Czeski dynamit w Rybniku

Jan Kvech ma rewelacyjny sezon i ciągnie ROW do play offu. Skąd u niego taka eksplozja formy?

Jan Kvech uchodzi za niezwykle sympatycznego. Jak przyznaje - czasem się jednak denerwuje. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

ROW RYBNIK

Prezesi wielu klubów (nawet ekstraligowych), którzy nie zainteresowali się czeskim rajderem w zimie - mogą sobie pluć w brodę. Sternik ROW-u, Krzysztof Mrozek nie zawsze trafia z transferami, ale w tym przypadku może chodzić dumny jak paw. Mało kto bowiem przypuszczał, że Jan Kvech będzie miał aż tak świetny sezon! O ile drużynowo poza zasięgiem na zapleczu ekstraligi jest Polonia Bydgoszcz, to indywidualnie nie ma mocnych na „Janka”. Z niewiarygodną wręcz średnią 2,52 pkt na bieg wyprzedza nawet żywą ikonę tych rozgrywek – Ryana Douglasa (PSŻ Poznań).

Najlepsze przed nim?

Rewelacyjna dyspozycja Czecha jest tym większym zaskoczeniem, że w poprzednim sezonie był raczej mocno przeciętny. Jako zawodnik U-24 w barwach mistrza Polski z Torunia wykręcił średnią 1,45. Po skończeniu 24 lat wiadomo było, że będzie zmuszony poszukać sobie nowego pracodawcy, i to już nie w ekstralidze. Wypadł też z cyklu Grand Prix, a organizatorzy postanowili kolejny raz nie przyznawać mu stałej „dzikiej karty”. Jednak w obliczu licznych kontuzji, Kvecha jako drugiego kwalifikowanego rezerwowego regularnie oglądamy wśród najlepszych na świecie i spisuje się… o wiele lepiej niż wtedy, gdy był pełnoprawnym uczestnikiem mistrzostw świata! - Jeżdżę już 11 lat na żużlu i mam nadzieję, że ta najlepsza forma jest dopiero przede mną. Na razie jest stabilnie. Cieszę się, że znów mam okazję ścigać się z najlepszymi na świecie – mówił skromie Kvech po sobotniej rundzie Grand Prix.

Celuje w finał

W drugim tegorocznym turnieju w Manchesterze zajął wysokie 7. miejsce, w sobotę we Wrocławiu było niewiele gorzej – 8. pozycja. A byłoby jeszcze lepiej, gdyby o klasyfikacji decydowały wyłącznie punkty zdobyte na torze, a nie zajęte miejsce w biegu półfinałowym. - Pozmieniali ten regulamin i za bardzo on mi nie sprzyja. Jakby dwóch zawodników wchodziło z półfinału dalej z pewnością byłoby trochę łatwiej. Ta pierwsza ósemka w półfinałach chyba była lepszym rozwiązaniem. Nie mogę się dostać do finału Grand Prix, ale cały czas próbuję – mówił we Wrocławiu.

Wszystko mu pasuje!

Na początku sezonu Kvech był właściwie jedynym zawodnikiem Rybniczan, który nie zawodził. W obliczu słabej formy pozostałych, pojawiały się nawet głosy, że ROW może spaść na trzeci poziom ligowy, do Krajowej Ligi Żużlowej. Wtedy prezes Mrozek zakontraktował niedogadanego z krakowskim klubem Nikolaia Klindta i był to strzał w dziesiątkę. Duńczyk może pochwalić się aktualnie piątą średnią w Metalkas 2. Ekstralidze, stał się drugim żądłem Rekinów, obok Kvecha, a ROW z miejsca kandydatem do play offu. O awansie do ekstraligi w tym sezonie nie ma za bardzo co myśleć, bo Polonia wydaje się poza zasięgiem, ale Mrozek już teraz zapowiada, że taki cel drużynie postawi w kolejnym sezonie, a Kvech ma być jej liderem. Oczywiście, o ile uda się go zatrzymać, bo po takim sezonie na brak ofert raczej nie będzie narzekał. - Jeszcze nie rozmawialiśmy o następnym sezonie. Byłem jednak już trzy lata temu w Rybniku, wszystko mi pasowało. Tor, logistyka, bo jeżdżąc w Anglii mam blisko na lotnisko w Pyrzowicach. Jeśli tylko nie będę musiał zmieniać klubu, to nie będę tego robił, bo po co zmieniać coś, co działa? – rozbrajająco szczerze odpowiedział nam we Wrocławiu na pytanie, czy zostanie w Rybniku. Ewidentnie daje do zrozumienia, że piłka jest teraz po stronie prezesa Mrozka.

Szacunek do Zmarzlika

O dużej klasie Czecha najlepiej świadczy fakt, że w momencie odgrywania Mazurka Dąbrowskiego dla Bartosza Zmarzlika, przerwał wywiad i zdjął czapkę, oddając szacunek Polakowi. Kvech uchodzi za niezwykle sympatycznego zawodnika, którego ciężko wyprowadzić z równowagi. - Czasem jednak się denerwuję, uwierzcie mi (śmiech). Kiedy? Najbardziej jak przegram przez swój błąd. Nerwowe ruchy czasami są nieuniknione, choć do tego co robię staram się podchodzić na luzie. Zawsze uśmiech jest większy, gdy dobrze czuję się na motocyklu. Jak on dobrze działa, to wszystko jest OK - odpowiada ze szczerym uśmiechem.

W czwartek (19.00) będzie chciał poprowadzić ROW do wygranej nad Orłem Łódź, z którym przed sezonem toczył... poważne rozmowy kontraktowe. Witold Skrzydlewski uznał jednak, że Kvech może okazać się za słaby i teraz może tego żałować. Ewentualna wygrana bardzo mocno przybliżyłaby ROW do najlepszej czwórki. Najlepiej taka za 3 punkty, ale o to może być ciężko. Rybniczanie w Łodzi przegrali bowiem aż 16 punktami (37:53).

Czeskie rodzynki

Jan Kvech wciąż jest jednak zawodnikiem niedocenionym. Zaskoczeniem było, gdy po sezonie 2024 bez większego żalu zrezygnował z niego Falubaz Zielona Góra, choć miał potężny atut – wciąż był zawodnikiem U-24! W Toruniu nie odnosił indywidualnie spektakularnych sukcesów, ale cegiełkę do mistrzostwa Polski dołożył. Czeski żużel od lat jest raczej w odwrocie, spada zainteresowanie oraz liczba zawodników z „nazwiskiem”. Od lat nasi południowi sąsiedzi mieli i mają jednak przynajmniej jednego żużlowca, który potrafi namieszać. Był Antonin Kasper, byli bracia Lukas oraz Ales Drymlowie, długo miejsce w ekstralidze utrzymywał Vacalv Milik (obecnie Kolejarz Opole). Teraz przyszedł czas na Kvecha. Zajedzie jeszcze dalej od swoich rodaków?

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się