Czas kluczowych decyzji
W Poznaniu nadchodzi intensywny okres. Władze klubu muszą zdecydować, z kim przedłużą kontrakty.
Czy ulubieniec prezesa zostanie w klubie i dalej będzie czarował w ekstraklasie? Fot. Gleb Soboliev / Press Focus
LECH POZNAŃ
Praca w Lechu wre nie tylko na boisku. Piłkarze są na zgrupowaniu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a w gabinetach pracują nad sprowadzeniem nowego defensywnego pomocnika. Zastanawiają się także, z kim warto przedłużyć umowę.
Trzech liderów
Z końcem czerwca kończą się trzy wypożyczenia. Timothy Ouma obecnie trenuje z drużyną rezerw i Lech nie wiąże z nim przyszłości. Z kolei pobyty Luisa Palmy oraz Taofeeka Ismaheela także kończą się po zakończeniu sezonu, ale w ich przypadku Kolejorz ma opcje wykupu. W przypadku Honduranina problemem może być cena, jaką trzeba będzie za niego zapłacić, bo mowa o około 4 milionach euro. Być może w Poznaniu będą chcieli jeszcze zbić cenę za skrzydłowego, ale współwłaściciel i prezes Piotr Rutkowski wprost przyznał, że na dziś jego wykup to bardzo ciężka i (nie)realna opcja.
Jednak kluczowe decyzje muszą zapaść w sprawie zawodników, którym kontrakty wygasają. Mowa tutaj o 31-letnich Radosławie Murawskim oraz Antonio Miliciu, a także dwa lata młodszym Alim Gholizadehu. Pierwszy z nich wciąż leczy kontuzje, do gry gotowy ma być w marcu i być może wtedy dyrektorzy zadecydują o jego przyszłości. Grunt, żeby najpierw wrócił na boisko i do swojej najlepszej formy.
Z kolei Milić od kilku sezonów jest kluczowym ogniwem w zespole. Środkowy obrońca ma także jedną dużą zaletę, która jest w cenie – to zawodnik lewonożny. Chorwat przed wylotem na zgrupowanie wypowiedział się o swojej przyszłości. – Wciąż nie otrzymałem żadnej oficjalnej oferty, ale jestem na to otwarty. Jestem tutaj naprawdę szczęśliwy, uwielbiam ten klub. Zobaczymy, co się wydarzy – mówił 31-latek. Być może właśnie wiek jest przyczyną, że w klubie dalej wahają się, co zrobić. Milić już lepszy nie będzie, ale jest solidnym defensorem.
Ostatni na liście jest Gholizadeh, którego fanem ma być… Rutkowski. W klubie mają być jednak dwa obozy i jeden z nich proponuje, że to czas na pożegnanie irańskiego skrzydłowego, który jest bardzo dobry, jak jest zdrowy. A z tym zdrowiem bywa różnie…
Walczy o nową umowę
Kontrakt z końcem czerwca wygasa także trenerowi Nielsowi Frederiksenowi, zatem przed nim kluczowe pół roku. Lech gra na trzech frontach, ale do sukcesu najbliżej mu na krajowym podwórku. I chociaż nie wiadomo, jaki los czeka 55-latka, to i tak zapisał się już on w historii Kolejorza. Przede wszystkim jako pierwszy zagraniczny trener zdobył z klubem mistrzowski tytuł, wcześniej bowiem robili to sami polscy szkoleniowcy.
Ponadto Frederiksen może być pierwszym zagranicznym szkoleniowcem, który wypełni kontrakt, a być może nawet go przedłuży. – W futbolu pół roku to naprawdę dużo czasu. Nie zastanawiałem się nad swoim kontraktem, w pierwszej kolejności miałem na uwadze przygotowania do rozgrywek i mecze, które nas niedługo czekają. Moja przyszłość w Lechu pozostaje oczywiście sprawą w pełni otwartą – mówił na początku roku opiekun Lechitów. Według niektórych Duńczyk powinien wypełnić kontrakt i odejść niezależenie od wyników. Głównym powodem ma być to, że nie uczy się na swoich błędach, a zespół w wielu spotkaniach prezentuje się mało przekonująco.
Dwóch doleciało
Nowy tydzień pracy na zgrupowaniu przyniósł dwie nowe twarze. Nie są to nowe transfery, tylko zawodnicy z akademii Lecha. Do drużyny dołączyli Hubert Kędziora oraz Patryk Kowalski. Obaj występują w drużynie juniorów starszych i dowołanie może mieć związek z osobą ich trenera. Damian Sobótka, szkoleniowiec drużyny do lat 19, aktywnie bowiem uczestniczy w trwających przygotowaniach, pomagając i jednocześnie ucząc się od trenera Frederiksena. Kędziora występuje głównie jako defensywny pomocnik, chociaż w przeszłości grał na pozycji stopera. Z kolei Kowalski jest środkowym obrońcą, ale wcześniej szkolił się jako pomocnik. Dla tych chłopaków to motywacyjny kop. Być może warto zapamiętać te nazwiska.
Do Abu Zabi nie doleci asystent Sinde Tjelmeland. Norwega, który od czerwca zostanie szkoleniowcem Molde, dopadły problemy zdrowotne. Gdy się z nimi uporał, to rzecznik klubu poinformował, że lekarz nie zalecił mu tak długiego lotu w związku z lekami, jakie przyjmuje. 36-latek ma pomóc zespołowi w przygotowaniach do meczu z Lechią Gdańsk (31.01, godzina 20.15).
Miłosz Cebo
