Czas na lubuskie derby!
W piątek kolejnej wysokiej porażki w Grudziądzu zapewne dozna Włókniarz. Na plan pierwszy wysuwa się więc starcie Stali z Falubazem.
Mecze pomiędzy ekipami z Gorzowa Wlkp. i Zielonej Góry zawsze wywołują wielkie emocje. Fot. Radek Kalina / Press Focus
Spora część kibiców jest zaskoczona, że derbowe starcie, które zawsze wzbudza wielkie emocje, zaplanowane zostało na mało atrakcyjny, piątkowy termin. Spowodowane jednak jest to faktem, że nadawca telewizyjny uznał, iż co najmniej dwa mecze 6. rundy zapowiadają się ciekawiej – mowa tu o starciach Sparty z mistrzem Polski z Torunia oraz Unii Leszno z Motorem Lublin. Ponadto w Gorzowie od dawna brakuje dużej liczby mijanek na torze.
Efekt ciężkiej pracy
– Typuję wygraną Stali 50:40 – mówi nam były prezes klubu z Gorzowa, przedsiębiorca obecnie nieco z boku pracujący na chwałę PSŻ-etu Poznań, Marek Grzyb. – Stal została zbudowana w większości z zawodników, którzy mają coś do udowodnienia w żużlu. To jest następstwo ciężkiej pracy, kiedy powoływana do życia była Ekstraliga U-24. Duża w tym rola sztabu szkoleniowego na czele ze Stanisławem Chomskim, który postawił wtedy na takich zawodników jak Mathias Pollestad, Adam Bednar czy Villads Nagel. W Gorzowie wiedziano, że trzeba szukać rozwiązań na przyszłość, nie dysponując takim budżetem jak w Lublinie czy we Wrocławiu i teraz przynosi to efekty. Do tego dochodzi Jack Holder, który już w 2020 idealnie wpisał się w drużynę; Anders Thomsen w Gorzowie radzi sobie jak ryba w wodzie, a Paweł Przedpełski, jeszcze jeżdżąc we Włókniarzu, pokazywał, że na „Jancarzu” potrafi się ścigać. Ci zawodnicy mają ogromny potencjał. Przy trenerze Piotrze Paluchu oni są w stanie się nakręcić i być taką Unią Leszno sprzed kilku lat, gdy na juniorce jeździli tam Dominik Kubera i Bartosz Smektała. To też nie był dream team w tamtych czasach, a odnosił wielkie sukcesy. Czy Stal jest w stanie skutecznie powalczyć o pierwszą czwórkę? Pytanie za kogo, bo wszyscy dość racjonalnie raczej typujemy jako pewniaków Motor, Spartę i Apatora. Musieliby okazać się lepsi od wszystkich pozostałych drużyn, wygrać rywalizację z GKM-em oraz Unią Leszno. Będzie to na pewno trudne – ocenia nasz rozmówca.
Rozsypany zegar
Natomiast w Zielonej Górze kolejny sezon mają ogromne problemy, mimo mocarstwowych planów i zbudowania teoretycznie silnego, a na pewno bardzo drogiego składu. – Falubaz boryka się z dużymi problemami wewnętrznymi. Skala napięć w tym klubie wydaje się ogromna. To przypomina rozsypany w częściach zegarek, który tylko bardzo dobry zegarmistrz byłby w stanie poskładać. Ta drużyna jest złożona z zawodników, którzy wychowali się w różnych klubach i mają stamtąd pewne naleciałości. Na papierze ten skład wygląda nieźle, ale pytanie brzmi: czy oni w ogóle są w stanie ze sobą współpracować? Patrząc na ich jazdę, nie widać tam tego. Każdy chce być liderem i wygrywać nawet ze swoimi kolegami, a to już zwiastuje katastrofę. Współczuję trochę Grzesiowi Walaskowi, bo poskładać ten zlepek, wytłumaczyć, kto gra które skrzypce, nie jest zadaniem prostym. Dochodzi jeszcze nagonka ze strony kibiców. Jak nie będzie atmosfery, może się to wszystko posypać – uważa Marek Grzyb.
Casting jedynym ratunkiem?
W drugim, a właściwie pierwszym piątkowym meczu GKM podejmował będzie outsidera z Częstochowy. Włókniarz w Grudziądzu spisywał się fatalnie nawet w sezonach, gdy dysponował zdecydowanie silniejszym składem, więc strach pomyśleć, co będzie teraz, gdy klub z Częstochowy tak bardzo odstaje od reszty stawki. Rozważanie jakichkolwiek szans na zwycięstwo w tym, jak i kolejnych meczach nie ma w tym momencie najmniejszego sensu. Jedynym, nad czym można się zastanawiać, to czy we Włókniarzu mogą zrobić cokolwiek, aby przegrywać z większą godnością niż ostatnio u siebie ze Stalą (31:59)? – Czasami irracjonalne rozwiązania w sytuacji beznadziejnej, a z taką mamy do czynienia w Częstochowie, mogą mieć sens. Po meczu z Gorzowem tam jest katastrofa. Przywołuję ze swojego doświadczenia rok 2020, gdy Stal się posypała i sprowadziła Jacka Holdera, który nie miał nic do stracenia i okazał się strzałem w dziesiątkę. Przyjechał zarabiać, nie umierać za Stal w sezonie covidowym. Jego świeżość sprawiła, że inni też zaczęli jechać lepiej, jak Szymek Woźniak czy Niels-Kristian Iversen. Gdybym miał cokolwiek podpowiedzieć trenerowi Mariuszowi Staszewskiemu, to byłoby to poszukanie na zewnątrz zawodnika, kto mógłby dodać tej drużynie ambicji. Zaryzykowanie wydaje mi się jednym pomysłem, w końcu nie mają nic do stracenia. Liczenie na ostatni mecz w play downach i potencjalną kontuzję w szeregach rywali jest bardzo naiwne. To nie jest sposób na utrzymanie, tylko zabawa żyletką. Może warto zapukać do Jarka Hampela? Nawet taki Matej Żagar mógłby dać jakiś impuls. Zawsze można go przecież zaprosić na trening, bo to żadne ryzyko. Chyba że już ktoś przesądził o spadku, ale wizerunkowo będzie to beznadziejne. Odbudowanie wizerunku po takim sezonie to droga przez mękę. Casting na nowego zawodnika w tym momencie byłby lepszym pomysłem. Postawić zawodników pod taśmą i wybrać najlepszego. To mogłoby dać jakąś minimalną nadzieję – podpowiada działaczom z Częstochowy Grzyb.
Piątek, 15 maja
◼ Gezet Stal Gorzów - Stelmet Falubaz Zielona Góra (20.30)
Mariusz Rajek
