Czeski antyfutbol
Porażka z Koreą to ogromny zawód i dlaczego reprezentacja naszych sąsiadów jest tak podobna do naszej...
Pavel Sulc (z prawej) zbiera pochwały w Ligue 1. W meczu z Koreą jednak zawiódł. Fot. PAP / EPA
Inauguracyjne spotkanie Czechów rozegrane zostało o mało komfortowej porze dla europejskiego kibica – 4.00 w nocy z czwartku na piątek. - W dużych miastach puby będą otwarte całą dobę. Byłem zaskoczony, że wielu właścicieli nawet mniejszych knajp miało otwarte całą noc. Dla wracających z nocnej zmiany albo jadących na rano do pracy to było nie najgorsze rozwiązanie. Można było połączyć przyjemne z pożytecznym i wpaść na małe poranne piwo. Nie da się jednak ukryć, że z naszego punktu widzenia lepiej jakby te mistrzostwa były w Europie – mówi nam Janusz Bittmar, dziennikarz sportowy „Głosu” - gazety Polaków w Republice Czeskiej, gdy pytamy go, jak Czesi oglądają pierwszy od 20 lat mundial ze swoim udziałem.
Byli gorsi
Czesi zaczęli mistrzostwa podobnie jak my 24 lata temu – od porażki z Koreą Południową. Nasi sąsiedzi w odróżnieniu od reprezentacji Jerzego Engela byli w stanie strzelić bramkę (1:2). - Lekki niedosyt na pewno jest, zresztą byłby nawet przy remisie. Korea była odbierana jako rywal, którego można rozmontować. Trener przed spotkaniem chwalił się przewagą wzrostową, podkreślał wagę stałych fragmentów gry i generalnie było to widać na boisku. To stwarzało największe problemy Koreańczykom. Pierwszy gol padł po wyrzucie z autu i wydaje mi się, że one coraz częściej będą wykorzystywane do stworzenia zagrożenia pod bramką. Po objęciu prowadzenia zagraliśmy jednak zbyt pasywnie. Wyszkolenie techniczne i gra kombinacyjna z pierwszej piłki były zdecydowanie po stronie Koreańczyków. Trzeba jednak pamiętać, że już w eliminacjach nasz styl daleki był od ideału – mówi nasz rozmówca.
Analogie z Polską
System, w którym do dalszych gier awansują pierwsze dwie drużyny z grupy oraz osiem najlepszych z trzecich miejsc sprawia, że porażka w pierwszym meczu nie przekreśla szans czeskich piłkarzy na awans. - Plan jest prosty: wygrać pewnie z RPA, które ma piłkarzy wyłącznie ze swojej ligi. Nie obrażając ich, trzeba z nimi wygrać bezwzględnie. Meksyk może mieć sześć punktów przed meczem z nami, więc może potraktuje nas ulgowo.Wydaje się, że wciąż mamy wszystko w swoich rękach. Na koniec może liczyć się bilans bramkowy, dlatego dobrze byłoby wygrać z RPA jak najwyżej. Pytanie jednak, co dalej? Czy ten zespół stać na jakąś konkretną walką w fazie pucharowej? Można powątpiewać… Z czasów Nedveda, Poborskiego pamiętam inny styl, obecnie to jest trochę taki... antyfutbol. Nie ma mózgu w linii pomocy, bo Tomas Soucek nie jest kreatorem akcji, a bardziej defensywnym pomocnikiem. W ataku niby mamy Patrika Schicka, ale gdy nie dostanie dokładnej piłki, też niewiele wskóra, jest cieniem samego siebie z Bayeru Leverkusen. To bardzo podobna sytuacja do Roberta Lewandowskiego u was. Zresztą w ogóle obecną kadrę Czech porównałbym do Polski. Wam też brakuje konstruowania akcji. Pavel Sulc gra z Lyonie, jest świetnie wyszkolony technicznie. Tam gra dobrze, a z Koreą wyglądał blado. We Francji gra jednak na niego cały zespół. Brakuje nam teraz popisów indywidualnych, wyprowadzania szybkiej piłki z linii pomocy – wymienia Bittmar.
Kolejne spotkanie, z RPA Czesi zagrają w czwartek (18.06., godz. 18.00). Na koniec fazy grupowej zmierzą się z Meksykiem (o 3.00 w nocy z 24 na 25 czerwca.
Mariusz Rajek
OCENA MECZU⭐⭐⭐
