Czas rozstrzygnięć
W drugim półfinale baraży o 1. ligę trudno wskazać faworyta. Za Olimpią Grudziądz przemawiają argumenty piłkarskie, a za Sandecją Nowy Sącz wielkie oczekiwania i nowoczesna infrastruktura.
Olimpia Grudziądz dzięki zajęciu trzeciego miejsca ma przywilej gry w barażach u siebie. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus
Oba zespoły przystąpią do wtorkowego (16.00) barażu w odmiennych nastrojach. W Olimpii do końca liczyli na awans bezpośredni, a w Nowym Sączu miejsce w szóstce zapewnili sobie rzutem na taśmę, jeszcze przed ostatnią kolejką będąc poza dodatkową rozgrywką.
Dorównać żużlowcom
Grudziądz, czyli najmniejsze polskie miasto z linią tramwajową, to jedno z tych miejsc, gdzie piłka nożna musi sobie radzić w cieniu żużla. Szczególnie teraz, gdy GKM jest na czele tabeli ekstraligi, wygrał na wyjeździe z Motorem Lublin (w świecie żużla to naprawdę duży wyczyn!) i pisze najpiękniejszą kartę swojej historii. Olimpia nie zamierza jednak zazdrościć sąsiadom, tylko wykorzystać dobrą koniunkturę na sport w mieście.
Piłkarze Olimpii pewnie żywo mają jeszcze w pamięci emocjonujące chwile po swoim ostatnim meczu ze Świtem w Szczecinie (1:0), gdy na telefonach czy tabletach nerwowo śledzili końcówkę spotkania Warty Poznań z Resovią. Przez kilka minut byli już w 1. lidze, jednak wyrównująca bramka Dmytro Awdiejewa dla Zielonych sprawiła, że będą musieli walczyć w barażach. Na pocieszenie mają gwarancję rozegrania obu spotkań u siebie, ale łatwo z pewnością nie będzie, bo już w półfinale trafiają na drużynę wyjątkowo sfokusowaną na awans. - Takie jest życie, nie zamierzam się na nic obrażać. Gramy u siebie, więc to 3. miejsce to nie jest dla nas porażka. Zamierzamy ten sezon skończyć w 1. lidze. Zrobimy wszystko, aby tak się stało – jasno deklaruje szkoleniowiec Olimpii, Artur Kosznicki.
Przed rokiem Olimpia też walczyła w barażach, tyle że tych o utrzymanie. Po dwóch wygranych 2:0 z Błękitnymi Stargard udało się zachować drugoligowy byt, a w tym powalczyć o coś więcej. Na poziomie 1. ligi Grudziądzanie występowali ostatnio w sezonie 2019/20. Zaplecze ekstraklasy nie jest dla nich zatem czymś kompletnie nieznanym.
Nowosądecki rollercoaster
W Nowym Sączu zdaje się, że doszli do wniosku, że dwa sezony w jednej lidze to za długo. Sandecja grała w 1. lidze jeszcze w 2023 roku, a potem… co roku w innej. Z 2. ligi nastąpił szybki spadek, zjazd na czwarty poziom rozgrywkowy w mieście milionerów oceniany była jako totalna katastrofa. Banicja trwała jednak tylko rok, a obecnie klub jest na kursie w drugą - powrotną stronę. Otwarty po wielu latach oczekiwania jeden z najdroższych stadionów w Polsce sprawił, że Nowy Sącz przeżywa prawdziwy boom na piłkę i nikt w mieście nie wyobraża sobie, aby drużyna na zaplecze ekstraklasy nie wróciła już teraz. Decydujące o udziale w barażach spotkanie z Zagłębiem Sosnowiec (1:0) oglądało z trybun ponad 8000 kibiców i nie jest to jakimś szczególnym wydarzeniem. Mecze przy Kilińskiego regularnie ogląda ponad 7000 osób, co już teraz plasowałoby Sandecję w czołówce 1. ligi, a nawet w ekstraklasie byłoby wynikiem więcej niż przyzwoitym.
Wygórowane oczekiwania nieco studzi piłkarska rzeczywistość. Obie drużyny spotkały się całkiem niedawno, bo 17 maja w Nowym Sączu i wówczas zdecydowanie lepsza okazała się Olimpia, wygrywając 3:1. Grudziądzanie lepsi byli również w jesiennym starciu - 1:0. Czy daje im to przewagę psychologiczną? Trener Rafał Smalec stara się tak do tego nie podchodzić. - Osiągnęliśmy cel minimum, jakim było zakończenie sezonu w szóstce i danie sobie szansy na awans przez baraże. Jestem dumny z zespołu. W meczu z Zagłębiem widziałem przemocną mentalnie Sandecję, a przy okazji bardzo dobrą piłkarsko. Musimy zrobić wszystko, aby tutaj było coś większego niż 2. liga. Do meczu w Grudziądzu będziemy chcieli przygotować się bardzo dobrze, nie narzekamy na długą podróż. Jedziemy z nastawieniem, żeby ta przygoda trwała dalej – mówi trener ekipy z Sądecczyzny.
Mariusz Rajek
