Cztery bramki, zero satysfakcji

W niedzielę w chorzowskim Kotle Czarownic było wszystko: gole uznane i nieuznane, rzuty karne, trafienie „stadiony świata”, wreszcie sporo kontrowersji i ciężkiej pracy VAR-u.

Zawodnik Śląska, Przemysław Banaszak, zdobył 9. bramkę w tym sezonie. Fot. Mateusz Porzucek/Pressfocus

Początkowe minuty należały do gości. W tym czasie Banaszak groźnie główkował, a Bartłomiej Grodecki z trudem przeniósł piłkę nad poprzeczkę. Za chwilę po przeciwnej stronie Marko Dijaković w niegroźnej sytuacji, tuż przy linii pola karnego, nie trafił w piłkę, tylko w stopę Marko Kolara, więc sędzia Stefański bez wahania wskazał na „wapno”, a kapitan Niebieskich Szymon Szymański pewnym, soczystym strzałem pokonał Michała Szromnika.

W 30 minucie doszło do mało spotykanej, wielowątkowej kontrowersji po bramce dla Ruchu. Konieczna była pomoc VAR-u. Bydgoski arbiter bardzo długo wpatrywał się w ekran, razem z wozem rozważał, czy Szymański w wyskoku faulował Banaszaka lub czy Banaszak dostał piłką w rękę albo że bramka padła ze spalonego. Ostatecznie bydgoski arbiter nie uznał gola, dopatrując się niezgodnego z przepisami zagrania kapitana Niebieskich.

Nakręcony Banaszak

Ta decyzja tak nakręciła Banaszaka, że wyrównał stan meczu. Śląsk odzyskał piłkę na lewej stronie, Krzysztof Kurowski uruchomił wychowanka Hetmana Żółkiewka, który jeszcze po drodze wygrał pojedynek z Jendryką, a ten fantastycznym strzałem z gatunku „stadiony świata” wpakował piłkę pod poprzeczkę. To było 9. trafienie Banaszaka w tym sezonie.

Ruch odgryzł się kolejnym trafieniem. Po faulu na Shumie Nagamatsu Andrej Lukić wykorzystał zagapienie się gości, błyskawicznie wznowił grę prostopadłym zagraniem, uruchamiając Szwedzika, który złamał akcję do środka i uderzył na bramkę. Szromnik odbił piłkę przed siebie, a Kolar wpakował ją do siatki. Radość chorzowian okazała się jednak przedwczesna, bo chorwacki napastnik był na minimalnym spalonym.

Pech Koncziego

Po godzinie świetnego meczu Zielono-biało-czerwoni objęli prowadzenie, gdy Llinares próbował posłać piłkę wzdłuż pola karnego Ruchu, a Martin Konczkowski na wślizgu wpakował piłkę do własnej bramki. To nie był ostatni akt szalonego meczu na śląskim gigancie. Ponownie w rolę reżysera wcielił się VAR, który po kolejnej bardzo długiej ocenie piłki trafiającej w rękę Piotra Samca-Talara w polu karnym nakazał wykonanie drugiego rzutu karnego. Po raz drugi wykonujący jedenastkę kapitan Ruchu zdobył gola na raty, gdyż Szromnik najpierw obronił jego strzał, ale dobitka była już tylko formalnością.

Tradycja obowiązuje

Wrocławianie nie wygrali meczu w Chorzowie od mistrzowskiego sezonu 2011/12 - wtedy cieszyli się po bramce Cristiana Omara Diaza – więc nie zmienili tradycji, podobnie jak tej, że od ponad siedmiu lat nie wygrali inauguracyjnego spotkania o punkty w nowym roku kalendarzowym, a ich seria ligowych meczów bez zwycięstwa oznaczona jest od niedzieli cyfrą 6. Spotkania nie wygrał także Waldemar Fornalik, który po pierwszym meczu we Wrocławiu zastąpił trenera Dawida Szulczka, a był to 235. raz „Kinga” w roli szkoleniowca Ruchu.

Zbigniew Cieńciała

OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐ ⭐

◼ Ruch Chorzów – Śląsk Wrocław 2:2 (1:1)

1:0 – Szymański, 17 min (karny), 1:1 - Banaszak, 35 min, 1:2 – Konczkowski, 60 min (samobójcza) 2:2 – Szymański, 75 min (karny).

RUCH: Gradecki - Konczkowski, Komor, Lukić, Karasiński – Jendryka (80. Lachendro), Szwoch, Szymański, Nagamatsu (85. Ventura), Szwedzik (77. Ceglarz) – Kolar (67. Szczepan). Trener Waldemar FORNALIK.

ŚLĄSK: Szromnik – Matsenko, Lamine Ba, Dijaković – Klimek (46. Llinares), Sokołowski (46. Mokrzycki), Samiec-Talar, Yriarte, Kurowski – Banaszak, Warchoł (82. Niewiarowski). Trener Ante SIMUNDŻA.

Sędziował Daniel Stefaski (Bydgoszcz). Widzów 17089. Żółte kartki: Szwoch - Yriarte, Lamine Ba, Dijaković, Mokrzycki, Samiec-Talar.


GŁOS TRENERÓW

Ante SIMUNDZA: - To był trudny mecz. Publiczność była świadkiem interesującego spotkania. Przy odrobinie szczęścia w 89 minucie mogliśmy strzelić zwycięskiego gola. Widzieliśmy na boisku dużo walki, pasji, zaangażowania po obu stronach. Wynik uważam za sprawiedliwy.
Waldemar FORNALIK:
- Powiem nieskromnie - zagraliśmy dobry mecz. Oczywiście wynik nas nie satysfakcjonuje, bo to my zdobyliśmy więcej bramek, a rezultat jest remisowy. To prawda, że w końcówce Śląsk stworzył groźną sytuację, gdy Martin Konczkowski wybił piłkę z linii bramkowej, ale do tego momentu to my mieliśmy więcej sytuacji i powinniśmy prowadzić przynajmniej dwoma golami. Powiedziałem drużynie, że taka jest piłka. Zespół, który stwarza więcej sytuacji, nie zawsze wygrywa. Podziękowałem chłopakom za ambicję, zaangażowanie. Jesteśmy zadowoleni, że przyszło tak wielu kibiców. Myślę, że zobaczyli ciekawy mecz. Jest niedosyt, ale to, co pokazaliśmy, napawa optymizmem na przyszłość.


834 DNI upłynęło od ostatniej wizyty Wrocławian na Stadionie Śląskim. W październiku 2023 roku padł remis 2:2, po bramkach Łukasza Bejgera i Nahuela Leivy oraz dwóch kontrowersyjnych rzutach karnych, wykorzystanych przez Daniela Szczepana.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się