Czeskie gry Polaków z Porto
Jan Bednarek i Jakub Kiwior zagrali od pierwszej do ostatniej minuty w starciu z Viktorią. Reprezentantów podglądaliśmy na stadionie w Pilźnie.
Mecz Viktorii Pilzno z FC Porto trzymał w napięciu do ostatnich minut. Fot. Marusz Rajek
LIGA EUROPY
Z polskiej perspektywy był to bardzo fajny środek tygodnia u naszych południowych sąsiadów. W środę w czeskiej stolicy Robert Lewandowski trafił do bramki dwa razy – po razie dla Slavii i Barcelony (4:2 dla katalońskiej drużyny). W czwartek w podstawowym składzie FC Porto na Viktorię w Pilźnie wyszli dwaj reprezentacyjni defensorzy – Jan Bednarek oraz Jakub Kiwior. Biało-czerwonych mogło być nawet trzech, ale Oskar Pietuszewski nie został zgłoszony do europejskich rozgrywek.
Kultowy browar
Zdobycie wejściówek czy akredytacji na mecz Blaugrany graniczyło z cudem, ale nawet sam mecz Smoków był wystarczającym powodem do odwiedzenia miasta znanego przede wszystkim z... historycznego browaru. Położony siedemset metrów od stadionu żywo przypominającego obiekt Piasta Gliwice stał się miejscem spotkań setek fanów FC Porto na długo przed pierwszym gwizdkiem. Posmakowanie legendarnego Pilsnera było dla nich wręcz punktem obowiązkowym. – W Portugalii chyba nigdy nie było tak zimno, to jedyny minus, bo miasto robi bardzo przyjemne wrażenie – mówi nam Carolina, przeprowadzająca wywiady dla klubowej telewizji klubu z Estadio Dragao. Rozmach, organizacja, liczebność ekipy medialnej, otoczka wokół FC Porto robiła ogromne wrażenie, unaoczniając nam, że dystans polskich klubów od takich marek nadal jest większy niż różnica pomiędzy Ligą Europy a Ligą Konferencji. Choć musimy też wrzucić kamyczek do ogródka Portugalczyków, ale o tym na koniec.Co naturalne, najbardziej interesowało nas, jak postrzegani w Porto są reprezentanci. – Jesteście z Polski? Można powiedzieć, że mamy „polską ścianę”. Kuba z Janem stanowią bardzo ważny punkt drużyny. Kibice naprawdę ich kochają, a w naszych socialach wzbudzają ogromne zainteresowanie. Oskar? Już na wejściu zrobił wielkie „wow” – mówi nam, wydawać się mogło z pewną kurtuazją, rozmówczyni, ale fani Smoków utwierdzają nas po chwili, że pozycja Polaków w Porto jest naprawdę mocna. – Bednarek to bardzo dobry defensor, który cały czas się rozwija, robi różnicę na boisku. Kiwior to dżentelmen, czasem nawet za grzeczny, który ma bardzo dobrą technikę. A Oskar Petusevski? Nie pamiętam, kiedy jakiś nastolatek zaliczył u nas takie wejście! – chwali naszych spotkany na rynku Martino, około 60-letni fan FC Porto z Madery, gdzie na co dzień pełni ponoć jest... politykiem. Wyraźne problemy z poprawną wymową nazwiska byłego gracza Jagiellonii możemy mu wybaczyć. Miło nas zaskoczył, wspominając także Józefa Młynarczyka. – Jak z Polski ktoś trafiał do Porto, to były to dobre transfery – dodaje z sympatią w głosie. Najbardziej narzeka na -7 stopni na termometrach, naciągając czapkę głębiej na głowę. Dziennikarze z Portugalii na trybuny bez termosu raczej nie wchodzili.
Czesi się postawili
Sam mecz? Raczej rozczarował, na pewno ze strony Porto. Nie mógł się zacząć lepiej dla gospodarzy, których notowania u bukmacherów o dziwo były bardzo niskie. Już w 6 minucie Lukas Cerv wprawił fanów w euforię, kiedy po jego uderzeniu piłka wpadła pod poprzeczkę. Nie da się ukryć, że nasi środkowi obrońcy mogli zachować się w tej sytuacji lepiej, bo strzelec miał na pewno za dużo wolnego miejsca. Potem Viktoria miała jeszcze trzy dobre okazje na podwyższenie wyniku. Najciekawiej zrobiło się jednak w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Porto domagało się karnego po zagraniu ręką w polu karnym Mateja Vydry. Sędzia długo zastanawiał się, czy w ogóle podejść do monitora, ale gdy już się na to zdecydował, to w efekcie nie tylko podyktował jedenastkę, ale jeszcze pokazał czerwoną kartkę Czechowi. Mało? Samu uderzył obok bramki! Jeśli ktoś myślał, że w drugiej połowie grające w przewadze jednego zawodnika Porto rzuci się na rywali i szybko załatwi sprawę, ten srogo się rozczarował. Portugalczykom udało się wyrównać dopiero w 90 minucie, ale z całą pewnością w Pilźnie dwa punkty stracili, a nie jeden zdobyli.
Niesmak pozostał...
Na koniec słowo o Viktorii, która jest klubem mocno niedocenianym w samych Czechach, pozostając w głębokim cieniu praskich krezusów – Slavii oraz Sparty. Choć wizualnie to Piast Gliwice, stricte sportowo można się zastanawiać, czy mamy obecnie w Polsce klub, który można z nimi zestawić? Gra w Lidze Europy z niemalże pewnym awansem do fazy pucharowej, wcześniej kilka sezonów w Lidze Mistrzów. A mówimy o klubie numer trzy w lidze, z którą chcemy konkurować. Niezwykle sympatyczna atmosfera i uśmiech wszystkich osób w klubie, przytulna salka konferencyjna, szybkie wi-fi oraz dobry catering to elementy, które złożyły się na zabranie z Pilzna dobrych wspomnień. Łyżka dziegciu? Zachowanie rzecznika FC Porto, z którym kontakt w dniu meczu i kilka dni przed był praktycznie niemożliwy. Bednarek i Kiwior pewnie nie mieliby problemu z przyjściem do mixed zony i porozmawiania chwilę po polsku. Gdyby tylko ktoś im przekazał, że na meczu w ogóle byli obecni polscy dziennikarze… Dla klubu o takiej renomie i aspiracjach to zachowanie rażąco nieprofesjonalne.Czesi długo będą żałowali straconej szansy. Rywale zdobyli wyrównującego gola w ostatniej minucie... Fot. Mariusz Rajek
Trudno było nie zauważyć reklam czwartkowego starcia w Lidze Europy. Fot. Mariusz Rajek
Mecz z Porto był świętem dla Pilzna. Fot. Mariusz Rajek
Przed spotkaniem kibice skupili się na czymś innym niż piłka. Wojak Szwejk lubi to! Fot. Mariusz Rajek
