Czekamy na igrzyska
Rozmowa z Przemysławem Atrasem, byłym mistrzem Polski w squashu
Mistrz Polski z 2018 roku Przemysław Atras jest optymistą, gdy myśli o przyszłości polskiego squasha. Fot. Kacper Janoszka
Wziął pan czynny udział w nowo powstałym formacie turnieju Super A. Co pan sądzi o tych rozgrywkach?
- Po raz pierwszy wziąłem udział w turnieju w formacie Super A. Ośmiu najlepszych rankingowo zawodników jest zaproszonych do turnieju. To nowość, jeśli chodzi o rozgrywki w Polsce. Uważam, że jest to format, który pozwala na rozwinięcie umiejętności profesjonalnych, które pozwalają zawodowo zajmować się squashem. W naszym kraju cały czas rozwój zawodników jest w trakcie procesu. Natomiast na zachodzie normą jest, że jednego dnia gra się jeden mecz, tak jak w Super A. Chodzi o to, żeby zagrać jedno spotkanie, odpowiednio się do niego przygotować i skupić na starciu z poważnym przeciwnikiem o sporych umiejętnościach. Trzeba grać od pierwszego do ostatniego serwisu na 100 procent. Tego trzeba się uczyć, a format Super A daje możliwości, żeby się do tego przygotować.
W formacie Super A grają najlepsi zawodnicy w Polsce. Od początku do końca zmagań walczą na bardzo wysokim poziomie. Czy takie zmiany w systemie turniejów kategorii A wpływają także na rozwój squasha i na jego popularyzację? W końcu najlepsze do oglądania mecze toczą się pomiędzy zawodnikami z największymi umiejętnościami.
- Za rozwój dyscypliny i za jej popularność odpowiadają różne czynniki. Inspirowanie się najlepszymi daje także bodziec do tego, żeby spróbować wejść na profesjonalną ścieżkę. Oglądanie najlepszych zawodników może wytworzyć marzenia. Obserwujemy idoli, zawodników, którymi sami chcielibyśmy się stać w przyszłości. W zmaganiach Super A oglądamy ich w najbardziej wymagającej sytuacji, gdy nie grają na pół gwizdka. To jest inspirujące. Możliwe, że niekoniecznie będzie to inspirować dorosłych, ale chodzi o młodzież. Chciałoby się, żeby na ogólnopolskich turniejach, gdzie grają najlepsi w Polsce, było jak najwięcej obserwatorów w młodszym wieku. To cały czas kuleje. Nie we wszystkich miastach funkcjonują akademie. Przez to często na trybunach możemy zauważyć ludzi, którzy już nie są najmłodsi.
Nie da się jednak ukryć, że coraz więcej młodych zawodników pojawia się na turniejach. Nastolatkowie niejednokrotnie potrafią dać w kość bardziej doświadczonym graczom. Widać więc, że dyscyplina się rozwija.
- Gram już ponad 15 lat. Zacząłem dosyć późno, miałem 26 lat. Szczęśliwie mogłem doświadczyć przyjemnej kariery. Grałem przez 9 lat w reprezentacji Polski, byłem mistrzem Polski... Biorąc pod uwagę swoje doświadczenie widzę, że squash się rozwija. W progresie często pomaga rozwój infrastruktury. Z tym u nas ostatnio jest gorzej, bo pojawiło się... nasycenie. W dużych miastach pojawiło się tak dużo klubów squasha, że nowe już się nie pojawiają. Jesteśmy w momencie, gdy kluby stabilizują swoją działalność i coraz więcej jest przestrzeni na to, żeby zachęcać dzieci, szkoły do gry. Trzeba wychodzić na zewnątrz i pokazywać się. Chętnych do wzięcia udziału w turniejach jest coraz więcej. Idziemy w dobrym kierunku, a fakt, że squash będzie na igrzyskach w Los Angeles za cztery lata, dyscyplina w naszym kraju ma okazję do jeszcze większego rozwoju.
W zakończonym turnieju w Gdańsku po raz kolejny najlepszy okazał się Holender Piedro Schweertman. Nadal pozostaje niepokonany przez polskich zawodników. Kiedy w końcu ktoś z nim wygra?
- Na pewno nie wygram z nim ja, choć miałem okazję teraz zagrać w formacie Super A. Forma już jednak nie jest taka, jak kiedyś. Squash mnie jednak cały czas cieszy. Chętnie biorę udział w turniejach, daję lekcje młodym zawodnikom. Robię, co w mojej mocy, żeby prezentować się jak najlepiej, ale możliwości idą w dół. Natomiast jeśli chodzi o najlepszych graczy młodego pokolenia, którzy z Piedro mierzą się na co dzień - prędzej czy później któryś z nich stanie na wysokości zadania i doścignie go umiejętnościami. Kiedy to się stanie? Trudno wskazać, bo Piedro to doświadczony zawodnik, wieloletni uczestnik turniejów PSA, utrzymywał się w okolicy 60. miejsca w światowym rankingu. Naszym graczom jeszcze daleko do tego poziomu. Progres natomiast jest widoczny. Ciężko pracują, żeby swoje umiejętności stale podnosić. Wierzę, że któryś z młodych w końcu go pokona, bo Polacy także są coraz wyżej w rankingu (najwyższe miejsce zajmuje Kajetan Lipski, który jest 267. w rankingu PSA – red.)
Rozmawiał Kacper Janoszka
