Czwarty mundial na żywo
KOMENTARZ „SPORTU" - felieton Michała Zichlarza
Nie zabraknie za to nas! Od początku istnienia „Sportu”, tj. od 30 lipca 1945 roku, gazeta była obecna na zdecydowanej większości mundiali czy na początku Pucharu Rimeta, bo tak do pierwszego meksykańskiego turnieju w 1970 roku nazywano imprezę z udziałem najlepszych futbolowych reprezentacji globu. Nie było nas tylko w Brazylii na MŚ w 1950 i 2014, w Chile w 1962 i we wspomnianych już dziewiątych mistrzostwach w Meksyku. W Ameryce będziemy, jak przed 32 laty, kiedy za ocean poleciał Mirosław Nowak, znakomite pióro „Sportu”. Był już na miejscu Kazimierz Marcinek, a pojechał także piszący do nas od lat Wojciech Filipiak z Łodzi, aczkolwiek wtedy relacjonował imprezę dla swoich lokalnych mediów.
Co do mnie, to jako dziennikarz lecę na czwarte mistrzostwa świata. Byłem w RPA w 2010, w Rosji osiem lat później i w Katarze, na najlepszym mundialu w historii, pod koniec 2022 roku. Tak jak dla piłkarza wyjazd na mistrzostwa globu to spełnienie marzeń, tak samo dla dziennikarzy. Móc uczestniczyć w futbolowym święcie, oglądać mecze, relacjonować wydarzenia na miejscu, to nie to samo, co siedzenie przed ekranem. Tym bardziej szkoda że w sumie – z tego co słyszę – niewielu żurnalistów z Polski leci za ocean. PZPN otrzymał od FIFA 30 akredytacji, do tego ledwie pięć fotoreporterskich. Pokazująca mistrzostwa TVP wysyła komentatorów dopiero na ćwierćfinały! Każdy ogranicza koszty, tymczasem na miejscu ma pracować aż 16 tysięcy dziennikarzy, a łącznie wszystkich ludzi związanych z mediami szacuje się na 50 tysięcy!
Szkoda, niepowetowana szkoda, że nie ma naszej reprezentacji. Po dwóch turniejach z rzędu, tym razem nam się nie udało i oprócz Włochów, Nigerii czy Kamerunu można powiedzieć, że jesteśmy jednym z największych przegranych, także finansowych, bo sam awans to gruba kasa, 9 milionów dolarów dla każdej federacji od FIFA plus 1,5 mln na przygotowania.
Musimy się obejść smakiem i patrzeć na innych. Odwieczne pytanie - Europa czy Ameryka Południowa, a może tym razem ktoś trzeci?! Kto wie, może się okazać, że - jak mówi na naszych łamach trener Kasperczak - będziemy świadkami turnieju niespodzianek. Wszystko okaże się wkrótce!
