Dać przeszłości umrzeć

Bogdan Nather

Nigdy nie ingerowałem w wybory personalne dokonywane przez trenerów klubowych bądź selekcjonerów reprezentacji narodowych. Innymi słowy, nie skreślam na starcie piłkarzy, którzy wychodzą na boisko w podstawowym składzie, jednakże ocena postawy wybrańców szkoleniowców post factum to już moje zbójeckie prawo jako kibica, a przede wszystkim dziennikarza. Jestem zatem bardzo ciekawy, na jaki wariant gry zdecyduje się w Porto selekcjoner Biało-czerwonych Michał Probierz i jakich wykonawców dobierze, by z piątkowej konfrontacji jego drużyna wyszła z twarzą. A być może nawet została sprawcą niespodzianki dużego kalibru.

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego nasz selekcjoner z uporem maniaka trzyma się wariantu gry z trzema stoperami i dwoma wahadłowymi. Zapewne się powtarzam, ale przypomnę jeszcze raz – aktualny mistrz i wicemistrz Europy (Hiszpania i Anglia) sięgnęły po laury, grając czwórką defensorów. Dlaczego zatem boimy się pójść ich tropem?

We wczorajszym „Sporcie” ukazał się bardzo ciekawy artykuł mojego redakcyjnego kolegi Piotra Tubackiego, który rozłożył na czynniki pierwsze wszystkich środkowych obrońców, którzy mogliby uzurpować sobie prawo do występów w drużynie narodowej. Wnioski płynące z lektury tego tekstu plus wywiady z ekspertami (trenerami, byłymi piłkarzami itp.) nie pozostawiają żadnych wątpliwości i złudzeń, że właśnie ta formacja jest najsłabszym ogniwem naszej reprezentacji. I żaden adwokat, który podjąłby się obrony któregokolwiek z tych piłkarzy, nie miałby szans na wywalczenie korzystnego wyroku dla swojego klienta. Oczywiście, szanuję prawo każdego, bez wyjątku, do wyrażania odmiennych opinii, lecz niekoniecznie muszę się z nimi zgadzać. Z drugiej strony wiem doskonale („lata pracy w terenie”), że prawda ma tyle twarzy, że kłamstwo nie jest potrzebne.

Czy nasz blok defensywny w konfrontacji z napastnikami i ofensywnymi pomocnikami naprawdę stoi na straconej pozycji? Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus

Dzisiaj chętnie obejrzałbym mecz z Portugalią, w którym Michał Probierz postawi na czterech defensorów – dwóch stoperów oraz klasycznego lewego i prawego obrońcę. W tym układzie liczyłbym na debiut 18-letniego defensora Lecha Poznań, Michała Gurgula, bo gdzie i kiedy ma zbierać doświadczenie, jeżeli nie w tym momencie? Selekcjoner Biało-czerwonych wielokrotnie podejmował ryzyko, więc dlaczego teraz miałby się wzbraniać przed daniem szansy utalentowanemu i robiącemu systematyczne postępy obrońcy lidera ekstraklasy? By sprowokować, oczywiście nie w dosłownym sensie, selekcjonera Probierza, pozwolę sobie powiedzieć mu prosto w twarz: „Jeżeli boisz się wilków, nie wchodź do lasu”. To bardziej oryginalne niż: „Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana”.

Mimo przeciwności losu (kontuzje Roberta Lewandowskiego i Przemysława Frankowskiego) w piątek przed godziną 23 liczę na pomyślne wieści z Portugalii. Pobożne życzenie? Być może, ale czym byłby futbol, gdyby nie rozstrzygnięcia z pozoru niemożliwe, stojące w sprzeczności z logiką i zdrowym rozsądkiem? Niektórzy moi koledzy – bynajmniej nie z redakcji „Sportu” – mawiają, że przy mnie wścibscy paparazzi przypominają chłopców z chóru kościelnego. Żeby dać im argumenty do ręki, apeluję do selekcjonera naszej reprezentacji: daj przeszłości umrzeć (to o grze trójką stoperów), zabij ją, jeżeli trzeba, bo tylko tak możesz wypełnić swoje przeznaczenie.

Bogdan Nather