Cztery pory roku
Dokładnie 364 dni temu bogini Fortuna odwróciła się od Michala Sačka, a wzięło go w swe władanie fatum – fatalne zrządzenie losu, na które człowiek nie ma wpływu.
Czucie piłki najlepiej ćwiczyć... z piłką u nogi - z tego założenia wychodzi Michal Saček. Fot. PressFocus
GÓRNIK ZABRZE
Rzecz się działa 20 lutego 2025 w Białymstoku, w meczu 1/16 finału Ligi Konferencji z serbskim zespołem TSC Bačka Topola. Jagiellonia wygrała go 3:1, ale był wśród ponad 10 tysięcy widzów obecnych na stadionie jeden mocno nieszczęśliwy człowiek. To właśnie Michal Saček, który tuż przed gwizdkiem na przerwę opuścić musiał murawę z powodu urazu.
Szpital na peryferiach
Wydawało się, że problemy z pachwiną wykluczą obrońcę z gry co najwyżej na pięć tygodni – takie były pierwsze diagnozy. Ale czas płynął, zima ustępowała miejsca wiośnie, zmrożone murawy rozmarzały, a mistrza Czech (ze Spartą) i Polski (z Jagiellonią) jak nie było na boisku, tak nie było. W Dumie Podlasia nie zagrał już ani minuty, a w czerwcu podpisał kontrakt z Górnikiem! I choć pojechał z nowym zespołem na letni obóz do Austrii, wciąż go... nie było – przynajmniej do boiskowej dyspozycji dla Michala Gašparika.
Okazało się, że konieczna jest operacja mięśnia przywodziciela, którą przeszedł w Belgii. A po niej – rekonwalescencja, która objęła najpierw jesień, potem też kolejną zimę... Dopiero z początkiem nowego roku Saček zdrowotnie „dojrzał” do pojawienia się w składzie górników; miało to miejsce 10 stycznia, w sparingu z MŠK Žilina. Trzy tygodnie później Czech w końcu zagrał i w lidze, z inaugurującym „wiosnę” meczu z Piastem. Od tej pory nie odpuszcza miejsca w wyjściowej jedenastce.
Motoryka jest, czucia trochę brak
– Wiedziałem, że powrót nie będzie łatwy, przecież przerwa była bardzo długa. Wiedziałem też, że pierwsze mecze będą trudne. I trudne były – czeski obrońca z pewnym dystansem podchodzi do swych trzech dotychczasowych występów w zabrzańskiej koszulce. Ten dystans kryje się w słowach: – Wierzę, że jak najszybciej wrócę do tej dyspozycji, jaką miałem przed urazem...
Rzecz – jak sam mówi – nie sprowadza się bynajmniej do spraw motorycznych i wytrzymałościowych. – Czuję się bardzo dobrze, bo obóz mieliśmy bardzo mocny i fizycznie świetnie przygotował mnie do wiosny – zapewnia Saček. - Natomiast wiem, że jeszcze trochę brakuje czucia piłki – zaznacza.
Nie myśleć o... strachu
Trener Michal Gašparik do tej „diagnozy” dorzuciłby jeszcze być może niekoniecznie dobre „czytanie gry”. Po ostatnim spotkaniu w Niecieczy jasno przecież określał odpowiedzialnych za stratę gola, strzelonego przez Morgana Fassbendera. – Błąd prawego obrońcy (Sačka – dop. aut.) i prawego stopera (Kryspina Szcześniaka – dop. aut.). Było przecież widać od razu, że między nich pójdzie zagranie – analizował bramkową akcję rywali szkoleniowiec Górnika. – Tego meczu z Termalicą żal... – wzdycha Czech. – Szkoda zwłaszcza pierwszej połowy, i naszych sytuacji w niej stworzonych – dodaje.
To już jednak za Zabrzanami. Przed nimi sobotnia potyczka z Pogonią. Dla Sačka to rywal w jakiś sposób symboliczny: kwadransem przeciwko Portowcom trzy lata temu zaczynał swą przygodę z ekstraklasą w barwach Jagiellonii. – Jak będzie? Nie wiem, Pogoń ma wielu dobrych piłkarzy – zauważa defensor Górnika.
Być może przyjdzie mu ścigać się na murawie na przykład z Kamilem Grosickim, albo zderzać z potężnym Benjaminem Mendym. Strachu jednak przed nimi – i przed ewentualnym odnowieniem się urazu – nie czuje żadnego. – Nie myślę o tym – zapewnia. – Gdybym myślał, nie mógłbym z siebie dać sto procent zaangażowania...
(DaL)
