„Czeska Maja” czyha na Igę
O trzecią rundę w Paryżu powalczą dziś aż trzy Polki: Iga Świątek, Magda Linette i Magdalena Fręch. Przed każdą z nich inne wyzwanie.
Wygląda na to, że w starciu z Sarą Bejlek Iga Świątek będzie musiała się trochę pogimnastykować... Fot. Paweł Andrachiewicz / Press Focus
FRENCH OPEN
Kwartet Polek w komplecie awansował do drugiej rundy wielkoszlemowego turnieju na kortach Rolanda Garrosa, co nie jest zwyczajnym osiągnięciem. Teraz jednak schody zaczynają robić się wyższe, choć dla Igi Świątek – przecież czterokrotnej mistrzyni w Paryżu (2020, 2022-24) – te powinny wspiąć się na najwyższy poziom mentalny dopiero od kolejnej fazy.
Na razie – po wyeliminowaniu Emerson Jones, czyli 17-letniej australijskiej nadziei tenisa – byłą liderkę rankingu czeka starcie z jedną z kilku przynajmniej nadziei czeskich. I znów w samo południe na głównej arenie, korcie Philippe'a Chatriera.
Podobne trzy razy
O niespełna trzy lata starsza od swojej koleżanki z Antypodów Sara Bejlek przypomina bardzo naszą Maję Chwalińską, która w poniedziałek sprawiła w Paryżu niespodziankę, eliminując mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng. Po pierwsze obie są mańkutkami, po drugie obie są równie niewysokie (Czeszka mierzy oficjalnie 163 cm, nawet o 1 cm mniej niż tenisistka z Bielska-Białej), a po trzecie w związku z tym muszą szukać innych sposobów na korcie niż bombardowanie zza linii końcowej – inaczej nie miałyby szans z silniejszymi i większymi od siebie. A więc mieszają piłki długie z krótkimi, często uderzają slajsem, lobem lub precyzyjnym passing shotem. I jeżeli wygrywają – jak Maja z Chinką – to właśnie dzięki wysokiemu tenisowemu IQ, czyli sprytowi. Jeżeli coś je różni, to może tylko to, że Sara jest o ponad 4 lata młodsza i bardziej blond...
Nie zamierza się bać nikogo
I na taką kopię swojej przyjaciółki musi nastawić się w środę Świątek – być może wystarczy jej przypomnieć sobie, w jaki sposób radziła sobie z Chwalińską, gdy miały okazję rywalizować w czasach juniorskich.
Ale tenisową inteligencją Bejlek zaszokowała już znacznie wyżej notowane rywalki w lutym, gdy sensacyjnie triumfowała na twardych kortach w Abu Dhabi. Do imprezy rangi 500 w Emiratach tenisistka rodem z miejscowości Znojmo najpierw startowała przez kwalifikacje z rankingiem 101., a w turnieju głównym pokonała pięć faworytek, w tym m.in. Jelenę Ostapienko, Clarę Tauson i w finale 11. wówczas na świecie Jekaterinę Aleksandrową. Zdobyła ponad 500 punktów i katapultowała się od razu o 50 miejsc! Dziś jest 35., a to pozycja, o jakiej Chwalińska, która nigdy nie była jeszcze w TOP 100, wciąż może pomarzyć.
Potem impet Bejlek nieco oklapł – w kolejnych turniejach do French Open wygrała jeszcze tylko dwa mecze. Ale już w Paryżu w pierwszej rundzie nie dała szans Amerykance Sloane Stephens, wygrywając 6:3, 6:2. - Teraz wiem, że mogę grać z najlepszymi zawodniczkami. Ludzie wokół mnie cały czas mi powtarzali, że nie powinnam bać się nikogo. W kobiecym tenisie wszystko sprowadza się do mentalności – przekonywała po zwycięskim finale w Dubaju.
Czekając na hit
Mimo wszystko jej wygrana ze Świątek na paryskiej mączce byłaby trudna do zrozumienia. Polkę trzeba przymierzać do trzeciej rundy, w której dostaniemy już potyczkę elektryzującą: albo z Magdą Linette, albo z Jeleną Ostapienko. Z Poznanianką byłby to rewanż za niedawne starcie w Miami, gdzie nieoczekiwanie lepsza okazała się o niemal dekadę starsza, ale znacznie mniej utytułowana rodaczka. Z Łotyszką - mistrzynią French Open 2017 - byłby to mecz o odwrócenie legendarnej już i czarnej serii 0-6.
Linette (73. WTA) nie wydaje się jednak wcale na straconej pozycji z rozstawioną z numerem 29. kontrowersyjną „Penko” - to Polka wygrała ich jedyną dotychczasową potyczkę, 6 lat temu na mączce w Rzymie. Wiele zależeć będzie od fizycznej formy Polki, która cierpiała w pierwszej rundzie z jeszcze młodszą koleżanką Bejlek, Terezą Valentovą. Ten mecz powinien rozpocząć się około godziny 13. - będzie drugim na korcie numer 7, na którym w poniedziałek triumf z Zheng świętowała Chwalińska. Może „siódemka” znów okaże się szczęśliwa...
Pod wieczór zaś na kort wyjdą Magdalena Fręch (46. WTA) z Jil Teichmann (170.). Wracającą do formy po kontuzji szwajcarską rówieśniczkę, która była już 21. w rankingu, 28-letnia Łodzianka pokonała już trzy lata temu w kwalifikacjach w Birmingham. Po tym, jak w drugim secie pierwszy mecz Fręch w Paryżu poddała Elena Gabriela Ruse, łatwiejszej drabinki trudno sobie na tym etapie wyobrazić. Czy wykorzysta to podopieczna Andrzeja Kobierskiego?
Osaka na wybiegu
We wtorek, na zakończenie trzydniowej rywalizacji w pierwszej rundzie, swoje mecze pewnie wygrały obie finalistki z ubiegłego roku – broniąca tytułu Coco Gauff i liderka rankingu Aryna Sabalenka. Amerykanka nadspodziewanie łatwo uporała się ze swoją rodaczką Taylor Townsend, zaś Białorusinka po nieco większych pagórkach przeszła się po Hiszpance Jessice Bouzas Maneiro (50.).
W drugiej rundzie jest także podopieczna Tomasza Wiktorowskiego – Naomi Osaka. Zanim odprawiła Niemkę Laurę Siegemund, Japonka znów skupiła uwagę na swoim wyglądzie: pojawiła się na korcie w czarnym gorsecie i spływającej kaskadowo spódnicy, zaprojektowanych przez projektanta Kevina Germaniera. Następnie odsłoniła złotą suknię zaprojektowaną przez Nike, ozdobioną paskami z cekinów - wykonaną z materiałów pochodzących z recyklingu. Tym razem nie było może efektu wow, jak w styczniu w Melbourne, gdy Osaka paradowała z parasolką, woalką i w kapeluszu udekorowanym motylami, ale światowa stolica mody wysiłki oryginalnej sportsmenki musiała docenić. Czy tenis Japonki zachwyci kibiców na kortach Rolanda Garrosa? Czas pokaże.
Tomasz Mucha
5 POLSKICH tenisistek – najwięcej - w drugiej rundzie Wielkiego Szlema rywalizowało w 2022 roku w londyńskim Wimbledonie (Iga Świątek, Magdalena Fręch, Magda Linette, Maja Chwalińska i Katarzyna Kawa). W Paryżu czwórka Polek powtórzyła wyczyn z tegorocznego Australian Open (Świątek, Fręch, Linette i Linda Klimovicova).
