Czy Maja znów będzie oszustką

Sensacyjna finalistka French Open zainauguruje występy polskich singlistów w Wimbledonie – w samo południe jej rywalką będzie kwalifikantka z Tajlandii Mananchaya Sawangkaew.

Czy gra Mai Chwalińskiej w Londynie przysporzy polskim kibicom wzruszeń podobnych do tych z kortów Rolanda Garrosa? Fot. PSNEWZ/SIPA/PressFocus

Od 6 czerwca Maja Chwalińska nie rozegrała żadnego meczu – w tamtą pamiętną sobotę przegrała na czerwonej mączce finał French Open z Mirrą Andriejewą. Zamiast tego zderzyła się w kraju z „Majomanią” i udała się na wakacje na Krecie. W poniedziałek w samo południe czasu w Polsce bohaterkę z Paryża znów zobaczymy w akcji – w zielonym anturażu wielkoszlemowego Wimbledonu zmierzy się w pierwszej rundzie z Mananchayą Sawangkaew z Tajlandii, która do drabinki głównej przedostała się z kwalifikacji. Tak jak 24-letnia Polka w Paryżu.

Chwalińska została wówczas pierwszą w tzw. open erze tenisistką, która rozpoczęła udział w turnieju na kortach Rolanda Garros w eliminacjach i dotarła do finału. Jej wyniki i styl gry zrobiły furorę, co odczuła jeszcze we Francji, ale i po powrocie do ojczyzny.

- Kiedy przyleciałam do Warszawy, na lotnisku było mnóstwo ludzi. Kolejne dni były szalone. Czułam się trochę jak oszustka, miałam wrażenie, że na to nie zasługuję. Ludzie, przecież to był jeden turniej... - mówiła na konferencji prasowej w Londynie.

Nie jestem boginią...

Tak właśnie odniosła się do pytania o „syndrom oszustki”, czyli przypadłość osób, które uważają, że nie zasługują na swój sukces i umniejszają jego znaczenie.

- Z jednej strony, oczywiście, bardzo to doceniam. To wspaniałe, poczuć miłość i docenienie od ludzi. Ale z drugiej, przecież to tylko tenis. Nie jestem boginią, ani nic z tych rzeczy, jestem zwykłym człowiekiem – podkreśliła Chwalińska po angielsku: „just human being”.

Tenisistka z Dąbrowy Górniczej w Londynie jest już od tygodnia. W turnieju jest rozstawiona (z numerem 20.) i ma prawo korzystać z obiektów zarezerwowanych dla zawodniczek z tym statusem, ale nie robi tego, bo „te zwykłe są bardzo ładne”. - Fakt, że jestem rozstawiona, niczego nie zmienia. Każda zawodniczka tutaj jest bardzo groźna - oceniła Chwalińska.

W Wimbledonie wystartuje po raz drugi. W 2022 roku wygrała tam jeden mecz – z Czeszką Kateriną Siniakovą - i była to jej jedyna wielkoszlemowa wygrana aż do tegorocznego French Open, gdy zrobiło się o niej głośno. Po Paryżu zyskała nie tylko większą popularność, ale i kolejnych sponsorów. - Ale moja rutyna, moje priorytety się nie zmieniły. Owszem, jest więcej uwagi, ale moje priorytety są jasne – zapewniła.

Polski sparing

W piątek podopieczna czeskiego trenera Jaroslava Machovsky'ego rozegrała sparing podczas pokazowej imprezy The Boodles Tennis. Impreza miała charakter zamknięty, nie było transmisji, mogły ją śledzić wyłącznie osoby zgromadzone na trybunach.

Po dwóch partiach na tablicy wyników widniał rezultat 1-1 w setach, w związku z czym rozegrano super tie-breaka. Ostatecznie zwyciężyła Linette 6:3, 3:6, 10-6.

- To dla mnie zdecydowanie bardzo duże wyzwanie po Roland Garros, żeby się zresetować i to na zupełnie innej nawierzchni. Muszę się dostosować, żeby zagrać mój najlepszy tenis. Dam z siebie wszystko i skupię się na swojej grze – zapowiedziała w rozmowie z organizatorami.

Będzie wyzwanie

Czego spodziewać się po pierwszej rywalce? O niespełna rok młodsza Mananchaya Sawangkaew – w lipcu skończy 24 lata - aktualnie jest 164. w rankingu. To dopiero jej drugi występ wielkoszlemowy – w styczniu odpadła w 1. rundzie Australian Open.

Potem dwukrotnie mierzyła się z Polkami - w marcu w Chinach gładko przegrała na kortach twardych z Martyną Kubką, ale na początku czerwca pokonała w imprezie rangi 125 koleżankę klubową Chwalińskiej z BKT Advantage Lindę Klimovicovą. Dlatego należy przyjąć za pewnik, że sztab Mai taktycznie dobrze rozpracował rywalkę. Polka co prawda nie zagrała oficjalnie w tym roku na trawie, ale ta w Roehampton, gdzie odbywają się kwalifikacje i w których grała Tajka, też rożni się od tej wimbledońskiej...

- Mananchaya zagrała już w Londynie trzy mecze, do tego też kilka innych turniejów na trawie, więc jest już przyzwyczajona do tej nawierzchni. Dla mnie to będzie wyzwanie, bowiem zagram dopiero swój pierwszy, a w zasadzie to drugi mecz, biorąc pod uwagę ten z Magdą. Będzie ciężko. Spodziewam się trudnego spotkania i wiem, że muszę w nim pokazać swoją najlepszą grę – dodała finalistka Rolanda Garrosa.

(ToM)

Debelek z Igą?

- Ten debel twój, z Austriaczką tutaj, to jest taka chęć... a może zagram z Igą na igrzyskach w Los Angeles debelka? - zagadnął Chwalińską reporter Polsatu Sport Tomasz Lorek.

- Nie myślałam o tym kompletnie, ale zobaczymy, co będzie. Myślę, że mogłybyśmy stworzyć dobrą parę. Natomiast tak jak mówię - nie myślałam o tym jeszcze. Myślę, że Iga też nie. Na razie jest jeszcze dużo, dużo czasu przed igrzyskami – odparła Maja.

Świątek z Chwalińską grały w finale debla juniorskiego Australian Open 2017, były też mistrzyniami Europy w deblu wśród młodzików i kadetów w latach 2015-16.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się