Częstochowskie znaki zapytania
Jeśli mecz ze Śląskiem ma być pożegnaniem Marka Papszuna z Rakowem, to z pewnością ten trener będzie chciał zrobić to w dobrym stylu.
Jonatan Brunes strzelił Śląskowi gola w ostatnim, wygranym 3:0 meczu w Częstochowie. Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus
RAKÓW CZĘSTOCHOWA
Maraton Rakowa trwa. Starcie we Wrocławiu będzie dla wicemistrza Polski czwartym z ośmiu ostatnich tegorocznych spotkań granych co trzy dni. Po niedzielnym starciu z Arką (4:1) w Gdyni częstochowianom nie opłacało się wracać do domu. Zdecydowali, że lepszym rozwiązaniem będzie zatrzymanie się w Opalenicy, aby tam się zregenerować i możliwie najlepiej przygotować do pucharowego starcia z pierwszoligowcem, który z pewnością będzie chciał powetować sobie ligowe niepowodzenia. Śląsk w czterech ostatnich meczach zdobył zaledwie dwa punkty i ledwo łapie się do barażowej szóstki, a przecież jeszcze niedawno zajmował miejsce dające bezpośredni awans do ekstraklasy.
Skupienie na robocie
W Częstochowie mocno przeżywają trwającą od kilkunastu dni sagę związaną z chęcią odejścia Marka Papszuna do Legii. Jeszcze w niedzielę wydawało się, że mecz we Wrocławiu najprawdopodobniej będzie pożegnaniem szkoleniowca z częstochowskim klubem, sytuacja jest jednak bardzo dynamiczna i teraz więcej przemawia za tym, że zmiana barw nastąpi dopiero po meczu kończącym fazę ligową Ligi Konferencji z Omonią w Nikozji (18.12.). Jak całe to zamieszanie wpływa na piłkarzy? - Nie ma żadnej kalkulacji czy czegoś takiego. Robimy to, co robiliśmy na co dzień. Zawsze ktoś będzie budował narrację w określonym kierunku. Wy jako dziennikarze żyjecie z tego, ale my skupiamy się na naszej robocie. Nieważne, kto jest trenerem, gramy o swoje pieniądze, cele sportowe i myślę, że najlepiej pokazaliśmy to w ostatnich meczach z Rapidem oraz Arką – mówił zapytany o sytuację w klubie Fran Tudor. Kapitana Rakowa zabrakło w Gdyni ze względu na lekki uraz mięśniowy, ale możliwe, że dziś już wybiegnie na boisko.
Powrót sentymentalny
Można się zastanawiać, kto w tym meczu stanie w bramce Rakowa. Często bywa tak, że w meczach Pucharu Polski trenerzy decydują się na rotację na tej pozycji. W poprzednich sezonach ta zasada obowiązywała również w Rakowie, ale Oliwier Zych jak wskoczył między słupki w meczu z Lechią (2:1) pod koniec października, tak nie oddał miejsca nawet na starcie pucharowe z Cracovią (3:0). Dla Kacpra Trelowskiego występ w środę miałby zapewne dodatkowe znaczenie, bo we Wrocławiu spędził sezon 2023/24. Co ciekawe, i tam, i w Rakowie trenerem bramkarzy był wówczas Maciej Sikorski, który często podkreślał, że czas spędzony na Dolnym Śląsku na pewno nie był dla Kacpra stracony. Czy obchodzący wczoraj urodziny trener zasugeruje Papszunowi, a może nawet będzie miał decydujący głos w sprawie postawienia w tym meczu na „Trela”? A może przedwczesny prezent na 22. urodziny, które wypadają akurat dzień po meczu i szansę debiutu w Rakowie dostanie Jakub Mądrzyk? – Moja ukochana małżonka spędziła 14 lat na Sycylii, więc obowiązuje mnie Omerta – odpowiada Sikorski, gdy próbujemy go podpytać, kto we Wrocławiu stanie między słupkami. Obsada częstochowskiej bramki w tym meczu to jeden z większych znaków zapytania.
Mariusz Rajek
