartek, upomnień, złośliwości, wyzwisk…
- Nie chcę tego głośno mówić, ale chciałbym, żeby po tym spotkaniu wszyscy mówili, że... toooo był mecz! Żeby wszyscy skupiali się nie na tym, co niezwiązane z grą, a żeby mówiło się o widowisku; o tym, co widzieliśmy na murawie, że to były prawdziwe derby. Żeby wydarzenia boiskowe zdominowało wszystko inne.
Górnik jest wiceliderem ekstraklasy, po raz ostatni na podium był w 1994 roku. Jest szansa, że ponownie będzie w czołówce?
- Sam trafiłem do Zabrza w 1994 roku, choć nie grałem wtedy, ponieważ miałem kontuzję. Było to tuż po tym wyniku, bo byłem w kadrze w sezonie 1994/95. Co do obecnej sytuacji, to myślę, że nikt się nie spodziewał takich dobrych rezultatów. Gdy patrzy się teraz na tabelę i widzi, że pomiędzy pierwszym a ostatnim miejscem jest ledwie jedenaście punktów różnicy, to dochodzę do wniosku, że chyba nigdy tak nie było. Poza tym Górnik w ostatnich kolejkach 2025 roku nie bardzo sobie radził. To pokazuje, że może być różnie. Na pewno fajnie, że nasza górnośląska drużyna jest wiceliderem; dobrze byłoby, żeby tak zostało, żeby był sukces, ale trzeba mieć świadomość, że runda wiosenna zawsze jest trudniejsza.
Wydaje się, że w wyjściowym składzie Górnika będzie trzech Polaków, a w Piaście może być pod tym względem tylko trochę lepiej. Odwołując się do pana ligowego doświadczenia, jak ocenić wzrastającą liczbę obcokrajowców w naszych drużynach?
- Zmieniły się czasy, jest inne podejście klubów, bardziej biznesowe. Dla mnie, jako trenera młodzieży, nie jest to dobra sytuacja, że mamy coraz mniej zawodników. Widzimy, że w zespołach nierzadko jest jeden czy dwóch naszych graczy, czasem w ogóle. Jak tak to dalej będzie wyglądało, to nasza piłka daleko nie zajedzie. Jeżeli nasi zawodnicy nie są w stanie grać nawet na swoim podwórku, to czego potem oczekiwać w reprezentacji? Jest to duży problem i nie wiem, czym jest spowodowany. Nie powinno tak być!
Pierwszy w tym roku mecz to starcie Zagłębia Lubin z GieKSą, akurat te dwa kluby mają w drużynach najwięcej Polaków, bo ponad 70 procent. Z jednej strony Leszek Ojrzyński, z drugiej Rafał Górak, czyli polscy trenerzy.
- Akademia Zagłębia ma swoją renomę, choć też posiłkują się tam transferami. W GKS-ie Rafał robi fajną robotę, kilkanaście byłem z nim na trenerskim kursie, robiąc trenera II klasy w Katowicach. Rafał miał zawsze takie zdroworozsądkowe podejście do piłki. Dobrze, że stawia na naszych ludzi; pokazuje, że można grać swoimi zawodnikami. Okej, miejsce GKS-u nie jest może wysokie, to strefa spadkowa, ale wierzę, że się wykaraskają i będą znacznie wyżej.
Co obecnie słychać u Sławomira Palucha? Dalej prowadzi pan w Czerwionce rocznik 2012?
- Zrobiłem sobie krótki odpoczynek od trenerki, bo po 20 latach jest zmęczenie materiału i człowiek chciałby mieć jakiś weekend wolny. W klubie oczywiście dalej działam.
Nie tylko klub, bo od 2024 roku jest pan też radnym w Czerwionce-Leszczynach.
- To też absorbuje czas i spowodowało, że na razie nie prowadzę żadnego z roczników. Co do pracy w samorządzie, to moja pierwsza kadencja, ale mam styczność z wszystkim od 18-19 lat. Wiem, z czym się to je, ale teraz, będąc po stronie radnego, człowiek od środka widzi, jak to wygląda, jakie są sprawy, jakie problemy. Świadomie podjąłem się tego i walczę.
A powiedzmy, że pojawiłaby się propozycja pracy w zawodowym klubie... Zdecydowałby się pan?
- Nie. Świadomie uciekałem od piłki, mając też doświadczenie, jak wyglądało moje rozstanie z profesjonalnym futbolem. Było zniechęcenie do tej całej otoczki. Może były inne czasy, inni ludzie... Trudno powiedzieć. Świadomie nie robiłem uprawnień, żeby prowadzić zespoły w wyższych klasach, nie chciałem tego. W Czerwionce-Leszczynach mamy co robić. Nasza Akademia funkcjonuje od lat, mamy swoją markę i cieszę się, że nasi chłopcy są zapraszani do większych klubów, bo na tym to polega. A co potem z tego wyniknie, to już wypadkowa wielu innych rzeczy.
Rozmawiał Michał Zichlarz
Sławomir Paluch ma za sobą bogatą ligową karierę. Fot. Michał Zichlarz
