Czas bohaterów nieoczywistych
Pokonując mistrza z roku 2023, mistrz z roku 2024 wciąż zachował szanse, by przeszkodzić mistrzowi z roku 2025 w obronie tytułu. – Wszystko jest otwartą sprawą – przekonuje Adrian Siemieniec.
Lepiej późno niż... później – z takiego założenia wyszedł Kajetan Szmyt i w końcówce sezonu „się rozstrzelał” w koszulce Jagi. Fot. Weronika Morciszek / Press Focus
JAGIELLONIA BIAŁYSTOK
Powyższa zagadka jest prosta do rozszyfrowania. Wygrywając w Częstochowie z Rakowem, Jagiellonia ciągle może myśleć o zabraniu Lechowi fotela lidera ekstraklasy (o warunkach tego zadania – czytaj poniżej). Pod Jasną Górą zespół białostocki pokazał mało znaną z naszych ligowych boisk twarz. - Niejednokrotnie pokazaliśmy w starciach z dużymi firmami, że potrafimy cierpieć – tak obraz gry swej drużyny komentował Adrian Siemieniec na antenie TVP Sport.
Owo „cierpienie”, związane z wykonywaniem na murawie zadań nieoczywistych (- Taras Romanczuk jest znany z tego, że pracuje bardzo mocno bez piłki dla drużyny. Jednak nawet ofensywni piłkarze, tacy jak Jesus Imaz czy Afimico Pululu, poświęcili się dla zespołu – mówił dalej szkoleniowiec), doskonale czuli też sami piłkarze. - Wszyscy broniliśmy, choć wiadomo, że nasze DNA jest inne. Lepiej czujemy się z piłką przy nodze – podkreślał na przykład Kajetan Szmyt.
To właśnie przy nim, a także przy Yukim Kobayashim, a więc nazwiskach autorów obu białostockich goli, Siemieniec raz jeszcze przywołał nieoczywiste słowo. - Koniec sezonu to moment dla nieoczywistych bohaterów, czyli zawodników, którzy nie są tak obciążeni mentalnie i fizycznie – zaznaczył opiekun Jagiellonii. „Główka” Japończyka – owocująca jego pierwszym ligowym trafieniem – była nie do zatrzymania; najpewniej nawet dla największych gwiazd bramkarskiego fachu. Cytowany Szmyt zaś w samej końcówce meczu zrobił – z korzyścią dla drużyny – to, co umie i kocha robić.
- Wciąż „coś” mu zostało. „Coś”, czyli krótkie prowadzenie piłki, pełna kontrola nad nią mimo głowy w górze. No i miłość do dryblingów, do wchodzenia w sytuacje „jeden na jeden” - tak swego byłego podopiecznego reklamował w rozmowie ze „Sportem” trener Piotr Tworek, który w poznańskiej Warcie otwierał nastoletniemu wówczas graczowi drogę na ekstraklasowe boiska. Przyznać trzeba, że choć „liczby” tej wiosny (a i jesieni, spędzonej w Lubinie, też) Szmyta nie bronią, to właśnie on na finiszu sezonu zadaje arcyważne sztychy rywalom Dumy Podlasia. Trafił przecież w weekend do siatki Pogoni, „poprawił” w środę w Częstochowie. - Szkoda, że sezon się już kończy... - wzdychał zaraz potem przed kamerami Canal+. - Mam nadzieję, że dobrze wykorzystam dwa ostatnie mecze – dodawał z miejsca.
Pierwsza okazja – już w niedzielę przy Nowej Bukowej. Lekko nie będzie, bo dwie ostatnie wizyty Białostoczan w stolicy górnośląskiej metropolii to bolesne dla nich bęcki. - GKS, owszem, jest na fali. I owszem, to dobry zespół, więc będziemy musieli mocno zapracować na to, żeby zdobyć trzy punkty – jak widać, Adrian Siemieniec scenariusza trzeciego z rzędu potknięcia swej drużyny w Katowicach nie dopuszcza, a walki o złoto nie odpuszcza!
Dariusz Leśnikowski
