Czas przepędzić zmory...

Po heroicznym i znakomitym zwycięstwie z Marie Bouzkovą Igę Świątek w Nowym Jorku czeka kolejna batalia o ćwierćfinał, ale mentalna – z Qinwen Zheng. To Chinka dwa lata temu zamknęła Polce drogę do olimpijskiego finału.

Iga Świątek po raz pierwszy w karierze wygrała dwa tie-breaki w jednym meczu, po raz szósty z rzędu awansując do 4. rundy US Open. Fot. PAP / EPA

Polka w sobotę po raz pierwszy w karierze wygrała dwa tie-breaki w jednym meczu, pokonując rozstawioną z numerem 25 Czeszką Marie Bouzkovą 7:6 (7-3), 7:6 (7-3) w ciągu 2 godzin i 27 minut, po raz szósty z rzędu awansując do 4. rundy US Open. Iga Świątek ma teraz bilans 7-2 w tie-breakach w karierze podczas US Open.

Mecz z Czeszką stał na znakomitym poziomie, był pasjonujący, pełen długich wymian i zwrotów akcji. – Było naprawdę dużo walki, czasami musiałam wielokrotnie atakować, ponieważ Marie bardzo dobrze się broniła i odbijała każdą piłkę. Wykorzystywała też swoje szanse, kiedy tylko się pojawiały. Chciałam po prostu zachować solidność, zagrać jeszcze jedną piłkę i nie ryzykować zbyt mocno. To był naprawdę trudny mecz – przyznała Iga Świątek.

Świetna przy siatce

Mimo że przez całe spotkanie musiała odpierać napór rywalki, a w drugim secie broniła trzech piłek setowych, mistrzyni US Open z 2022 roku pozostaje niepokonana z Bouzkovą (4-0) i nie straciła jeszcze z Czeszką seta.
Było to dla Świątek nietypowe zwycięstwo także pod innym względem niż sam wynik. Jej serwis nie funkcjonował najlepiej – wygrała zaledwie 60 procent punktów po pierwszym podaniu i pięciokrotnie je straciła (po raz pierwszy w turnieju) – ale w pozostałych elementach gry zachowała solidność. Świetnie radziła sobie przy siatce, wygrywając 15 z 17 punktów, i zakończyła spotkanie z dorobkiem 35 winnerów, o 15 więcej niż Bouzkova. Skutecznie atakowała również drugie podanie Czeszki, wygrywając 64 procent takich punktów i pięciokrotnie ją przełamując.

Jedna, ale bolesna

Zwycięstwo – 13. w ostatnich 14 meczach Polki – oznacza teraz hitowe starcie w czwartej rundzie z Qinwen Zheng. Świątek wygrała siedem z ośmiu dotychczasowych spotkań z Chinką, ale ta jedyna porażka była bardzo bolesna dla Polki, bo w półfinale igrzysk olimpijskich w 2024 roku. Poniedziałkowe starcie – o godzinie 17.30 na głównej arenie, Artur Ashe Stadium – będzie więc dla brązowej medalistki z Paryża także wyzwaniem emocjonalnym.

Zheng wygląda na mocną psychicznie i w Nowym Jorku podąża trochę szlakiem przetartym przez Maję Chwalińską na kortach Rolanda Garrosa. US Open wydawał się już dla Chinki zakończony, gdy w sobotę Madison Keys objęła w trzecim secie prowadzenie 5:0, a przy stanie 5:1 Amerykanka miała piłkę meczową. Chinka zdołała jednak ją obronić, wygrała siedem kolejnych gemów i w ciągu 2 godzin i 28 minut odwróciła losy spotkania, zwyciężając rozstawioną z numerem 22 rywalkę.
Mistrzyni olimpijska, która rozpoczęła turniej od kwalifikacji, ma już na koncie sześć kolejnych zwycięstw w Nowym Jorku. Przed tym tygodniem, od powrotu po operacji łokcia, Zheng nie była w stanie wygrać więcej niż dwóch meczów z rzędu, przegrała m.in. w 1. rundzie w Paryżu z... Chwalińską. W rankingu WTA spadła nawet na 160. miejsce, a do US Open przystępowała jako 121. zawodniczka świata.

Będzie jak Raducanu?

W jej grze można było dostrzec przebłyski dawnej formy, ale dopiero po ostatniej piłce w sobotę, gdy z radości padła na kort Grandstand, znów wyglądała jak zawodniczka, którą była kiedyś.

– Po operacji nie było łatwo. Miałam wrażenie, że straciłam trochę energii na korcie tenisowym. Przez ostatnie trzy, cztery, pięć miesięcy przechodziłam naprawdę trudne chwile. Ale bardzo ciężko pracowaliśmy. I ta ciężka praca wreszcie przyniosła efekty. Przede wszystkim chcę podziękować mojemu zespołowi za to, że pomógł mi tutaj dotrzeć. Idźmy dalej – mówiła na korcie.

Odrobienie straty 0:5 w trzecim secie należy do niezwykle rzadkich wyczynów, a sposób, w jaki Chinka podniosła poziom swojej gry w decydującej fazie spotkania, zasługuje na uznanie – zwłaszcza że był to już jej trzeci z rzędu mecz zakończony po trzech setach. Dzięki temu zwycięstwu została pierwszą od 2021 roku kwalifikantką, która awansowała do czwartej rundy kobiecego singla US Open. Wówczas dokonała tego Emma Raducanu, która później... sięgnęła po tytuł.

Do finału wciąż jednak daleka droga, a my mamy nadzieję, że nie pozwoli na to Świątek. Jeżeli wygra, jej ćwierćfinałową rywalkę wyłoni mecz Naomi Osaki z Jeleną Rybakiną, która zachowuje szanse na objęcie liderki światowego rankingu.

(ToM)

15-0 Iga Świątek pozostaje niepokonana w meczach z kwalifikantkami i szczęśliwymi przegranymi w turniejach wielkoszlemowych – nie przegrała żadnego z 15 takich spotkań.


Bez polskich debli i sióstr Williams

Nie ma już polskich przedstawicieli w rozgrywkach deblowych w Nowym Jorku. W sobotę Maja Chwalińska i Magda Linette odpadły w 2. rundzie, przegrywając z Węgierką Anną Bondar i Ukrainką Anheliną Kalininą 6:3, 3:6, 3:6. Chwalińska i Linette na 1. rundzie zakończyły wcześniej zmagania w singlu.

Już w 1. rundzie odpadła Katarzyna Piter i Czeszka Anna Siskova. W sobotę jej los podzielili panowie. Jan Zieliński i Brytyjczyk Luke Johnson przegrali z Salwadorczykiem Marcelo Arevalo i Chorwatem Mate Paviciem 4:6, 6:1, 6:7 (1-10), a Filip Pieczonka i Holender Bart Stevens z Austinem Krajickiem z USA i Chorwatem Nikolą Mekticiem 1:6, 6:7 (1-7).

Także tylko na jednym meczu zakończył się powrót po czterech latach Sereny i Venus Williams – słynne siostry przegrały po trzech godzinach walki z Australijką Mayą Joint i Chan Hao-ching z Tajwanu 3:6, 7:6 (8-6), 6:7 (7-10). Amerykanki przez całe spotkanie otrzymywały wsparcie od 23 tysięcy rozentuzjazmowanych kibiców na korcie im. Arthura Ashe’a. Jednak Joint i Chan w dramatycznych okolicznościach wygrały super tie-breaka. – Możliwość zmierzenia się z takimi legendami tenisa jest czymś naprawdę wyjątkowym. Brak mi słów, gdy o tym myślę. One są moimi idolkami – przyznała Joint. Po porażce Serena szybko jednak opuściła Flushing Meadows prywatnym samochodem, ignorując „obowiązkowe” spotkania z dziennikarzami. W jej wypadku to nic niezwykłego...

44-letnia Serena i o dwa lata starsza Venus miały za sobą ponad dwie dekady wspólnych sukcesów: 14 tytułów wielkoszlemowych w grze podwójnej, dwa tytuły US Open, trzy złote medale olimpijskie oraz kolejne 30 tytułów wielkoszlemowych w grze pojedynczej.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się